Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Lista śmierci. Lwów 1941. 85. rocznica wymordowania polskiej inteligencji na Wzgórzach Wuleckich. cz. 1

85 lat temu we Lwowie zamordowano elitę polskiej nauki. Do dziś ta zbrodnia pozostaje jedną z najlepiej udokumentowanych, a zarazem najbardziej przemilczanych kart II wojny światowej. Powód? Polityczna poprawność, która ma teleportować stamtąd Niemców a wstawić mitycznych kosmitów z planety Nazi i jednocześnie zamilczeć udział Ukraińców w zbrodni, którzy ochoczo powitali armię Hitlera, licząc na utworzenie swojego państewka.
Lista śmierci. Lwów 1941. 85. rocznica wymordowania polskiej inteligencji na Wzgórzach Wuleckich. cz. 1

Celebracja wizyty Hansa Franka skazanego na karę śmierci przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze. Na pierwszym planie widoczne tradycyjne ukraińskie stroje ludowe. Fot. NAC; syg. 2-29

Zachowane dokumenty, relacje świadków i powojenne śledztwa pozwalają odtworzyć nie tylko przebieg egzekucji, ale również drogę, która doprowadziła profesorów na Wzgórza Wuleckie.

W dyskusji o przygotowaniu list profesorów lwowskich szczególne miejsce zajmuje tzw. „trop ukraiński”. Według jednej z wersji kluczową rolę mogli odegrać członkowie Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Wskazuje się, że lista miała zostać sporządzona przez Jewhena Wreciono oraz Iwana Kłymiwa. Pojawiają się także informacje, że akcję koordynował Mykoła Łebedź, jeden z liderów struktur OUN.

Obaj mieli przebywać w Krakowie przed niemiecką inwazją na ZSRR. Ich zadaniem miało być przygotowanie wykazu lwowskich profesorów jeszcze przed zajęciem miasta. Wykorzystywano przy tym ogólnodostępne źródła, takie jak książki telefoniczne. Z tego powodu lista miała zawierać liczne błędy i nieaktualne dane.

Po wojnie tezy o udziale OUN wykorzystywano w procesach politycznych w NRD, m.in. przeciwko Teodorowi Oberländerowi.

W tle pojawia się także postać Romana Szuchewycza, co wzmacniało narrację o ukraińskim udziale. Jednak współczesne badania wskazują, że rola ukraińskiego batalionu „Nachtigall” była w tej zbrodni marginalna. W rezultacie „trop ukraiński” pozostaje przedmiotem sporów interpretacyjnych i politycznych. Nie jest jasne, na ile był on realny, a na ile wykreowany w powojennych narracjach.

………………….

Widok na Rynek w czasie niemieckiej okupacji Lwowa. Niemcy nie zmienili nazwy Rynku na Adolf Hitler Platz. W czasie okupacji niemieckiej Ringplatz. Po prawej widoczny fragment ratusza. Fot. NCA

Była ciepła, letnia noc. Lwów spał niespokojnym snem miasta, które od niespełna trzech dni żyło pod nową okupacją. Nikt z profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza nie przypuszczał, że za kilka godzin ktoś zapuka do ich drzwi. Nie przyszli po nich sąsiedzi. Nie przyszło NKWD, którego bali się przez ostatnie dwadzieścia dwa miesiące. Tym razem przyszli funkcjonariusze niemieckiego Einsatzkommando. Nie byli jednak sami. Drogę do mieszkań wskazywali im ukraińscy sąsiedzi a także holenderski kolaborant Pieter Nicolaas Menten. To byli ludzie doskonale znający topografię miasta, nazwiska profesorów i układ kamienic. Ale zacznijmy od początku.

Lwów – ostatnie spokojne lato

Lato 1939 roku we Lwowie miało w sobie coś z ciszy przed gwałtowną burzą, choć nikt nie potrafił jeszcze nazwać tego przeczucia. Miasto żyło swoim rytmem – uniwersytetami, kawiarniami, rozmowami prowadzonymi w kilku językach jednocześnie: polskim, ukraińskim, jidysz, niemieckim. Lwów był wtedy jednym z najważniejszych ośrodków intelektualnych II Rzeczypospolitej, miejscem, gdzie nauka nie była dodatkiem do życia, lecz jego osią.

