Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Radiowywiad / Nawet Jules Verne w sferze łączności nie wyszedł poza wizję globalnej sieci elektrycznego telegrafu

Fot. CC0, domena publiczna, Pxhere.com

Co zrobić, jeśli sabotażyści uszkodzą przewód? Odpowiedź wynalazcy była dobitna: „powiesić, jeśli się złapie, potępić, jeśli się nie złapie, w obu przypadkach natychmiast naprawić przewód”.

Rafał Brzeski

Jak porozmawiać na odległość? Jak porozmawiać na odległość tak, aby inni nie słyszeli? Jak podsłuchać tych, co rozmawiają? Pytania te nurtowały ludzi od niepamiętnych czasów. Sposoby szybkiego i bezpiecznego przekazywania informacji na duże odległości spędzały sen z powiek władcom, wodzom, kupcom i spiskowcom. Przechwytywanie i odczytywanie tych informacji fascynowała strażników pieczęci, dyplomatów i mędrców. (…)

Komunikacyjny „rynek” przejęły telegrafy mechaniczne lub, jak kto woli, wizualne, przy czym najbardziej znany jest semafor, konstrukcji francuskiego wynalazcy Claude’a Chappe’a, który na początku lat 1790. pasjonował się sposobami usprawnienia łączności wojskowej.

On również eksperymentował z elektrycznością, ale miał kłopoty z poprawną izolacją i skoncentrował się na telegrafie mechanicznym. Wykorzystał w nim osadzone na słupie ramiona na osiach, tworzące coś w rodzaju litery H. Słup umieszczano na specjalnie budowanych wieżach, podobnych nieco do latarni morskich. Każde ramię H mogło zająć 7 pozycji, a pozioma konstrukcja pozwalała na 4 układy, co w sumie dawało 196 kombinacji. (…)

Claude Chappe otrzymał tytuł Dyrektora Telegraficznego oraz zamówienie na budowę kolejnych łańcuchów stacji semaforowych. Wraz z braćmi połączył wkrótce 50 stacjami Paryż ze Sztrasburgiem, a potem Paryż z Brestem i Lille. Ten ostatni łańcuch przedłużono w 1810 roku aż do Amsterdamu. System rozrastał się i kiedy w 1852 roku zestarzał się techologicznie i postanowiono go zamknąć, liczył 556 stacji semaforowych i ponad 4000 kilometrów. System był jak na owe czasy szybki. W sierpniu 1838 roku depeszę o narodzinach księcia Orleanu przekazano z Paryża do Tuluzy w 2,5 godziny. (…)

Prawdziwa rewolucja telegraficzna rozpoczęła się wraz z kodowaniem liter alfabetem Morse’a, czyli kombinacją krótkich i dłuższych sygnałów zwanych popularnie kropkami i kreskami. Malarz i artysta Samuel Morse oglądał różne modele telegrafów podczas podróży po Europie w 1832 roku. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych próbował skonstruować własny telegraf, ale rezultaty były mizerne, aż w 1837 roku zaprosił do współpracy młodego konstruktora i świetnego mechanika Alfreda Vaila.

Morse miał dobre pomysły, ale wychodziły mu jakieś zygzaki, Vail gruntownie przebudował stację odbiorczą i po roku 5 kilometrów od nadajnika zaczęły pojawiać się kropki i kreski. Potem poszedł do drukarni, gdzie od zecera dowiedział się, jakie litery są najpopularniejsze w języku angielskim i obdzielił je najkrótszymi symbolami. Litera „E” dostała kropkę, a litera „T” – kreskę. Reszta liter otrzymała od Vaila kombinacje w zależności od częstotliwości pojawiania się ich w anglojęzycznych tekstach. Tytuł Alfreda Morse’a do alfabetu kropek i kresek jest więc dość wątpliwy i powinno się raczej mówić „alfabet Vaila”, ale Morse miał koneksje oraz kontakty, dzięki którym promował w waszyngtońskich wyższych sferach „swój” telegraf i kod kropek i kresek. I tak już zostało.

