Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Pakistańska ulica: niesłychana rozmaitość typów ludzkich, ryksz, rowerów, samochodów, autobusów, nadto osłów, krów, kóz

Ruiny Mohenjo Daro | Fot. Saqib Qayyum (CC A-S 3.0, Wikimedia.com)

Starożytny epos Mahabharata i inne teksty opisują okropną wojnę, która wybuchła 10-12 tysięcy lat temu między imperium Ramy i Atlantydy. Użyto jakiejś straszliwej broni. Czy to opis wojny atomowej?

Władysław Grodecki

Mknąc bez wytchnienia na wschód, dotarliśmy do brzegu Indusu, gdzie przyszło nam spędzić kolejną noc. Tu zmrok zapada niezwykle szybko, więc pustynna „tarka” niepostrzeżenie zamieniła się w wąską groblę. Po obu jej stronach znajdowały się pola ryżowe zalane wodą. Byliśmy zbyt zmęczeni, by jechać dalej. Wysiadłem i po kilku krokach natknąłem się na stertę słomy. Rozłożyłem koc i śpiwór, po czym szybko zasnąłem.

Gdy zaczęło świtać, zbudziło mnie ujadanie psów. W pobliżu stało kilku mężczyzn z rękami złożonymi jak do modlitwy. Gdy zauważyli, że się zbudziłem, zaczęli mnie pozdrawiać: „salam, salam!”, nisko się kłaniając. Wkrótce przybyło wielu nowych ludzi, w tym dzieci. Najstarszy wiekiem mężczyzna zaprosił nas do swego domu-szałasu. Tu kilka dziewcząt w pośpiechu przygotowało dla nas „wielkie żarcie”.

Na trójnogu stała wielka, miedziana taca, a na niej pomarańcze, daktyle, rambutany, banany i inne owoce tropikalne. Poproszono nas, byśmy usiedli dookoła na poduszkach. Obok nas miejsce zajął gospodarz i jego brat. Po chwili córka gospodarza Mariam przyniosła naczynie z wodą. Umyliśmy dłonie, wytarli je, a Mariam postawiła przed nami w niewielkich filiżankach mocną herbatę i cukier. Po chwili na tacy znalazła się sterta ciapaty, masło, daktyle i leban (mleko wielbłądzie). Ach, co to była za uczta!

Gdy kończyliśmy jeść, gospodarz przyniósł mapę i kilka zdjęć. – To ruiny legendarnej stolicy potężnego królestwa sprzed 6 tys. lat – Mohenjo Daro, powiedział. Znajdują się zaledwie kilka kilometrów stąd. Odkryto je na początku 1900 r.

Byłem zaszokowany: wieśniak wiedział takie rzeczy! Moje zdumienie potęgowało się, gdy zaczął opowiadać: – 6000 lat temu była tu osada, która tysiąc lat później przeżywała okres swej świetności. To największe miasto cywilizacji Harrapy nad Indusem miało ok. 4 km obwodu i ok. 40 tys. mieszkańców.

Zaproponował krótką wycieczkę. Oglądaliśmy wielką łaźnię, spichlerz, budynki mieszkalne i gospodarcze, ale nie znaleźliśmy pałacu i świątyni. Czyżby był to ośrodek o charakterze wojskowym i militarnym? Jednak najbardziej frapującą zagadką był upadek miasta: wylewy Indusu, wieloletnia susza, najazdy plemion barbarzyńskich, a może coś innego? Starożytny epos Mahabharata i inne teksty opisują wielką wojnę, która wybuchła 10-12 tysięcy lat temu między imperium Ramy i Atlantydy. Użyto jakiejś straszliwej broni: „Pojedynczy pocisk niósł całą potęgę Wszechświata. Rozpalona kula i płomień jasny jak tysiąc słońc wzniosły się w pełnej okazałości. Żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, na popiół spalił całą rasę Wrisznich i Andhaków. Ciała były spalone nie do poznania”. Czy jest to opis wojny atomowej?

Za taką hipotezą przemawia odkrycie kilkudziesięciu szkieletów napromieniowanych podobnie jak w Hiroszimie i Nagasaki, czy znaczne pokłady gliny i zielonego szkliwa, efekt topnienia w wysokiej temperaturze oraz szybkiej krystalizacji (podobnie jest dziś na pustyni Nevada po każdej reakcji nuklearnej). Warto też wiedzieć, że gdy wojska Aleksandra Wielkiego znalazły się nad Indusem, zostały zaatakowane przez „latające ogniste tarcze”.

Po zwiedzeniu Mohenjo Daro Pakistańczyk zaprosił nas jeszcze na leban, a potem ruszyliśmy na północ. Powoli opuszczaliśmy szary „świat arabski” i wnikaliśmy w pełne egzotyki i niesłychanych kontrastów Indie. (…)

Znaleźliśmy też nieocenionego przewodnika – Javaida, który przez dwa dni naszego pobytu w tym mieście z nami podróżował, jadł i spał. Wszystko gratis! Te dwa dni zwiedzania były prawdziwą ucztą duchową. Przecież Lahore to niezwykłe miasto, jak Agra czy Delhi, jedna ze stolic dynastii Wielkich Mogołów! Jest tu dużo interesujących meczetów, świątyń hinduistycznych i pałaców, ale także wąziutkie uliczki z nieprzebranymi tłumami ludzi ubranych w różnokolorowe stroje.

Po zachodzie słońca światła neonów i lamp bazarowych wprowadziły nas w nastrój czaru i egzotyki Wschodu. Javaid był świetnym przewodnikiem, ale nie mógł zrozumieć, dlaczego interesują mnie dzielnice biedoty, slumsy – lepianki, szopy, szałasy i tysiące bawołów, koni, kóz, psów osiołków, kotów, szczurów i myszy nad rzeką Ravi? Wszędzie było błoto, łajno bydlęce, śmieci, krowi mocz i ludzkie ekskrementy! Wszędzie dziewczynki zbierały łajno do naczyń, formowały je na kształt placków i układały nad brzegiem rzeki do suszenia. Jest to podstawowy materiał do palenia w wielu krajach Azji, gdzie brakuje drzewa; w Pakistanie również! (…)

Po dwóch dniach zwiedzania Lahore wyjechaliśmy wcześnie rano do Islamabadu, dokąd dotarliśmy w samym środku nocy.

W świetle reflektorów samochodowych rozbiliśmy dwa namioty na placu, który przypominał nam parking samochodowy. Jakie było nasze zdziwienie, gdy po wschodzie słońca zbudził nas tłum gapiów zgromadzonych wokół namiotów. Okazało się, że jesteśmy na wielkim placu w samym środku miasta!

Wszyscy byli bardzo zaskoczeni, także policjanci, którzy poprosili nas, byśmy szybko złożyli namioty i odjechali. Tę noc spędziliśmy w samym centrum miasta, jak w Rynku Głównym w Krakowie, i nie wynikły z tego powodu żadne przykre konsekwencje!

Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Wyprawa dookoła świata cz. 2. Do Azji przez Pakistan” znajduje się na s. 11 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Wyprawa dookoła świata cz. 2. Do Azji przez Pakistan” na s. 11 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook