Filmy kina moralnego niepokoju a złamane sumienie ich reżysera / Paweł Zastrzeżyński, "Kurier WNET" nr 72/2020 - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Filmy kina moralnego niepokoju a złamane sumienie ich reżysera / Paweł Zastrzeżyński, „Kurier WNET” nr 72/2020

Fot. CC0, pexels.com

Dziś ciągle autorytetami są ludzie ustanowieni przez tych, co chcieli, abyśmy płynęli we wspólnym nurcie relatywizmu moralnego. Oni nadal jawią się nam jako struktura czystego kryształu czy diamentu…

Paweł Zastrzeżyński

Rozbity kryształ

Od kilku lat w Instytucie Pamięci Narodowej prowadzona jest kwerenda w związku z przygotowaniem książki Światło latarni, która stara się ukazać polskich reżyserów jako osoby, które wyświetlając swoje filmy z projektorów, niczym latarnie morskie nawigowały całe społeczeństwo w kierunku, który wyznaczała Polska Ludowa. W zamian ci ludzie otrzymywali taką swobodę, jakiej nikt nigdy z twórców filmowych na świecie nie doświadczył.

Teczka TW Aktora była jednym z pierwszych udostępnionych dokumentów, które zostały poddane kwerendzie. Ten materiał zachował się w oryginale. W karcie obiegowej widnieją dziesiątki nazwisk osób, które zapoznały się z treścią tam zawartą. To te dokumenty posłużyły do przygotowania artykułu w „Gazecie Polskiej”, który można uzupełnić o fakt, że TW Aktor nie był werbowany w lokalu kontaktowym (LK) „Bachus”, ale był właścicielem tego lokalu. To wynika z analizy treści oraz faktu, że teczka jest założona na agenta TW i właściciela lokalu kontaktowego. Na marginesie warto wspomnieć, że Bachus (Dionizos) w mitologii greckiej to bóg płodności. W ostatniej scenie Iluminacji, jednego z najważniejszych filmów reżysera, bohater jawi się właśnie jako posąg grecki. W ten sposób ukazuje się Krzysztof Zanussi.

Obrona pedofilii

W 2009 r. wokół Krzysztofa Zanussiego pojawiło się wiele kontrowersji. Jednak reżyser, jak zawsze, zachował stoicki spokój, pomimo że jego słowa w obronie Romana Polańskiego oskarżonego o pedofilię, wzburzyły nawet Monikę Olejnik.

Roman Polański wówczas czekał w szwajcarskim areszcie na decyzję w sprawie ekstradycji do USA. Reżyser był oskarżany o seks z 13-latką i ucieczkę przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. W studiu TVN w programie Kropka nad i Krzysztof Zanussi powiedział, że Polański stał się ofiarą własnej popularności, a dziewczynka, z którą współżył, była jego zdaniem prostytutką. Reżyser „moralnego niepokoju” jednoznacznie stwierdził: „Nikt nie zauważa, że dlatego, że on jest sławny, to ta sprawa ma taki wymiar. Gdyby on nie był sławny, to fakt, że ponad trzydzieści parę lat temu w Los Angeles, które jest miastem szczególnie swobodnych obyczajów, skorzystał z usług jakiejś nieletniej prostytutki, bo chyba tak to naprawdę było”… „No nie, nie! – zareagowała Monika Olejnik. – To była dziewczynka 13-letnia, która nie była prostytutką… To nie było za pieniądze, więc to nie była prostytucja”.

Krzysztof Zanussi niskim i ciepłym głosem kontynuował: „W tym świecie masę rzeczy robi się nie za pieniądze, tylko dla sławy, dla kariery. Ja znam człowieka, który wyszedł z getta, który jest tragiczny i który ma takie czarne rozdziały w swoim życiu. Myślę, że gdyby nie był znany, sprawa nie miałaby dziś żadnego przedłużenia. Nie wierzę w niewinność ofiary. Ona nie robi wrażenia, że znalazła się tam przypadkiem. W tym kręgu ludzi, którzy wszystko zrobią dla kariery i pieniędzy, wygląda na to, że sama świadomość matki, która była w to zamieszana, to była jakaś próba szantażowania Polańskiego. Wyciągnięcia z niego tego wszystkiego, co mógł dać. A czego nie dał, i to był jego praktyczny błąd. Mógł się wykupić i tego nie zrobił. Może był za bardzo pyszny, za bardzo polski”.

