Według danych przywoływanych przez niemiecki tygodnik „Die Zeit”, w czerwcu import towarów z Chin do Niemiec wzrósł aż o 27,2% rok do roku, podczas gdy niemiecki eksport do Państwa Środka zwiększył się jedynie o 3%. Efektem jest rosnący deficyt handlowy, który – jak zauważają analitycy – przekracza już 20 miliardów dolarów (warto zweryfikować przed publikacją, czy w źródle nie chodziło o euro).
Ekonomiści coraz częściej używają określenia „China Shock 2.0”, nawiązując do zjawiska sprzed dwóch dekad, kiedy gwałtowny wzrost chińskiego eksportu zmienił układ sił w światowej gospodarce. Problem jest jednak znacznie głębszy.
Od maszyn po leki – chiński skok technologiczny
Jeszcze niedawno niemieckie firmy dostarczały do Chin zaawansowane maszyny, urządzenia przemysłowe i technologie. Dziś Pekin coraz częściej sam wytwarza rozwiązania, które trafiają bezpośrednio na europejskie rynki. Chiny osiągnęły poziom technologiczny pozwalający im nie tylko ograniczać import z Zachodu, lecz także eksportować własne produkty wysokiej jakości – od elektroniki i elektromobilności po maszyny przemysłowe i sektor farmaceutyczny.
Szczególnie wyraźnie widać to właśnie w farmacji. Niemieckie firmy od lat polegają na substancjach czynnych (API) i półproduktach wytwarzanych w Azji. Eksperci ostrzegają, że gwałtowne zerwanie tych łańcuchów dostaw mogłoby doprowadzić do paraliżu i braku części leków, co dobitnie pokazuje skalę wzajemnych zależności.