Na Uniwersytecie Jana Kazimierza wykładano prawo, medycynę, matematykę, filozofię na poziomie, który przyciągał studentów z całej Europy Środkowej. Wśród profesorów znajdowali się uczeni o międzynarodowej renomie – jak Antoni Łomnicki, współpracownik szkoły lwowsko-warszawskiej, czy Roman Longchamps de Bérier, jeden z najwybitniejszych cywilistów swojej epoki. Współtworzyli oni środowisko, które nie tylko kształciło elity, ale samo było elitą w najczystszym sensie tego słowa.

Wspomnienia z tego okresu, spisywane już po wojnie, powracają do obrazu miasta spokojnego, choć nie całkiem wolnego od napięć politycznych. Profesorowie rozmawiali o reformach, o kondycji państwa, o rosnącym zagrożeniu ze strony Niemiec i Związku Radzieckiego. W listach i relacjach powraca motyw pewnej niepewności, ale jeszcze nie lęku. „Wiedzieliśmy, że wojna wisi w powietrzu, lecz nikt nie przypuszczał, że spadnie właśnie na nas” – wspominał jeden z lwowskich lekarzy w relacji złożonej po wojnie w materiałach gromadzonych przez polskie instytucje dokumentacyjne.

Źródła dotyczące życia miasta w ostatnich miesiącach przed wojną, w tym opracowania Zygmunta Alberta, pokazują Lwów jako organizm dynamiczny, ale wciąż funkcjonujący w ramach instytucji państwa polskiego. W archiwaliach Uniwersytetu Jana Kazimierza widać normalny tok pracy: egzaminy, publikacje, posiedzenia wydziałów. Nie ma jeszcze śladu katastrofy, która nadejdzie we wrześniu.

A jednak w tle tej codzienności narastała presja geopolityczna, której mieszkańcy miasta byli coraz bardziej świadomi. Położenie Lwowa – miasta na styku kultur i interesów – sprawiało, że był on szczególnie wrażliwy na zmiany polityczne w Europie. W relacjach dyplomatycznych z 1939 roku, analizowanych później przez historyków, powraca świadomość, że w przypadku wojny miasto może stać się celem nie tylko działań militarnych, ale i polityki wyniszczenia elit.

W tym czasie w Europie Środkowej dojrzewał już konflikt, który nie miał ograniczyć się do walki armii. Dokumenty dotyczące niemieckiej polityki okupacyjnej, analizowane później przez badaczy takich jak Dieter Schenk, wskazują, że w kręgach bezpieczeństwa III Rzeszy istniała świadomość znaczenia eliminacji warstwy przywódczej okupowanych społeczeństw. Nie dotyczyło to jeszcze konkretnie Lwowa w sensie operacyjnym, ale wpisywało się w szerszą logikę planowania wojennego.

Współistnienie wielu narodowości i napięć politycznych w mieście tworzyło dodatkową warstwę niepokoju. Wspomnienia z tego okresu pokazują, że w środowiskach akademickich i inteligenckich coraz częściej mówiło się o możliwych czystkach, represjach i zmianie porządku społecznego w przypadku upadku państwa polskiego. Jednak nawet te rozmowy nie wykraczały poza sferę przypuszczeń. Wszystko to przerwie wrzesień 1939 roku.

W jednej chwili Lwów znajdzie się pomiędzy dwoma systemami totalitarnymi – niemieckim i sowieckim – które w sposób odmienny, ale równie konsekwentny, zaczynają redefiniować znaczenie życia, nauki i człowieka. To, co w sierpniu było jeszcze miastem profesorów, w ciągu kilku tygodni stanie się przestrzenią okupacji, strachu i pierwszych list ludzi przeznaczonych do usunięcia z życia publicznego.

