Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

ATAVIA – „To The Old Ones” – Pieśni dla dawnych bogów, mgły i pamięci – recenzja

Ta płyta, która otwiera wiele drzwi. Jej tytuł „To The Old Ones”. Michalina Maja Rutkowska stworzyła dzieło bardziej przypominające rytuał niż zbiór piosenek – muzyczną wędrówkę przez pamięć, naturę, rodzinę i duchowość.
ATAVIA – „To The Old Ones” – Pieśni dla dawnych bogów, mgły i pamięci – recenzja

ATAVIA – Michalina “Maja” Rutkowska. Fot. Aleksandra Krucza

Projekt, który narodził się z fascynacji ambientem, dark folkiem i psychodelią, z czasem rozrósł się do pełnoprawnego tria z udziałem Tomka Wazii (perkusja) i Szymona Stadniczenki (gitara), zachowując jednak swoją pierwotną, niemal mistyczną tożsamość. Inspiracje post-punkiem, rockiem psychodelicznym, elektroniką i dark folkiem tworzą tutaj spójny organizm, a nie zbiór gatunkowych odniesień.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Michaliną Mają Rutkowską o tym niezwykłym muzycznym dziele:

Już otwierające album „Waterfalls” oraz następujące po nim „Azure” sugerują, że najważniejszym instrumentem tej płyty jest przestrzeń. Nie sposób nie pomyśleć o najlepszych momentach Clannad i to nie dlatego, że ATAVIA cytuje celtycką muzykę, lecz dlatego, że podobnie traktuje dźwięk jako krajobraz. Głos Michaliny nie prowadzi słuchacza za rękę. Raczej pojawia się niczym mgła nad jeziorem.

W „Azure” odnajdujemy jeden z najpiękniejszych obrazów całego albumu:

„We’re born out of ocean” – „Narodziliśmy się z oceanu” oraz „Learn to flow” – „Naucz się płynąć”

Ocean nie jest tutaj żywiołem. Staje się symbolem początku. Źródłem życia, pamięci i tożsamości. To niemal celtycki archetyp powrotu do wody jako miejsca narodzin świata. Muzyka oddycha wraz z tym tekstem, pozostając lekka, eteryczna i niemal bezczasowa.

W „Inclinations” pojawia się pierwszy niepokój. Gitara Stadniczenki zaczyna rysować ciemniejsze kontury, a rytm wyprowadza album z ambientowej kontemplacji ku bardziej postpunkowej narracji. To moment przejścia i pierwszy krok poza bezpieczne granice snu. Najmocniejszym emocjonalnie utworem pozostaje „Of The Longest Night”. To właśnie tutaj najłatwiej odnaleźć duchowe pokrewieństwo z Carlem McCoyem i Fields Of The Nephilim. Nie chodzi o brzmienie, lecz o emocję. O tę samą samotność ukrytą za monumentalną atmosferą.

„Home isn’t home anymore” – „Dom nie jest już domem” oraz „I see nothing but the shadows” „Widzę już tylko cienie”

przywołują doświadczenie utraty, które stanowi jeden z głównych tematów albumu. To pieśń rozłąki, ale także inicjacji. Najdłuższa noc nie jest końcem. Jest przejściem.

Centralnym punktem płyty pozostaje utwór tytułowy „To The Old Ones”. Sam zespół określa go jako symboliczny hymn o odrzuceniu starego „ja” i wejściu w dorosłość.

Już pierwsze wersy niosą ogromny ładunek emocjonalny: „For every moment in your arms” – „Za każdą chwilę w twoich ramionach” oraz „Still I was only your child” „Wciąż byłam tylko twoim dzieckiem”. To opowieść o dojrzewaniu, ale pozbawiona buntu. Jest w niej wdzięczność, melancholia i świadomość nieuchronnej zmiany.

Kulminacją staje się poruszająca prośba: „Take away these stones from my heart” – „Zabierz kamienie z mojego serca” a także „Make space for our old ways” – „Zrób miejsce dla naszych dawnych ścieżek”

To prawdopodobnie najważniejsze zdanie całej płyty „To the Old Ones”. Klucz do zrozumienia ATAVII. „Old Ones” nie są tutaj bogami ani duchami w dosłownym sensie. Są pamięcią. Przodkami. Instynktami. Wszystkim tym, co współczesność próbuje zagłuszyć.

„Vesta” przynosi chwilę ukojenia. Patronka domowego ogniska pojawia się jako symbol schronienia. Krótkie wersy:

„Won’t you come to my house?” „Czy nie wejdziesz do mojego domu?”

brzmią niemal jak zaproszenie do azylu po wcześniejszej podróży przez mrok. To jeden z najbardziej intymnych momentów albumu. „Flowers Off” zanurza się natomiast w hipnotycznej repetycji. To utwór, który działa bardziej poprzez atmosferę niż narrację. Psychodeliczny trans spotyka się tutaj z dark folkową medytacją.

Finałowe „Turn It On” zamyka album światłem. „Our hearts are made of light” „Nasze serca są stworzone ze światła”. To zdanie można potraktować jako podsumowanie całej drogi. Po wodzie, ciemności, utracie i pamięci przychodzi moment przebudzenia.

Największą siłą „To The Old Ones” jest niezwykła równowaga pomiędzy światłem i cieniem. Z jednej strony słyszymy duchowość kojarzącą się z Clannad, celtyckim mistycyzmem i bliskością natury. Z drugiej – melancholię, tajemnicę i egzystencjalny chłód przywołujący emocjonalny świat Carla McCoya. Jednak ATAVIA nie naśladuje żadnego z tych artystów. Tworzy własny język. Język utkany z mgły, wspomnień, rodzinnych historii i atawistycznej tęsknoty za czymś starszym od nas samych.

„To The Old Ones” nie jest albumem do słuchania w tle. To płyta do zanurzenia się. Do wejścia w las o zmierzchu. Do patrzenia na morze podczas sztormu. Do rozmowy z własną pamięcią. I właśnie dlatego pozostaje z słuchaczem długo po tym, gdy wybrzmi ostatni dźwięk.

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Reedycja albumu Maanamu „Derwisz i Anioł” w ogniu sporu z majorsami. Ewa Jackowska: „Nie pozwolę umniejszać roli Marka”
Reedycja albumu Maanamu „Derwisz i Anioł” w ogniu sporu z majorsami. Ewa Jackowska: „Nie pozwolę umniejszać roli Marka”
Hypnosaur i album „AFTERLIFE”. Kiedy jurrasic punk zaczyna oddychać, gdy świat się kończy.
Hypnosaur i album „AFTERLIFE”. Kiedy jurrasic punk zaczyna oddychać, gdy świat się kończy.
„Potem i tam” post – scriptum. Administrator Elektro – Bartosz Marmol i muzyka, która wraca wtedy, gdy człowiekowi brakuje siły.
„Potem i tam” post – scriptum. Administrator Elektro – Bartosz Marmol i muzyka, która wraca wtedy, gdy człowiekowi brakuje siły.