Zamach w Monako
Anastazja Berezowska – czy też Berezowskaja – która podłożyła bombę oligarsze ukraińskiemu w Monako, była trupem już od momentu, kiedy została zidentyfikowana. Jej zleceniodawcy nie mogli pozostawić przy życiu świadka, którego fotografia ukazała się na ekranach wszystkich smartfonów świata cztery dni temu. Znaleziono pod Kijowem jej zwłoki z kulą w głowie.
Za czasów mojego dzieciństwa nazywano Monako z pobłażliwym uśmiechem „księstwem z operetki”. Później pobłażliwy uśmiech znikł. Od niedawna mówi się o nim, że jest księstwem z dramatu – a jeżeli z opery, to z opery tragicznej.
W poniedziałek 29 czerwca bomba zdalnie odpalona ciężko raniła trzy osoby. Celem był oligarcha ukraiński Władimir Mołajew. Sam został poważnie ranny, ale najcięższe obrażenia odniosła jego konkubina Anna Nasobina, której w szpitalu klinicznym w Nicei musiano amputować obie nogi. Nieco lżej ucierpiał ich trzynastoletni syn. Wracali wieczorem z restauracji, kiedy Berezowska odpaliła ładunek wybuchowy w plecaku wypełnionym gwoźdźmi i siekańcami, zostawionym pod progiem. Siła wybuchu wyrwała głęboki dół w chodniku.
Raj dla bogatych pod francuskim nadzorem
Do niedawna nie interesowano się w Monako sprawami Ukrainy i Rosji. Od kilku dni zainteresowanie nagle wzrosło. Mieszkańcy księstwa mówią, że wojna ukraińska przeniosła się do nich, że jest za progiem, a nawet gorzej – bo w samym księstwie. Zamach nabrał charakteru międzynarodowego ze względu na liczne powiązania. Monako jest blisko powiązane z Unią Europejską, do Włoch ma niedaleko, ale przede wszystkim zainteresowana jest Francja, która otacza księstwo ze wszystkich stron.



