Teraz na antenie:
Radio Wnet
Opinie

Kto próbuje zrobić z Polaków naród ksenofobów? 1200 przypadków kontra 38 milionów Polaków.

Polska potrzebuje rozsądku a nie zbiorowych oskarżeń. Potrzebuje pamięci o Wołyniu i uczciwej rozmowy o teraźniejszości. Teraz rzecz o 1 200 przypadkach i wielka polityczna burza. Czy naprawdę rozmawiamy o bezpieczeństwie, czy ktoś próbuje przykryć niewygodne pytania albo znowu (ZNOWU!!!) chce Polaków zohydzić i oświnić.
Kto próbuje zrobić z Polaków naród ksenofobów? 1200 przypadków kontra 38 milionów Polaków.

Polska flaga, fot. MSWiA

W Polsce po raz kolejny obserwujemy dobrze znany mechanizm: jedna liczba zostaje wyrwana z kontekstu, obudowana emocjami i zamieniona w polityczną broń. Blisko 1200 przestępstw z nienawiści w ciągu roku brzmi poważnie. I powinno brzmieć poważnie, bo za każdą taką sprawą stoi konkretny człowiek: ktoś zastraszony, pobity, poniżony albo zaatakowany tylko dlatego, że ma inne pochodzenie, język czy nazwisko.

Państwo ma obowiązek reagować i to bez dyskusji!

Ale państwo ma również drugi obowiązek: nie pozwalać, aby pojedyncze przypadki stały się narzędziem manipulacji i budowania fałszywego obrazu całego społeczeństwa. Jako Polak nie zgadzam się na to. Polacy boją się fali przestępczej, która płynie zza Buga. Boją się jej także nasi Ukraińcy, którzy asymilują się w Polsce, pracują, płacą podatki i życzą Polsce dobrze. Ich nie oddamy na mięso armatnie.

– W latach 2024-2025 liczba przestępstw z nienawiści wzrosła o ponad 30 proc. – poinformował z groźną miną wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek.

Pomnik rozstrzelanych polskich profesorów we Lwowie został sprofanowany przez nieznanych sprawców z 9 na 10 maja 2009 roku.

Ale, ale panie ministrze Mroczek, kiedy z 1200 przypadków próbuje się zrobić złą opowieść o ksenofobicznych milionach Polaków, to już nie jest walka z nienawiścią, ale masowa produkcja kolejnych uprzedzeń, którą już podchwyciły media ukraińskie i niemieckie. Przypadek? Absolutnie nie sądzę!!!

Polska ma około 38 milionów mieszkańców. Biorę kartkę i rachuję: 1 200 przypadków oznacza około 0,003 procent populacji! To jest liczba, którą należy właściwie rozumieć.

A rozumienie liczb w debacie publicznej stało się dziś towarem deficytowym. I nie ważne kto rządzi w Polsce ów deficyt coraz bardziej infekuje głowy naszych posłów, senatorów i rządzących.

Łatwiej sprzedać strach niż analizę. Łatwiej wywołać gniew niż przedstawić proporcje. Łatwiej pokazać kilka dramatycznych historii niż uczciwie powiedzieć, że zdecydowana większość ludzi (i to zawsze powtarzam: niezależnie od narodowości) po prostu żyje, pracuje, wychowuje dzieci i nie jest zainteresowana żadną wojną społeczną.

Ale jest jeszcze druga strona tej historii.

Nie wolno również udawać, że problem nie istnieje. Ostatnie lata pokazały, że napięcia społeczne wokół migracji, wojny na Ukrainie i historii polsko-ukraińskiej są realne. Internet stał się miejscem, gdzie skrajne emocje rozlewają się szybciej niż fakty. Analizy prowadzone przez badaczy Uniwersytetu Warszawskiego oraz zespoły monitorujące debatę internetową wskazują, że w przestrzeni publicznej wzrosła liczba negatywnych narracji dotyczących Ukrainy i Ukraińców.

Ale tutaj zaczyna się prawdziwy problem. Bo coraz częściej wygląda na to, że liczby i emocje są wykorzystywane nie tylko do opisu rzeczywistości, ale do prowadzenia politycznej wojny. I trudno nie zauważyć pewnego kontekstu.