Reżyser podkreślał, że nie chce usprawiedliwiać Polańskiego, a epizod sprzed 32 lat traktuje jako błąd swojego kolegi.

TW Aktor

Kilka miesięcy przed tym wywiadem „Gazeta Polska” opublikowała informację na temat teczki odnalezionej w Instytucie Pamięci Narodowej, z której wynika, że Krzysztof Zanussi był zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako TW Aktor. W tekście zostało umieszczone sprostowanie reżysera dotyczące treści odnalezionych dokumentów. W związku z publikacją na antenie Radia Maryja swój pogląd na ten temat wyraził Antoni Macierewicz.

„Muszę powiedzieć, że publikacja »Gazety Polskiej« bardzo mnie zbulwersowała. Zanussi dla mojego pokolenia, ludzi urodzonych pod koniec lat 40. ze swoimi filmami, takimi bardzo moralistycznymi, odwołującymi się do ‘struktury kryształu’, do spraw zupełnie fundamentalnych, do rozstrzygnięć moralnych, zasadniczych, był osobą istotną. Jego twórczość zwłaszcza wtedy – lat 60, 70 – była ważna. Gdy czytam jego wypowiedź przytoczoną w »Gazecie Polskiej«: »Podczas studiów w szkole filmowej cały nasz rok studiów był zapraszany na rozmowy z oficerami bezpieki i wszyscy byliśmy namawiani do współpracy. Obiecywaliśmy, że jeśli coś strasznego się zdarzy, to damy im znać. Każdy miał po dwa spotkania. Na tym się kończyło. Nie było też żadnych specjalnych nacisków. Kilkoro z nas podjęło współpracę. Jedna z osób przystąpiła do etatowej pracy w wojskowym wywiadzie«, to powiem uczciwie, że ten spokojny ton jest dla mnie szokujący.

Gdy z kolei ten materiał tutaj przywołany się czyta, to widać, że jednak problem tej współpracy był dużo głębszy. Jak można było na coś się godzić i to aprobować, równocześnie robiąc filmy, zwracające uwagę na to, iż w sprawach moralnych sytuacja jest zerojedynkowa, że prawda i kłamstwo nie mogą być z sobą mieszane”.

Prowadzący rozmowę telefoniczną zauważył: „Aktor to pseudonim, pod jakim Służba Bezpieczeństwa zarejestrowała Krzysztofa Zanussiego jako tajnego współpracownika. Reżyser oczywiście zaprzecza temu, ale to jest też ciekawy element biografii reżysera, gdyż była to osoba, jedna z nielicznych z w Polsce, która z jednej strony mogła z dużą swobodą i swadą robić i realizować filmy poza granicami kraju w czasach ciężkiej komuny, a z drugiej strony była obsypywana przez Moskwę bardzo dobrymi i pierwszymi nagrodami na różnych festiwalach filmowych w byłym Związku Radzieckim”.

Były Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w odpowiedzi stwierdził: „Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie tylko relacjonował on sytuację w poszczególnych pismach i środowiskach kulturalnych i literackich emigracji niepodległościowej w Londynie, ale także relacjonował sytuację poszczególnych osób, ułatwiając działanie przeciwko nim Służbie Bezpieczeństwa. No przecież to jest człowiek wybitnie inteligentny i trudno sobie wyobrażać, żeby nie miał rozeznania, nie miał świadomości, jakie to może mieć konsekwencje dla tych właśnie ludzi. To pozwalało ich osaczać i niestety obawiam się, że oddziaływało skutecznie później na nich. Tak właśnie działała Służba Bezpieczeństwa, że używała jednych ludzi przeciwko innym. Każdy fragment rozmowy mógł się wydawać niewinny, a złożone razem, były często wyrokiem na daną osobę. I albo pozbawiały paszportu czy pracy, albo ułatwiały innym agentom łamanie i werbowanie następnej osoby i to jest w tym całym systemie najdramatyczniejsze.

Możemy sobie wyobrazić, że Pan Krzysztof uzna, że on jest osobą, która została zmuszona i złamana, no ale następnie umożliwiała złamanie następnych kolejnych osób i w ten sposób stworzył się łańcuch ludzi złamanych i służących złej sprawie”.