Ale zanim to nastąpi, był jeszcze ten jeden moment – ostatnie spokojne lato. I właśnie w nim zaczyna się historia, której finał rozegra się na Wzgórzach Wuleckich.

Lwów pod okupacją radziecką 1939 – 1941.

Sowieci w mieście profesorów

Do Lwowa Armia Czerwona weszła 22 września 1939 roku. W pamięci wielu mieszkańców nie był to moment spektakularnej bitwy, lecz raczej nagłe przesunięcie świata – jakby ktoś w jednej chwili zmienił dekoracje, nie tłumacząc, co dzieje się dalej. Miasto, które jeszcze kilka dni wcześniej broniło się przed Niemcami, znalazło się w nowej rzeczywistości politycznej, określonej przez porozumienia między Berlinem a Moskwą.

Sowiecka okupacja nie rozpoczęła się od jednego aktu przemocy, lecz od stopniowego przejmowania instytucji. Administracja, uczelnie, prasa – wszystko miało zostać podporządkowane nowemu porządkowi. W relacjach z tego okresu, zebranych później w materiałach polskich instytucji badawczych, powraca obraz chaosu i jednocześnie systematyczności. Chaos dotyczył codzienności – braków, rewizji, aresztowań. Systematyczność dotyczyła celu: przebudowy struktury społecznej.

Uniwersytet Jana Kazimierza został jednym z pierwszych miejsc, które znalazły się pod presją nowej władzy. Zmiany kadrowe, reorganizacja programów nauczania, wprowadzanie ideologicznych treści – to wszystko następowało szybko i bez możliwości sprzeciwu. Profesorowie, którzy przez lata funkcjonowali w autonomicznym świecie akademickim, nagle znaleźli się w rzeczywistości, w której nauka przestawała być przestrzenią wolności.

W dokumentach i wspomnieniach zebranych po wojnie przez Zygmunta Alberta oraz w opracowaniach dotyczących okupacji sowieckiej Lwowa pojawia się powtarzający się motyw: strachu przed nieprzewidywalnością. Aresztowania nie zawsze miały jasne uzasadnienie, a decyzje administracyjne często zapadały poza jakąkolwiek procedurą znaną z wcześniejszego porządku prawnego. W wielu przypadkach wystarczało podejrzenie „wrogości klasowej” lub wcześniejsza aktywność publiczna.

W tym czasie zaczęła się również selekcja środowisk inteligenckich. Choć nie była ona jeszcze tak masowa jak późniejsze represje niemieckie, to już wtedy tworzyły się listy osób uznanych za potencjalnie niebezpieczne dla systemu. Mechanizm ten, dobrze znany z dokumentów NKWD, polegał na łączeniu danych administracyjnych, donosów oraz wcześniejszych kartotek policyjnych. W efekcie powstawał obraz środowiska, które miało zostać poddane kontroli i częściowej eliminacji.

Relacje świadków wskazują, że atmosfera w mieście szybko gęstniała. Znikali ludzie związani z administracją państwową II Rzeczypospolitej, oficerowie, urzędnicy, ale także przedstawiciele wolnych zawodów. Wśród mieszkańców narastało przekonanie, że granica między zwykłym podejrzeniem a aresztowaniem praktycznie przestała istnieć.

Warto jednak podkreślić, że w tym okresie nie istniał jeszcze niemiecki aparat represji w mieście. Lwów znajdował się w całości pod kontrolą sowiecką, a struktury, które później odegrają kluczową rolę w lipcu 1941 roku, dopiero się kształtowały lub pozostawały w konspiracji. To istotne rozróżnienie, ponieważ pozwala zrozumieć, że późniejsze wydarzenia nie były prostą kontynuacją jednego systemu, lecz wynikiem nakładających się okupacji i zmieniających się struktur władzy.

Źródła archiwalne oraz opracowania historyczne wskazują, że sowiecki aparat bezpieczeństwa interesował się środowiskiem akademickim w sposób szczególny. Wynikało to z jego potencjalnego wpływu na opinię publiczną oraz zdolności kształtowania elit intelektualnych. W praktyce oznaczało to zarówno naciski ideologiczne, jak i działania operacyjne wobec konkretnych osób.

