Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Odszedł człowiek pamięci. Jarosław Gabryelczyk – strażnik Kresów, prawdy i ludzkiego dobra

Ludzie odchodzą. Tak było i będzie. ale są też nag\le i niespodziewane odejścia na drugą stronę luster, które przychodzą zbyt nagle, przy których człowiek przez dłuższą chwilę nie potrafi przyjąć do wiadomości, że telefon już nie zadzwoni, że nie usłyszy znajomego głosu, że pewne rozmowy zostały przerwane w połowie zdania.
Odszedł człowiek pamięci. Jarosław Gabryelczyk – strażnik Kresów, prawdy i ludzkiego dobra

W centrum Jarosław Gabryelczyk – reprezentant fundacji Mosty, inicjator spotkania i opiekun wizyty młodzieży z Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego ze Stanisławowa, obecnie Iwano-Frankiwsk.

Bowie, każdy z nas ma leksykon osób, o których myśleliśmy, że po prostu będą zawsze. Że oto jeszcze czeka nas kolejna kawa z nimi, kolejna podróż, kolejna opowieść i wspaniała rozmowa. Do takich ludzi należał Jarosław Gabryelczyk.

Tutaj do wysłuchania radiowe wspomnienie o Jarosławie Gabryelczyku:

Odszedł nagle 14 lipca 2026 roku. Człowiek, którego życie było drogą. Drogą przez polską historię, przez Kresy, przez ludzkie dramaty i przez miejsca, o których świat często zapominał. Człowiek, który nie potrafił przejść obojętnie obok ludzkiego nieszczęścia, zapomnianego grobu czy niszczejącego pomnika. Był jednym z tych nadzwyczajnych, choć bardzo skromnych ludzi, dla których Polska nie była tylko słowem zapisanym w książkach. Polska była odpowiedzialnością. Była pamięcią. Była twarzami konkretnych osób.

Kiedy pierwszy raz usłyszał jeden z moich programów o Kresach, o ludobójstwie na Wołyniu i o moim wielkim wuju księdzu Błażeju Nowosadzie, zamordowanym przez ukrainskich nacjonalistów – bandytów, wtedy odezwał się. I tak zaczęła się znajomość z człowiekiem, którego trudno było później nie zapamiętać. Bowiem Jarek nie był kimś, kto pojawiał się na chwilę. On zostawał i zawsze można było na Niego liczyć.

Miał w sobie tę rzadką cechę ludzi prawdziwie zaangażowanych – nie potrzebował wielkich deklaracji. Nie budował wokół siebie pomnika. Po prostu robił swoje. Jechał tam, gdzie inni nie jechali. Rozmawiał z tymi, o których inni zapominali. Pomagał tam, gdzie pomoc często nie była medialna i nie przynosiła żadnych korzyści.

Ale jego droga nie zaczęła się na Kresach.

Człowiek, któremu system PRLu obserwował i rozpracowywał

Jarosław Jacek Gabryelczyk urodził się 23 stycznia 1966 roku w Łodzi. Był absolwentem prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Już jako student nie należał do pokolenia ludzi obojętnych. W czasach komunistycznych zaangażował się w działalność opozycyjną w środowisku akademickim, związanym między innymi z Niezależnym Zrzeszeniem Studentów. Dla systemu PRL tacy ludzie byli problemem. Nie dlatego, że mieli władzę. Nie dlatego, że dysponowali wielkimi środkami. Byli problemem dlatego, że mieli własne zdanie.

W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zachowały się ślady zainteresowania jego osobą przez Służbę Bezpieczeństwa. W katalogach IPN znajdują się informacje dotyczące rozpracowania Jarosława Gabryelczyka przez Wydział III-1 Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Łodzi. W latach 1986–1988 miał także nałożone ograniczenie wyjazdów do krajów kapitalistycznych i Jugosławii.

W dokumentach pojawia się język charakterystyczny dla komunistycznego aparatu bezpieczeństwa: „rozpracowywany”, „podejrzany o nielegalną działalność”, „figurant”. Za tymi zimnymi określeniami krył się jednak młody człowiek – student prawa, który uważał, że są rzeczy ważniejsze niż własny spokój.

Historia lubi zataczać koła. Człowieka, którego kiedyś obserwował aparat komunistycznego państwa, później życie zaprowadziło do miejsc, gdzie sam stał się strażnikiem pamięci o tych, których próbowano wymazać.

Jarosław Gabryelczyk w drodze na Kresach – pierwszy od lewej

Kresy – jego druga ojczyzna

Dla wielu Kresy są tylko nazwą na mapie, odległym wspomnieniem dawnej Polski, fragmentem historii zamkniętym w podręcznikach. Dla Jarosława Gabryelczyka były jednak czymś zupełnie innym – były żywą księgą, zapisaną ludzkimi losami, modlitwą przy starym krzyżu, ciszą opuszczonych cmentarzy i głosem tych, którzy sami już nie mogli opowiedzieć swojej historii.

