Teraz na antenie:
Radio Wnet
Gospodarka

System kaucyjny to wielki absurd? Zyskują giganci, cierpią polskie sortownie

– Stworzono problem, którego w ogóle nie było, tylko po to, by go teraz dziarsko rozwiązywać – twierdzi Karol Wójcik. Ekspert branży komunalnej obnaża kulisy wprowadzania kaucji za butelki w Polsce i wskazuje, kto naprawdę zarabia na nowych przepisach.
System kaucyjny to wielki absurd? Zyskują giganci, cierpią polskie sortownie

Nowy system kaucyjny się sprawdza? Fot. ilustracyjne

System kaucyjny w Polsce miał przynieść rewolucję w ekologii i uporządkować gospodarkę odpadami. Tymczasem zamiast sprawnie działającego mechanizmu mieszkańcy mierzą się z kolejkami w sklepach, nieprzyjemnym scentrowaniem odorowym oraz rosnącymi frustracjami.

Przedstawiciele branży komunalnej jednoznacznie wskazują, że nowe regulacje wprowadzono bez rzetelnych wyliczeń. W efekcie cierpią polskie zakłady przetwarzania, a miliony złotych płyną do zagranicznych podmiotów.

Miliardy z przepadających kaucji

Każdy brak powrotu opakowania do sklepu oznacza realną stratę dla portfela konsumenta. Przepisy stanowią, że nieodebrana kaucja za butelki oraz puszki – w wysokości od 50 groszy do jednego złotego – trafia bezpośrednio na konta komercyjnych operatorów systemu.

– To są gigantyczne pieniądze, szacowane na około 1,5 miliarda złotych rocznie z niezwróconej kaucji – wyjaśnił Karol Wójcik, Przewodniczący Rady Programowej Izby Branży Komunalnej.

Pieniądze te mają w teorii finansować rozbudowę infrastruktury zbiórki. Ekspert wskazuje jednak na jawny drenaż finansowy mieszkańców, którzy po prostu rezygnują z powrotu do sklepu z siatkami pełnymi opakowań.

– Nie robimy prezentów tym, którzy ten system wprowadzili, dlatego sam oddaję butelki. Jednak część ludzi zrezygnuje i te środki przepadną na rzecz operatorów – dodał Wójcik.

Kaucjomaty niszczą cenne surowce

Problem nie sprowadza się wyłącznie do kwestii finansowych. Automaty do zbiórki usytuowane w sklepach wstępnie prasują i gniotą wrzucane opakowania PET, co paraliżuje późniejszą pracę profesjonalnych instalacji.

– Stoimy w kolejkach, czujemy odorowość, a kaucjomaty zacinają się i gniotą butelki – powiedział Karol Wójcik.

Zgnieciony w kaucjomacie surowiec staje się bardzo trudny do automatycznego rozdzielenia na konkretne frakcje i kolory w zaawansowanych sortowniach. W efekcie instalacje, które wybudowano za ogromne pieniądze, tracą dostęp do czystego surowca, jaki dotąd trafiał do żółtych pojemników bezpośrednio spod naszych zlewów.

– Nie policzono w Polsce, czy spełniamy obowiązki zbiórki i czy w ogóle musimy ten system kaucyjny w Polsce w takiej formie wprowadzać – zaznaczył Karol Wójcik.

Skandynawski biznes na kaucjach

Kto zatem zarabia na wdrażanych zmianach? Głównymi beneficjentami okazują się producenci automatów zbiórczych oraz podmioty zarządzające obiegiem kaucji.

Rynkiem urządzeń do automatycznego odbioru butelek dominują potężne koncerny zagraniczne, ze szczególnym uwzględnieniem firm skandynawskich. To właśnie one dostarczają drogie maszyny, które zastępują pracę polskich, nowoczesnych sortowni odpadów.

– Kreuje się problem, którego nie ma, żeby go potem dziarsko rozwiązywać – skomentował ekspert branży komunalnej.

Zamiast wspierać rodzimy sektor zagospodarowania odpadów i rozwijać selektywną zbiórkę w gminach, polskie prawo stwarza bezkonkurencyjny rynek dla dostawców kosztownych technologii.

Darmowy prąd z polskich śmieci

Podobny absurd dotyczy przetwarzania końcowej frakcji odpadów, której nie da się już poddać recyklingowi. Z powodu braku odpowiedniej liczby instalacji w kraju, Polska płaci miliony złotych za wywóz śmieci do zagranicznych elektrociepłowni.

– Płacimy im dzisiaj za to, że dostarczamy ten surowiec, a oni wrzucają go do swojego systemu i produkują z niego energię oraz ciepło – podkreślił ekspert.

W krajach skandynawskich polskie odpady służą do generowania taniego prądu i ogrzewania dla lokalnych mieszkańców. W Polsce tymczasem budowa obiektów takich jak spalarnie odpadów pozostaje blokowana przez protesty oraz sprawnie działający lobbing.

– W Polsce brakuje odpowiednich instalacji do przetwarzania, przez co rosną opłaty dla mieszkańców. Gdybyśmy przetwarzali odpady na miejscu, skończyłoby się szaleństwo podwyżek – zauważył Karol Wójcik.

Kaucja na małpki to przesada

Kolejnym pomysłem, który budzi spore kontrowersje, jest plan włączenia do systemu małych szklanych butelek po alkoholu, czyli tzw. małpek. Zapowiedzi te uzasadniane są rzekomym zalewem szklanych odpadów w parkach i skwerach.

Eksperci wskazują jednak, że tworzenie kolejnego skomplikowanego i wycenianego na miliardy złotych mechanizmu mija się z celem, gdy problem można rozwiązać tradycyjnym sprzątaniem gminnym.

– Nie wprowadzajmy kosztownego systemu za kolejne miliardy tylko po to, żeby pozbyć się dwóch małpek z parku – podsumował Karol Wójcik.

Dopóki priorytetem nie stanie się rozwój rodzimej infrastruktury oraz realne wsparcie dla sortowni, polscy podatnicy będą nadal płacić za skomplikowane i kosztowne rozwiązania, które służą głównie zagranicznym podmiotom.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE

Przeczytaj więcej

KGHM rośnie w siłę, co budzi coraz większe zainteresowanie Niemców
KGHM rośnie w siłę, co budzi coraz większe zainteresowanie Niemców
Volkswagen na krawędzi. Symbol niemieckiej potęgi przetrwa globalną walkę?
Volkswagen na krawędzi. Symbol niemieckiej potęgi przetrwa globalną walkę?
Krzysztof Stanowski i Michał Sołowow w Kanale Zero? Wywiad się nie odbył, a zapowiedź zniknęła z sieci
Krzysztof Stanowski i Michał Sołowow w Kanale Zero? Wywiad się nie odbył, a zapowiedź zniknęła z sieci