Jednocześnie Lwów pozostawał miastem, w którym życie toczyło się dalej, choć w zmienionej formie. Kawiarnie były wciąż otwarte, ulice pełne ludzi, a uniwersytet funkcjonował, choć już pod innym nadzorem. Ta pozorna normalność kontrastowała jednak z narastającym poczuciem, że dotychczasowy świat został zawieszony.

Kiedy w czerwcu 1941 roku Sowieci zaczęli wycofywać się z miasta w obliczu niemieckiej ofensywy, Lwów pozostawał już miejscem głęboko przekształconym przez dwa lata okupacji. Zmieniły się struktury społeczne, zniszczono część elity administracyjnej, a wiele środowisk zostało rozbitych. To właśnie w tej przestrzeni, naznaczonej wcześniejszym terrorem i niepewnością, wkroczą wkrótce nowe siły – tym razem niemieckie, z zupełnie inną logiką działania.

Ale zanim to nastąpi, miasto przeżywa jeszcze jeden moment przejściowy – chwilę, w której władza sowiecka znika niemal z dnia na dzień, pozostawiając po sobie pustkę i chaos, który stanie się tłem dla wydarzeń lipca 1941 roku.

fot. Wikimedia commons
Kaplica Obrońców Lwowa na Cmentarzu Orląt Lwowskich, której wizerunek na polskich paszportach oprotestował MSZ Ukrainy.

Uniwersytet pod czerwonym sztandarem

Gdy na budynkach Lwowa zaczęły pojawiać się czerwone flagi, zmiana nie miała charakteru symbolicznego – była przede wszystkim administracyjna i systemowa. Uniwersytet Jana Kazimierza, jedna z najważniejszych uczelni II Rzeczypospolitej, został wciągnięty w mechanizm przekształceń, które nie pozostawiały miejsca na akademicką autonomię. W pierwszych miesiącach po zajęciu miasta władze sowieckie rozpoczęły reorganizację szkolnictwa wyższego według wzorców obowiązujących w Związku Radzieckim. Oznaczało to nie tylko zmianę programów nauczania, ale także przebudowę samej idei uniwersytetu – z miejsca niezależnej refleksji naukowej w instytucję podporządkowaną państwu i jego ideologii.

W relacjach profesorów i studentów, zachowanych w powojennych zbiorach wspomnień oraz opracowaniach takich jak prace Zygmunta Alberta dotyczące Lwowa pod okupacją sowiecką, powraca obraz gwałtownego przerwania ciągłości akademickiej. Wykłady zaczęły być kontrolowane, część przedmiotów uznano za „nieprzydatne ideologicznie”, a kadra naukowa została poddana weryfikacji politycznej.

Nie była to jeszcze fizyczna eksterminacja elit, lecz proces ich systemowego podporządkowania i selekcji. Profesorowie, którzy przez dekady budowali prestiż uczelni, nagle musieli mierzyć się z nową kategorią oceny: nie dorobkiem naukowym, lecz „postawą społeczną”. W dokumentach administracyjnych NKWD i władz edukacyjnych pojawia się język, który redukuje uczonego do funkcji politycznej – lojalnego lub potencjalnie wrogiego.

W tym czasie szczególnie uważnie obserwowano przedstawicieli prawa, historii, medycyny i nauk społecznych. To właśnie te środowiska uznawano za zdolne do wpływania na świadomość społeczną. W późniejszych analizach historycznych podkreśla się, że logika sowiecka nie była przypadkowa – opierała się na przekonaniu, że elity intelektualne mogą stanowić zagrożenie dla nowego porządku.

Prof. Roman Longschamps de Berier, polski prawnik i rektor Uniwersystetu Lwowskiego. Fot, Wikipedia

Wspomnienia z tego okresu pokazują narastające poczucie izolacji w środowisku akademickim. Profesorowie, którzy wcześniej funkcjonowali w międzynarodowych sieciach naukowych, zostali odcięci od kontaktów zagranicznych. Publikacje podlegały cenzurze, a język naukowy stopniowo zastępowano językiem ideologicznym. Nawet wykłady z nauk ścisłych nie były wolne od nacisku politycznego, choć w ich przypadku ingerencja była bardziej pośrednia.