Uporczywe dreptanie Samuela Morse’a po waszyngtońskich korytarzach władzy, gdzie uważano go za plecami za nieszkodliwego maniaka, dało wreszcie wyniki. W marcu 1843 roku Kongres wyłożył olbrzymią sumę 30 tysięcy dolarów na budowę linii telegraficznej z Waszyngtonu do Baltimore. Pierwszą depeszę przesłano 24 maja 1844 roku z oszałamiającą szybkość transmisji sześciu słów na minutę. Sukces kropek i kresek był druzgocący. (…)

Trudności z podsłuchem linii telegraficznych ujawnił przebieg wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. Była to wojna manewrowa, w której logistyka koncentrowała się wzdłuż linii kolejowych i rzek. Zdobycie wiarygodnych wiadomości było w niej niezwykle ważne, ale chociaż rozkazy przekazywano głównie drogą telegraficzną, to ich przejęcie nie było wcale łatwe. Wymagało bowiem wspięcia się na słup telegraficzny linii biegnącej zazwyczaj wzdłuż często patrolowanych torów kolejowych. Trzeba było wiedzieć, kiedy wiadomości są przekazywane. Podsłuchujący musiał mieć odpowiednie urządzenie i być wcale sprawnym telegrafistą, żeby siedząc na słupie poprawnie zanotować nadawane kropki i kreski. Potem trzeba było zarejestrowaną korespondencję przekazać do sztabu i jeśli udało się odszyfrować depeszę, dopiero wówczas uzyskane informacje mogły być wykorzystane we własnych planach i rozkazach. Element czasu był decydujący. Wojna secesyjna nauczyła również dwóch praw obowiązujących do dzisiaj: w każdym konflikcie potrzebny jest zespół wprawnych kryptoanalityków, aby sprawnie prowadzić dekryptaż korespondencji przeciwnika oraz: przed ważną operacją dobrze jest utrzymać ruch łącznościowy na zwykłym poziomie albo zarządzić ciszę. (…)

W drugiej połowie XIX wieku elektryczny telegraf jawił się szczytem techniki. W 1861 roku Western Union Telegraph Company uruchomiła liczącą ponad 3000 kilometrów linię z St. Joseph w stanie Missouri do Sacramento w Kalifornii. W 1866 roku podmorski kabel połączył Amerykę z Europą. Nawet taki futurolog jak Jules Verne, pisząc w 1863 roku powieść „Paryż w XX wieku” (odrzuconą przez wydawców jako totalnie nierealną), rysując obraz francuskiej stolicy sto lat później, czyli w 1963 roku, w sferze łączności nie wyszedł poza wizję globalnej sieci elektrycznego telegrafu, ale miał to być telegraf absolutnie bezpieczny.

Tymczasem nadciągała kolejna rewolucja. Mimo wszelkich zalet, telegraf miał też istotną wadę. Nadawcę i odbiorcę musiał łączyć przewód. Owszem, nie było go łatwo skutecznie podsłuchać, ale było łatwo przeciąć i trwale przerwać łączność, nawet jeśli przewód został zamaskowany, zakopany lub położony na dnie rzeki lub morza. Ponadto telegrafem nie można się było porozumieć z okrętem przebywającym na morzu. Nie dziwi więc, że pionierskie eksperymenty z telegrafem bez drutu prowadził oficer Royal Navy komandor Henry Jackson, któremu w 1896 roku udało się, wykorzystując detektor fal elektromagnetycznych zwany kohererem, uruchomić z rufy swego okrętu HMS Defiance dzwon umieszczony na dziobie. Kilka dni później Jackson powtórzył eksperyment i uruchomił dzwon na pokładzie odległego o 3 mile morskie HMS Source. Można było przesyłać sygnał bez drutu! (…)

W 1901 roku nawiązano łączność przez Atlantyk. Ten epokowy eksperyment nie tylko zagwarantował przyszłość łączności radiowej, ale również doświadczalnie udowodnił, że fale radiowe nie rozchodzą się po linii prostej, ale sięgają poza horyzont, chociaż wówczas nikt jeszcze nie wiedział dlaczego.

Transatlantyckie eksperymenty na wybrzeżu Kornwalii, w miejscu zwanym do dzisiaj Wireless Point, obserwowali i podsłuchiwali bacznie agenci brytyjskiej Eastern Telegraph Company, widząc w Gugliemie Marconim bardzo niebezpiecznego konkurenta do kontraktów rządowych. Wiedzieli, gdzie zaatakować. Urządzenia kablowe łączyły tylko nadawcę i odbiorcę. Urządzenia radiowe nadawały w eter i sygnał mógł odebrać, kto chciał, byle tylko miał odbiornik. O zachowaniu tajemnicy łączności radiowej nie mogło być mowy. (…)

Era telegrafu była więc czasem utajniania korespondencji, erą kryptologów. Era łączności bezdrutowej – okresem łamania szyfrowanej korespondencji, erą kryptoanalityków i dekryptażu.

Cały artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Początki radiowywiadu” znajduje się na s. 14 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Początki radiowywiadu” na s. 14 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook