Państwa arabskie znalazły się na pierwszej linii
Choć głównymi stronami konfliktu pozostają Stany Zjednoczone i Iran, skutki działań militarnych odczuwają przede wszystkim kraje Zatoki Perskiej. Rakiety i drony wymierzone są głównie w amerykańskie bazy rozmieszczone na terytorium sojuszników Waszyngtonu.
– Wojują Amerykanie z Irańczykami, a Arabowie za to płacą. Irańczycy nie muszą szukać Amerykanów w Stanach Zjednoczonych. Amerykańskie bazy są po drugiej stronie Zatoki Perskiej, a państwa arabskie ponoszą konsekwencje tych ataków – powiedział Paweł Rakowski.
Ekspert zwrócił uwagę, że szczególnie narażone pozostają Bahrajn, Kuwejt i Jordania, gdzie znajdują się amerykańskie instalacje wojskowe.
Waszyngton może przygotowywać zmianę strategii
Zdaniem Rakowskiego coraz więcej wydarzeń wskazuje, że Stany Zjednoczone mogą wykorzystywać obecną wojnę do stopniowego ograniczenia swojej obecności militarnej na Bliskim Wschodzie. Przypomniał m.in. informacje o redukcji sił w Syrii oraz planach zakończenia misji wojskowej w Iraku.