W archiwach dotyczących okupacji sowieckiej Lwowa pojawiają się również informacje o aresztowaniach i deportacjach osób związanych z uniwersytetem, choć nie miały one jeszcze charakteru masowego uderzenia w całe środowisko. Mechanizm represji był selektywny, ale konsekwentny: najpierw marginalizacja, potem eliminacja z życia publicznego, w końcu fizyczne usunięcie z przestrzeni społecznej.

Warto zwrócić uwagę, że w tym samym czasie część środowisk ukraińskich również była poddawana represjom, co później będzie miało znaczenie dla skomplikowania lokalnych relacji politycznych. Jednak w latach 1939–1941 dominującym doświadczeniem dla lwowskiej inteligencji była przede wszystkim konfrontacja z sowieckim aparatem państwowym.

Uniwersytet, który przez dekady był symbolem stabilności intelektualnej, stał się przestrzenią niepewności. Wspomnienia studentów i pracowników wskazują na atmosferę ciągłego nadzoru. Rozmowy w korytarzach były prowadzone ciszej, nazwiska ostrożniej wypowiadane, a kontakty ograniczane do zaufanego kręgu. Jednocześnie życie akademickie formalnie trwało nadal. Wykłady się odbywały, egzaminy były przeprowadzane, a budynki uczelni pozostawały otwarte. Ta pozorna normalność była jednak jednym z najbardziej charakterystycznych elementów sowieckiego systemu okupacyjnego – utrzymaniem fasady instytucjonalnej przy jednoczesnej zmianie jej treści.

W czerwcu 1941 roku, gdy front niemiecko-sowiecki zaczął się gwałtownie przesuwać na wschód, sytuacja uległa dramatycznemu załamaniu. Władze sowieckie rozpoczęły ewakuację i jednocześnie działania represyjne wobec więźniów politycznych. Lwów znalazł się w stanie przejściowego chaosu, który w krótkim czasie doprowadził do całkowitej zmiany okupanta.

Uniwersytet Jana Kazimierza, który jeszcze kilka dni wcześniej funkcjonował pod nadzorem sowieckim, miał wkrótce znaleźć się w rzeczywistości, w której nauka przestanie być jedynie kontrolowana – a zacznie być traktowana jako element przeznaczony do eliminacji.

To przejście nie było nagłe w sensie historycznym. Było raczej kumulacją dwóch lat doświadczeń, które przygotowały grunt pod wydarzenia lipca 1941 roku.

NKWD i pierwsze listy śmierci

W pamięci Lwowa z lat 1939–1941 szczególnie mocno zapisał się moment, w którym strach przestał mieć charakter abstrakcyjny. Nie był już tylko przewidywaniem nadchodzącej katastrofy, lecz doświadczeniem codziennym – obecnym w gestach, rozmowach i nagłych zniknięciach ludzi. Właśnie wtedy zaczęły krystalizować się mechanizmy, które historycy opisują jako „logikę list” – selekcję osób uznanych za wrogie, podejrzane lub zbędne dla nowego porządku.

NKWD działało w sposób, który łączył biurokratyczną precyzję z arbitralnością decyzji. W dokumentach, analizowanych później w opracowaniach historycznych i materiałach archiwalnych, widoczny jest system kartotek, raportów i donosów, które tworzyły podstawę do aresztowań. Nie była to jeszcze struktura eksterminacji w sensie niemieckim z 1941 roku, ale już wtedy istniał mechanizm selekcji społecznej, w którym jednostka mogła zostać zakwalifikowana jako „element niepewny”.

W relacjach zebranych po wojnie, m.in. w opracowaniach Zygmunta Alberta dotyczących okupacji sowieckiej Lwowa, powraca obraz nocnych aresztowań i nagłych rewizji. Ludzie znikali bez wyroku sądu w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Rodziny często dowiadywały się o ich losie dopiero po latach – jeśli w ogóle.