Debata o wzroście przestępstw z nienawiści rozkręca się w czasie, gdy Polska mierzy się również z pytaniami o pamięć historyczną, rocznicę zbrodni wołyńskiej oraz próby wybielania czy gloryfikowania części środowisk związanych z OUN-B i UPA.

Policzek na wrażliwości Rodzin Wołyńskich. Zdjęcie nie wymaga komentarza. Fot. FB Marcin Rola

To nie jest temat marginalny. To nie jest „stara historia”, którą można zamknąć w archiwach.

Dla tysięcy polskich rodzin Wołyń oznacza pamięć o zamordowanych bliskich, o spalonych wsiach, o ludobójstwie dokonanym na cywilach. OUN-B i UPA nie są dla tych ludzi abstrakcyjnymi symbolami z podręcznika historii. Są związane z konkretnymi zbrodniami i konkretnymi ofiarami.

I właśnie dlatego każda próba przedstawiania krytyki gloryfikacji tych środowisk jako zwykłej „antyukraińskości” jest intelektualnym nadużyciem.

Można jednocześnie szanować współczesnych obywateli Ukrainy i domagać się prawdy o historii. Można pomagać uchodźcom wojennym i jednocześnie oczekiwać uczciwego podejścia do pamięci ofiar.

Można zwalczać nienawiść wobec ludzi żyjących dziś w Polsce i jednocześnie sprzeciwiać się budowaniu kultu osób odpowiedzialnych za zbrodnie sprzed dekad.

Dojrzałe społeczeństwo potrafi utrzymać te dwie rzeczy naraz.vProblem zaczyna się wtedy, gdy jedna narracja próbuje zagłuszyć drugą. Kiedy każdą rozmowę o Wołyniu próbuje się sprowadzić do „wzbudzania nienawiści”. Kiedy każdy przypadek przestępstwa wobec Ukraińca przedstawia się jako dowód, że całe polskie społeczeństwo ma problem z uprzedzeniami.

Obie te drogi prowadzą donikąd. Bo prawda jest mniej wygodna niż polityczne hasła. Tak, w Polsce bardzo rzadko zdarzają się przestępstwa z nienawiści i państwo musi na nie reagować. Tak, w Polsce żyją ludzie, którzy próbują wykorzystywać historię do szerzenia wrogości wobec współczesnych Ukraińców.

Ale tak samo prawdziwe jest to, że istnieją środowiska próbujące unikać trudnych pytań o ukraiński nacjonalizm, OUN-B, UPA i odpowiedzialność za zbrodnie na Polakach. Nie wolno jednej rzeczy używać jako zasłony dla drugiej.

1200 przypadków na 38 milionów mieszkańców nie jest powodem do paniki. To powód do reakcji, ale rozsądnej.

Rocznica Wołynia nie jest powodem do nienawiści – jest powodem do pamięci. A państwo, które chce być poważne jak Rzeczypospolita Polska, musi odrzucić zarówno zbiorową odpowiedzialność, jak i historyczną amnezję.

Sprawiedliwość zaczyna się tam, gdzie kończy się manipulacja. Nie można karać milionów Polaków etykietą „ksenofobi” za czyny niewielu. Ale nie można też wymagać (nie)drodzy reakcjoniści w negacji ludobójstwa na Wołyniu, aby naród polski zapomniał o swoich ofiarach tylko dlatego, że historia stała się niewygodna politycznie a Ukraina tak chce!

Prawda nie potrzebuje propagandy. Potrzebuje odwagi.

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Polska – Ukraina: solidarność, która musi mieć oczy odważnie otwarte. O fali przestępstw ze wschodu…
Polska – Ukraina: solidarność, która musi mieć oczy odważnie otwarte. O fali przestępstw ze wschodu…
Sprawa kampanii „Sprawiedliwe Sądy” wróciła po niemal 10 latach. Dorota Kania: „To wygląda na zemstę polityczną”
Sprawa kampanii „Sprawiedliwe Sądy” wróciła po niemal 10 latach. Dorota Kania: „To wygląda na zemstę polityczną”
Ukrainiec kopie polskie dziecko – cisza. Polak wyzywa ukraińskie nastolatki – świat „płonie”! Pytania o podwójne standardy w Polsce. Felieton Tomasza Wybranowskiego
Ukrainiec kopie polskie dziecko – cisza. Polak wyzywa ukraińskie nastolatki – świat „płonie”! Pytania o podwójne standardy w Polsce. Felieton Tomasza Wybranowskiego