Szczególne miejsce w jego sercu zajmował Jazłowiec. Kochał tamtejszy klasztor Sióstr Niepokalanek, stare mury pamiętające kolejne pokolenia, krajobraz i atmosferę miejsca, w którym polskość mimo wojen, zmian granic i dramatycznych wydarzeń XX wieku wciąż trwała. Nie patrzył na Kresy jak na muzealny eksponat. Nie były dla niego jedynie wspomnieniem utraconego świata. Traktował je jak dom, do którego trzeba wracać, bo dom pozostaje domem nawet wtedy, kiedy historia próbuje zmienić jego adres.

Przez wiele lat działał w Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Współpracował między innymi ze śp. Piotrem „Profesorem” Sieczkowskim, twórcą Fundacji „Mosty”. Jednak dla Jarosława Gabryelczyka pomoc nigdy nie była projektem zapisanym w dokumentach, kolejnym zadaniem do wykonania czy pozycją w sprawozdaniu. Pomoc zawsze miała konkretną twarz. Był nią starszy człowiek pamiętający jeszcze II Rzeczpospolitą, ksiądz trwający przy swojej parafii, dziecko uczące się języka przodków, rodzina, która chciała zachować pamięć o swoich korzeniach.

Dlatego angażował się w ratowanie miejsc, które dla wielu mogły wydawać się tylko śladami przeszłości. Dzięki jego pracy i zaangażowaniu odnowiono między innymi pomnik upamiętniający bitwę pod Hodowem oraz pomnik Adama Mickiewicza w Zbarażu. Dla kogoś patrzącego powierzchownie były to może tylko stare kamienie. Dla Jarka były to świadectwa ludzkiego życia, dowody tego, że za każdym miejscem stoją konkretni ludzie – ich marzenia, cierpienia, modlitwy i codzienność.

Tak właśnie czytał Kresy. Nie jak przewodnik turystyczny, ale jak księgę, w której każde miejsce miało swój rozdział. 14 lipca 2026 roku Jarek w swojej księdze dopisał kropkę.

Ryszard Frączek, autor strony „Nasze Kresy”, wspominał wspólne podróże z Jarosławem Gabryelczykiem po ziemiach, gdzie historia Polski nadal była obecna w ruinach dworów, starych nekropoliach i przydrożnych kapliczkach. Koropiec, Potok Złoty, Zbaraż, Puźniki – dla wielu byłyby to tylko nazwy miejscowości. Dla Jarka każda z nich miała własną opowieść.

Potrafił spojrzeć na ruinę pałacu i zobaczyć nie rozpadające się mury, ale ludzi, którzy kiedyś tam mieszkali. Patrząc na stary cmentarz, nie widział jedynie kamiennych tablic, ale rodziny, których losy zostały zapisane w tej ziemi. W Puźnikach, miejscu tragedii polskich mieszkańców zamordowanych przez oddziały OUN-UPA, pochylał się z ogromnym szacunkiem. Nie szukał nienawiści. Szukał prawdy, bo wiedział, że pamięć o ofiarach nie jest zemstą, lecz obowiązkiem wobec tych, którzy zostali pozbawieni głosu.

Po jego odejściu Siostra Julia, przełożona Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu (na zdjęciu powyżej z Jarkiem), napisała słowa, które chyba najpełniej oddają pustkę po Jarku: „Panie Jareczku, tym razem się pospieszyłeś… Oj, będziecie mieć o czym rozmawiać. Nie zastąpi Ciebie nikt…”

I chyba właśnie to zdanie zostaje z nami najmocniej. Bo są ludzie, których można zastąpić w pracy, w instytucji czy w organizacji. Są jednak tacy, których nie da się zastąpić, bo ich obecność była czymś więcej niż funkcją, którą pełnili. Jarosław Gabryelczyk zostawił po sobie nie tylko wspomnienia. Zostawił ludzi, którym pomógł, miejsca, które dzięki niemu odzyskały pamięć, i drogi, którymi jeszcze długo będą podążać ci, którzy podobnie jak on wierzą, że historia nie jest ciężarem, ale zobowiązaniem.

Kresy straciły swojego przyjaciela. Jazłowiec stracił człowieka bliskiego sercem. Ale opowieść, którą niósł Jarosław Gabryelczyk, nie zakończyła się wraz z jego odejściem. Będzie trwała w rozmowach ludzi, których spotkał, w miejscach, które ratował, i w pamięci tych, którzy wiedzą, że bez pamięci naród traci część własnej duszy.

Nie zastąpi Ciebie nikt. Żegnaj i do zobaczenia… kiedyś…

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Kiedy książka zaczyna żyć własnym życiem. „Skąd się wziął Karol Nawrocki” – czytelniczy fenomen lata
Kiedy książka zaczyna żyć własnym życiem. „Skąd się wziął Karol Nawrocki” – czytelniczy fenomen lata
„Nie dać satysfakcji ubowcom”. IPN zidentyfikował szczątki legendarnego komendanta „Roja”
„Nie dać satysfakcji ubowcom”. IPN zidentyfikował szczątki legendarnego komendanta „Roja”
„Największym wrogiem Polski jest czasem nie wróg, ale głupota” – Jarosław Papis o zmarnowanych szansach, Polonii i walce o dobre imię Polski
„Największym wrogiem Polski jest czasem nie wróg, ale głupota” – Jarosław Papis o zmarnowanych szansach, Polonii i walce o dobre imię Polski