W tym okresie zaczęły powstawać pierwsze zestawienia osób uznanych za szczególnie „wrażliwe politycznie”. Dotyczyło to przede wszystkim przedstawicieli administracji państwowej II Rzeczypospolitej, oficerów, urzędników, ale także części inteligencji akademickiej i zawodowej. Mechanizm ten był oparty na danych z wielu źródeł: przedwojennych rejestrów, informacji lokalnych, a także sieci donosicieli.

W literaturze historycznej podkreśla się, że NKWD nie tworzyło „list śmierci” w sensie jednorazowego dokumentu decyzyjnego, lecz raczej ciągły proces selekcji. Lista była dynamiczna – stale uzupełniana i modyfikowana. W tym sensie była bardziej systemem niż dokumentem.

Jednym z najbardziej dramatycznych elementów tego okresu były masowe deportacje. W czerwcu 1940 roku rozpoczęto wywózki w głąb Związku Radzieckiego. Wspomnienia świadków mówią o nocnych transportach, o ludziach zabieranych w pośpiechu, często bez możliwości zabrania najpotrzebniejszych rzeczy. Wśród deportowanych znajdowali się także przedstawiciele inteligencji lwowskiej.

W dokumentach analizowanych przez badaczy okupacji sowieckiej pojawia się również kwestia więzień NKWD we Lwowie, które w czerwcu 1941 roku stały się miejscem masowych egzekucji więźniów politycznych w obliczu zbliżającego się frontu niemieckiego. To wydarzenie, choć formalnie odrębne od późniejszej zbrodni lipcowej, tworzy ważne tło psychologiczne i społeczne – obraz miasta, w którym przemoc stała się elementem struktury państwowej.

Warto jednak zaznaczyć, że w tym okresie nie istniał jeszcze niemiecki aparat okupacyjny. NKWD działało w ramach sowieckiego systemu represji, który miał własną logikę i cele, niezależne od późniejszych wydarzeń lipca 1941 roku. Historycy, analizując ten okres, podkreślają, że Lwów był wówczas przestrzenią jednego systemu terroru, który zostanie wkrótce zastąpiony przez inny.

Wspomnienia mieszkańców wskazują, że najbardziej przerażający był brak przewidywalności. Aresztowanie nie wynikało z jasno określonego czynu, lecz z decyzji administracyjnej, której podstawy często pozostawały niejawne. W ten sposób kształtowało się doświadczenie społeczne, w którym państwo przestawało być gwarantem porządku, a stawało się źródłem zagrożenia.

W czerwcu 1941 roku, w momencie niemieckiej ofensywy na wschód, system sowiecki zaczął się gwałtownie rozpadać w regionie Lwowa. Władze NKWD przystąpiły do ewakuacji, a jednocześnie w więzieniach miasta doszło do masowych egzekucji. Był to ostatni akt obecności sowieckiego aparatu represji w mieście przed jego upadkiem.

Lwów został pozostawiony w stanie głębokiego chaosu – zniszczonymi strukturami administracyjnymi, traumą represji i pustką po instytucjach, które jeszcze kilka dni wcześniej kontrolowały życie społeczne. To właśnie w tę przestrzeń wkroczy nowy okupant, który w odmienny sposób, ale równie konsekwentnie, zacznie budować własny system selekcji i eliminacji.

I to będzie moment, w którym historia list przestanie być wyłącznie sowiecka. Zacznie przybierać nową formę – znacznie bardziej precyzyjną i natychmiastową w skutkach.

To Wały Hetmańskie i widok na pl. Mariacki, figurę NMP oraz pomnik Adama Mickiewicza. W czasach niemieckich – Marienplatz. Fot. NAC

Czerwiec 1941 – ucieczka Sowietów i odkrycie więzień

Czerwiec 1941 roku we Lwowie nie miał już nic wspólnego z codziennością miasta, jakie pamiętano sprzed dwóch lat. To był czas przyspieszonego rozpadu porządku, w którym administracja sowiecka zaczęła znikać szybciej, niż zdążyła się utrwalić. Front niemiecko-sowiecki przesuwał się na wschód z siłą, która w praktyce oznaczała jedno: koniec dotychczasowej władzy.