Krzysztof Zanussi po publikacji „Gazety Polskiej” w 2009 r. jednoznacznie oświadczył: „Nie miałem żadnego pseudonimu [—]. Jeśli był nadany, to ja nic o tym nie wiem. W 1962 r. spotkałem się z oficerami dwa razy w Łodzi. Nie było perspektywy dalszych spotkań. Później, jeśli ubecy pojawiali się, to przychodzili jawnie do biura. Były to rozmowy otwarte, ale pozbawione podtekstu agenturalnego. Gdy pan Kiszczak wzywał mnie do siebie w stanie wojennym, to wcześniej zjawiał się ubek i umawiał mnie na spotkanie. To zupełnie inny tryb rozmowy”.

Tajni współtwórcy

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 1999 r. dziennikarz zadaje pytanie: „Do dziś duże kontrowersje budzi sprawa kompromisów między władzą a środowiskiem filmowym w komunizmie. Pana często kojarzono z taką kompromisową postawą. Jak się Pan do tego odnosi?” „Od bardzo dawna rozumiem, że nie ma życia, które byłoby zupełnie bezkompromisowe. Teologicznie biorąc, każdy moment życia w sferze materialnej jest kompromisem ducha, nie ma od tego ucieczki. Dla mnie większym złem jest zakłamanie aniżeli przyznanie się w pokorze do tego, że człowiek jest niedoskonały. W mojej książce [—] umieściłem wspomnienia z czasów naszych gier z władzą, po to, by te gry zdemistyfikować. Żebym nie wypadł w nich jako bohater, tylko jako człowiek, który czasem roztropnie przechytrzył władzę. Oni zresztą często chcieli dać się przechytrzyć”.

Połączenie informacji zawartych w materiałach IPN oraz analiza materiałów filmowych reżysera odkrywa zupełnie nową przestrzeń badań. Co istotne, każdy dokument ma swoje echo. I nawet jeżeli jakaś teczka została zniszczona lub ukryta, to jej cząstki są gdzie indziej.

Każdy dokument zaś otwiera nowe informacje. I tak po analizie już 90 000 stron dokumentów oraz kilkuset nazwisk reżyserów i aktorów możemy dokładniej rozszyfrować teczkę TW Aktora i dowieść, że tłumaczenia Krzysztofa Zanussiego nie są jednoznaczne.

Krzysztof Zanussi w oświadczeniu opublikowanym w „Gazecie Polskiej” oraz w wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” bagatelizuje informacje, które znajdują się w materiałach IPN. Dla niego stwierdzenie oficera, który dokonuje werbunku: „pozyskanie zostanie przeprowadzone na zasadzie dobrowolności. Przemawiają za tym lojalność kandydata, dobre wyrobienie polityczne, jak również to iż rozmawiał z nami chętnie i w miarę swych możliwości stara się pomóc”, jest nic nieznaczące. Jest to część gry, w której docelowo stawia siebie jako zwycięzcę.

Co istotne, w czasie gdy zainteresowała się nim Służba Bezpieczeństwa, miał 23 lata i był studentem łódzkiej Filmówki. A przecież chłopcy w jego wieku w tym samym czasie za próbę oporu przeciwko systemowi komunistycznemu byli mordowani i katowani.

Wyraźnie pokazuje to przykład oddziałów „Ognia”, które były dobijane w limanowskiej katowni UB. A aparat przemocy władzy komunistycznej był gorszy niż faszystowski.

We wniosku na opracowanie kandydata TW Aktor, do czego nie dotarła „Gazeta Polska”, zostały rozszyfrowane pseudonimy zawarte pomiędzy akapitami tego wniosku: „TW Konrad posiada większe dotarcie na wydział aktorski niż na pozostałe wydziały (argumenty za pozyskaniem TW Aktora; PZ.) [—] do opracowania wykorzystani zostali TW Ricci, TW Wojtek, TW Konrad”.

TW Konrad: „Znany historyk i teoretyk literatury prof. Jan Trzynadlowski współpracował z bezpieką” – ujawniła Misja specjalna w telewizyjnej Jedynce. „Trzynadlowski od 1951 r. był związany z Uniwersytetem Wrocławskim; od 1966 jako profesor. W latach 1956–1960 był dyrektorem i redaktorem naczelnym wydawnictwa Ossolineum. W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się trzy tomy jego meldunków. Dzięki nim m.in. zwolniono z pracy w urzędach centralnych kilka osób i udaremniono ucieczkę na Zachód dwóch naukowców”.

TW Wojtek: „Andrzej Braun – polski pisarz, poeta, reportażysta. Od 1957 do 1963 roku pełnił funkcję kierownika literackiego Zespołu Filmowego Droga, zaś w latach 1963–1966 kierownika Redakcji Filmowej Telewizji Polskiej”. Wyprodukował nieukończony film Lenin w Polsce.

