Bowie, każdy z nas ma leksykon osób, o których myśleliśmy, że po prostu będą zawsze. Że oto jeszcze czeka nas kolejna kawa z nimi, kolejna podróż, kolejna opowieść i wspaniała rozmowa. Do takich ludzi należał Jarosław Gabryelczyk.
Tutaj do wysłuchania radiowe wspomnienie o Jarosławie Gabryelczyku:
Odszedł nagle 14 lipca 2026 roku. Człowiek, którego życie było drogą. Drogą przez polską historię, przez Kresy, przez ludzkie dramaty i przez miejsca, o których świat często zapominał. Człowiek, który nie potrafił przejść obojętnie obok ludzkiego nieszczęścia, zapomnianego grobu czy niszczejącego pomnika. Był jednym z tych nadzwyczajnych, choć bardzo skromnych ludzi, dla których Polska nie była tylko słowem zapisanym w książkach. Polska była odpowiedzialnością. Była pamięcią. Była twarzami konkretnych osób.
Kiedy pierwszy raz usłyszał jeden z moich programów o Kresach, o ludobójstwie na Wołyniu i o moim wielkim wuju księdzu Błażeju Nowosadzie, zamordowanym przez ukrainskich nacjonalistów – bandytów, wtedy odezwał się. I tak zaczęła się znajomość z człowiekiem, którego trudno było później nie zapamiętać. Bowiem Jarek nie był kimś, kto pojawiał się na chwilę. On zostawał i zawsze można było na Niego liczyć.





