Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę

– To dla mnie żadne zaskoczenie – przyznaje wprost Artur Żak, korespondent Radia Wnet we Lwowie. Gdy zbliża się kolejna rocznica rzezi wołyńskiej, ukraińscy radni forsują decyzję, która wywoła w Polsce potężne emocje.
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę

Roman Szuchewycz, fot. wikimedia.org/архів СБУ

Trwa piąty rok pełnoskalowej wojny na Ukrainie, a historyczne demony przeszłości znów dają o sobie znać z podwójną siłą. W przededniu rocznicy, jaką jest rzeź wołyńska, oczy polskich obserwatorów ponownie zwróciły się w stronę Lwowa.

Wszystko za sprawą kontrowersyjnego projektu uchwały, który ma ogłosić rok 2027 rokiem Romana Szuchewycza i UPA. Inicjatywa ta wywołała ogromne poruszenie w polskich mediach i na nowo rozpaliła dyskusję o tym, jak wyglądają obecnie stosunki polsko-ukraińskie.

Zwrot akcji we Lwowie

Sprawa nabrała tempa na początku lipca. Deputowany Lwowskiej Rady Obwodowej Swiatosław Szeremeta zgłosił projekt upamiętniający 120. rocznicę urodzin dowódcy UPA. Komisja Kultury szybko wydała pozytywną opinię, a ostateczne głosowanie radnych zaplanowano na połowę miesiąca.

– Myślę, że na 99,9 procent Rada Obwodowa podjęłaby tego typu uchwałę – powiedział Artur Żak.

Korespondent Radia Wnet we Lwowie podkreśla, że dla osób śledzących tamtejszą scenę polityczną decyzja ta nie stanowi żadnego zaskoczenia. Choć samo głosowanie przesunięto ostatecznie na 16 lipca, determinacja lokalnych polityków do forsowania kultu Szuchewycza pozostaje niezmienna.

Instrumentalna gra Zełenskiego

Problem sięga jednak znacznie głębiej niż lokalne inicjatywy lwowskich urzędników. Zdaniem ekspertów, obecne napięcia to efekt świadomej polityki historycznej, którą prowadzi Kijów. Wołodymyr Zełenski oraz jego najbliższe otoczenie coraz częściej wykorzystują historię jako narzędzie bieżącej gry dyplomatycznej.

– To jest działanie wybitnie polityczne, z metodologią historyczną niemające nic wspólnego – zaznaczył Artur Żak.

Dziennikarz zwraca uwagę, że otoczenie prezydenta Ukrainy instrumentalnie traktuje trudne tematy z przeszłości. Taka postawa ma służyć m.in. budowaniu pozycji Kijowa w relacjach międzynarodowych, nierzadko z całkowitym pominięciem Warszawy. Polskie społeczeństwo reaguje na te sygnały z rosnącym niepokojem.

Zderzenie z internetowym ściekiem

Mimo narastających napięć na szczeblu politycznym, rzeczywistość na ukraińskich ulicach rysuje się w zupełnie innych barwach. Istnieje ogromny rozłam między tym, co widzimy w mediach społecznościowych, a realnym życiem mieszkańców Lwowa.

– W kontaktach na przykład z żołnierzami ukraińskimi, którzy są na froncie albo przechodzą rehabilitację, tego napięcia nie dostrzegam – dodał Artur Żak.

Dziennikarz przyznaje, że poziom internetowej agresji i nienawiści może przerażać. Jednak w bezpośrednich rozmowach z Ukraińcami dominują neutralność, a często wręcz ogromna życzliwość wobec Polaków. Rzeczywistość brutalnej wojny egzystencjalnej sprawia, że codzienne emocje Ukraińców są skupione na walce o przetrwanie, a nie na historycznych sporach.

Lekcja od Chorwatów

Ukraińskie społeczeństwo, funkcjonujące w permanentnym stresie bojowym, każdą krytykę historyczną ze strony Polski traktuje niezwykle emocjonalnie. Pojawia się mechanizm obronny – wytykanie błędów przeszłości jest odbierane jako atak na prawo Ukrainy do istnienia. Do przełamania tego impasu mogą być potrzebni nie tyle historycy, ile psycholodzy społeczni.

– Państwo ukraińskie dla własnego dobra tę traumę z II wojny światowej będzie musiało przerobić, tak jak zrobili to chociażby Chorwaci z dziedzictwem ustaszy – zaznaczył Artur Żak.

Bez stanięcia w prawdzie o zbrodniach nacjonalistów, Ukraina nie zdoła zbudować trwałych, opartych na zaufaniu relacji z zachodnimi sąsiadami. Ten proces jest nieunikniony, jeśli Kijów realnie myśli o integracji z strukturami europejskimi.

Klucz do pojednania

Najważniejszym i najbardziej palącym punktem spornym pozostają ekshumacje na Wołyniu. Polscy historycy od lat domagają się zgody na odnalezienie i godny pochówek ofiar ludobójstwa. Tymczasem strona ukraińska wciąż traktuje tę kwestię jako kartę przetargową.

– Najlepszym rozwiązaniem by było, gdyby strona ukraińska w trybie ekspresowym wydała zgodę na resztę punktów, które są wyznaczone we wnioskach ekshumacyjnych – dodał Artur Żak.

Odblokowanie ekshumacji w trybie administracyjnym pozwoliłoby przenieść ciężar dyskusji z rąk polityków do gabinetów naukowców. Oparcie debaty na twardych, przebadanych faktach, a nie na politycznych szacunkach, wytrąciłoby broń z rąk radykałów po obu stronach granicy. Tylko w ten sposób stosunki polsko-ukraińskie mogą wejść na drogę prawdziwego i trwałego pojednania.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE

Przeczytaj więcej

Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”
„Takich miejsc w Polsce już nie ma”. Jeden z ostatnich ocalałych dworów kryje niezwykłą historię
„Takich miejsc w Polsce już nie ma”. Jeden z ostatnich ocalałych dworów kryje niezwykłą historię