W Polsce po raz kolejny obserwujemy dobrze znany mechanizm: jedna liczba zostaje wyrwana z kontekstu, obudowana emocjami i zamieniona w polityczną broń. Blisko 1200 przestępstw z nienawiści w ciągu roku brzmi poważnie. I powinno brzmieć poważnie, bo za każdą taką sprawą stoi konkretny człowiek: ktoś zastraszony, pobity, poniżony albo zaatakowany tylko dlatego, że ma inne pochodzenie, język czy nazwisko.
Państwo ma obowiązek reagować i to bez dyskusji!
Ale państwo ma również drugi obowiązek: nie pozwalać, aby pojedyncze przypadki stały się narzędziem manipulacji i budowania fałszywego obrazu całego społeczeństwa. Jako Polak nie zgadzam się na to. Polacy boją się fali przestępczej, która płynie zza Buga. Boją się jej także nasi Ukraińcy, którzy asymilują się w Polsce, pracują, płacą podatki i życzą Polsce dobrze. Ich nie oddamy na mięso armatnie.
– W latach 2024-2025 liczba przestępstw z nienawiści wzrosła o ponad 30 proc. – poinformował z groźną miną wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek.