TW Ricci: Julian Żejmo, ros. Юлий Жеймо. Syn radzieckiej aktorki Janiny Żejmo i reżysera Iosifa Chejfica. Autor zdjęć do filmu Siła miłości, współpraca reżyserska Krzysztof Zanussi.

W teczce TW Aktora wśród dokumentów możemy przeczytać, jak kolega koledze podkrada listy i przekazuje bezpiece. Jest to wyciąg z informacji TW Andrzeja z 4 lutego 1963 r. Co ciekawe, pseudonim ten występuje również w materiałach związanych z Andrzejem Wajdą. Pod tym pseudonimem kryje się Ryszard Kuziemski, który studiował z Krzysztofem Zanussim na wydziale operatorskim.

Współpracował też z nim przy filmie Krzysztof Penderecki. To pokazuje, że osoby, które w teczce TW Aktora zostały ukryte pod pseudonimami, były dla Krzysztofa Zanussiego autorytetami, kolegami, współtwórcami. On został przez nich osaczony. Jednak ten młody student w swojej naiwności był przekonany, jak każdy inny zwerbowany przez totalitarny system komunistyczny, że to on prowadzi grę, że to on wykorzystuje struktury totalitarne władzy do własnych korzyści. Do samorealizowania się. Do tworzenia swojego świata i kształtowania go. Do poczucia bycia bogiem, podczas gdy w rzeczywistości był tylko składnikiem totalitarnej władzy. Narzędziem, które służyło do wykuwania i utrwalania władzy ludowej.

Bardzo wyraźnie to oddanie się władzy widać w filmach Struktura kryształu, Iluminacja czy Barwy ochronne. Każdy z tych filmów niesie za sobą przekaz jednoznaczny i spójny z ideologią komunistyczną.

Dla społeczeństwa polskiego te filmy pełniły taką samą funkcję, jak oficer prowadzący, który w filmach Zanussiego bardzo rzetelnie podchodzi do werbunku. Wykorzystuje wiedzę i umiejętności w celu złamania człowieka i jego zgody na współpracę.

Największą przeszkodą dla reżysera, co jasno jest ukazane w Barwach ochronnych, staje się sumienie. I ono musi być złamane, aby ideologia komunistyczna została przyjęta. To jest odwrócenie ewangelicznego obrazu kuszenia Chrystusa na pustyni, gdzie diabeł obiecuje wszelkie dobra na tej ziemi, a w zamian chce tylko, aby Chrystus oddał mu pokłon. W filmach Krzysztofa Zanussiego bohater zmuszony jest do zaparcia się swoich ideałów. Jest to zarazem główna zasada kina moralnego niepokoju, która stoi w całkowitej opozycji do świata ewangelicznych wartości.

Jednak dopiero dziś jesteśmy świadkami, jak ci „tajni współtwórcy” zostają zdradzeni przez ideologię, która ich zdaniem miała być wieczna. Na naszych oczach rozgrywa się dramat całego pokolenia, które było przekonane, że jest nieśmiertelne w swoich dziełach.

Tutaj jawi się jeszcze większy dramat, który jest konsekwencją sięgnięcia po tę niewinność i czystość, którą najpełniej obrazuje dziecko. Dramat, który wynika z przyjętych zasad i formowania swojego życia według systemu, który był wynaturzony.

Takie czyny zostawiają ślad i mają tragiczne konsekwencje, ale aby to zobaczyć w całym spektrum, trzeba poznać wszystkie te przykłady i dokumenty, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego. Wymienić wszystkie nazwiska, które składają się na książkę Światło latarni. Jednak czy ona powstanie – nie wiadomo, bo dziś, ciągle w tej „głębokiej nocy”, widać tylko pobłyski współczesnych latarni, które zostały ustawione przez tych, co chcieli, abyśmy płynęli w tym samym nurcie relatywizmu moralnego. Oni nadal jawią się nam jako struktura czystego kryształu czy diamentu…

Artykuł Pawła Zastrzeżyńskiego pt. „Rozbity kryształ” znajduje się na s. 8 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 72/2020.

 


  • Już od 2 lipca „Kurier WNET” na papierze w cenie 9 zł!
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.

O wszelkich zmianach będziemy Państwa informować na naszym portalu i na antenie Radia Wnet.

Artykuł Pawła Zastrzeżyńskiego pt. „Rozbity kryształ” na s. 8 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 72/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook