Teraz na antenie:
Radio Wnet
Wiadomości

Nowa bieda w Holandii: 40 proc. gospodarstw nie wiąże końca z końcem

„Statystyki kłamią. Holandia jest bogata, ale coraz więcej jej mieszkańców ledwo zipie” – alarmuje ekspert Henk de Graaf w swoim tekście opublikowanym przez holenderski dziennik „de Volkskrant”.
Nowa bieda w Holandii: 40 proc. gospodarstw nie wiąże końca z końcem

Amsterdam, Holandia, fot. flickr.com/Bert Kaufmann

Holandia od lat uchodzi za jeden z najbogatszych krajów Europy. Dochód na głowę (65 000 euro) jest o około 10 tysięcy euro wyższy niż w Niemczech, gospodarka rośnie, bezrobocie jest niskie. Na papierze – sielanka. W rzeczywistości – rośnie grupa ludzi, dla których codzienne życie staje się luksusem.

Statystyki kontra rzeczywistość

Henk de Graaf, ekspert zajmujący się obserwacją i analizą ubóstwa w Holandii, bezlitośnie obnaża rozbieżność między oficjalnymi danymi statystycznymi a codziennością 40 proc. holenderskich gospodarstw domowych, które mają poważne problemy finansowe. Statystyki pomijają kluczowy element kosztów życia. Inflacja ostatnich lat, zwłaszcza w zakresie żywności, energii i mieszkań, uderzyła najmocniej w tych, którzy wydawali się zabezpieczeni.

Najbardziej cierpią na tym gospodarstwa samotnie wychowujących rodziców, a jest to grupa mieszkańców Holandii, która dynamicznie rośnie. Dla nich wyższe rachunki za wynajem, energię i opiekę nad dziećmi oznaczają dramatyczny spadek standardu życia. Do tego dochodzi elastyczny rynek pracy, który w latach 90. uratował Holandię przed bezrobociem, a dziś pogłębia problemy, bo etaty na niepełny zakres godzin i inne formy jobsharingu prowadzą do niższych zarobków. Ludzie pracują po 20–30 godzin tygodniowo. Zarabiają mniej, a gdy ceny rosną, ich sytuacja staje się coraz bardziej krytyczna.

„Bijna armen” – nowi biedni

De Graaf wprowadza w swoim tekście pojęcie „bijna armen” (pol. „prawie biedni”), czyli ludzi pracujących i pozornie normalnie funkcjonujących, którzy jednak mogą sobie pozwolić na coraz mniej. Sport, wspólne wyjścia, zdrowe odżywianie, dodatkowe zajęcia dla dzieci – to wszystko staje się finansowo poza zasięgiem rosnącej części społeczeństwa.

Dodatkowym problemem jest zadłużenie i jego międzypokoleniowy charakter. Wysokie ceny nieruchomości uniemożliwiają zakup własnego mieszkania. Rodziny tkwią w najmie latami – dziadek wynajmował, ojciec wynajmuje, wnuk też nie ma szans na zmianę i kumulację majątku w formie zakupu lub przejęcia nieruchomości. To rodzi frustrację i poczucie braku perspektyw.

Lekcja dla całej Europy?

Podobne zjawiska obserwujemy w Niemczech, Austrii czy Szwecji. Bogate społeczeństwa, przyzwyczajone do wysokiego standardu, szczególnie boleśnie odczuwają stagnację lub spadek. To może generować silniejsze napięcia społeczne niż w krajach, gdzie bieda jest zjawiskiem chronicznym i „oczekiwanym”. W Holandii widać już skutki, którymi lokalne konflikty wokół migrantów, protesty, rosnące niezadowolenie z polityków. Jak przypomina publicystka Aleksandra Fedorska, obrazy z małych miasteczek pokazują, że mieszkańcy czują się ignorowani, a zaufanie do władz topnieje.

Nowa bieda nie wygląda wcale jak klasyczna nędza. To dobrze ubrani ludzie, którzy rezygnują z wakacji, ograniczają zakupy i z niepokojem patrzą na rachunki. Statystyki tego nie wychwytują, ale społeczeństwo już to czuje.

Henk de Graaf pokazuje, że Europa Zachodnia stoi przed poważnym wyzwaniem. Gospodarczy sukces na papierze nie gwarantuje społecznego spokoju. Gdy „prawie biedni” stają się normą, nawet najbogatszy kraj może stracić stabilność.

Przeczytaj więcej

Od Monte Carlo do oligarchów. Historia pieniędzy, które zmieniły Monako
Od Monte Carlo do oligarchów. Historia pieniędzy, które zmieniły Monako
Dramatyczna sytuacja Polaków na Białorusi. Język polski zszedł do podziemia
Dramatyczna sytuacja Polaków na Białorusi. Język polski zszedł do podziemia
Mamy wyniki matur! Jak poszło tegorocznym maturzystom?
Mamy wyniki matur! Jak poszło tegorocznym maturzystom?