W relacjach świadków powtarza się obraz nagłego chaosu. Urzędy przestawały działać, archiwa były niszczone lub pakowane w pośpiechu, a funkcjonariusze NKWD i administracji cywilnej opuszczali miasto. Ten moment nie był jednak wyłącznie wycofaniem się państwa – był również etapem działań, które historycy opisują jako celowe niszczenie infrastruktury więziennej oraz eliminację osadzonych.

W opracowaniach dotyczących okupacji sowieckiej Lwowa, w tym w analizach Zygmunta Alberta oraz późniejszych badaniach historyków IPN, pojawia się spójny obraz wydarzeń: w więzieniach lwowskich – m.in. przy ulicach Łąckiego, Zamarstynowskiej i Brygidek – przetrzymywano tysiące osób uznanych przez NKWD za wrogów systemu. W czerwcu 1941 roku, w obliczu zbliżającego się Wehrmachtu, część z tych osób została zamordowana.

Relacje odnalezione po wkroczeniu Niemców do miasta, a także późniejsze zeznania świadków, opisują sceny, które na trwałe weszły do historii Lwowa: ciała pozostawione w celach, zbiorowe groby na terenach więziennych, ślady pośpiesznych egzekucji. Skala tych wydarzeń jest przedmiotem analiz historycznych, ale ich istnienie jako faktu jest dobrze udokumentowane w źródłach powojennych.

Warto podkreślić, że nie była to akcja wymierzona wyłącznie w jedną grupę społeczną. Wśród ofiar znajdowali się zarówno Polacy, jak i Ukraińcy oraz Żydzi – wszyscy, którzy wcześniej znaleźli się w systemie represji sowieckiej. Mechanizm selekcji nie miał charakteru narodowego, lecz polityczny i administracyjny.

Jednocześnie miasto przeżywało całkowite załamanie struktury władzy. Ewakuacja Sowietów była gwałtowna, a w wielu przypadkach chaotyczna. W dokumentach i wspomnieniach pojawiają się informacje o niszczeniu akt, spalaniu dokumentacji i próbach ukrycia śladów działalności NKWD. Dla mieszkańców oznaczało to nie tylko zmianę okupanta, ale także wejście w stan całkowitej niepewności.

Przemarsz delegacji ludności ukraińskiej w strojach ludowych celebrujących przyjazd Hansa Franka do Lwowa. Fot. NAC; syg. 2-2990

W tym samym czasie do Lwowa zaczęły docierać pierwsze informacje o zbliżających się oddziałach niemieckich. Miasto znalazło się w próżni władzy – pomiędzy wycofującym się aparatem sowieckim a jeszcze nieobecnym, ale już nadciągającym systemem niemieckim. Ten krótki okres przejściowy miał ogromne znaczenie dla późniejszych wydarzeń, ponieważ to właśnie w nim ukształtowała się przestrzeń, w której mogły powstać nowe struktury lokalne i nowe mechanizmy identyfikacji osób uznanych za wrogie.

Wspomnienia mieszkańców wskazują, że moment wejścia Niemców był przez część ludności postrzegany jako koniec jednego terroru i początek nieznanego, ale lpeszego. Jednak źródła historyczne pokazują, że nie była to zmiana jakościowa w kierunku stabilizacji, lecz jedynie wymiana jednego systemu represji na inny, o odmiennej logice działania. Właśnie w tej pustce administracyjnej, w atmosferze chaosu i przemieszczających się struktur, zacznie się tworzyć nowa rzeczywistość okupacyjna. Wkrótce pojawią się pierwsze oddziały niemieckie, a wraz z nimi – nowe listy, nowe nazwiska i nowy mechanizm selekcji.

Cieszyli się natomiast ukraińscy nacjonaliści spod znaku OUN i biskup Szeptycki, który napisał „przepiękny” dziękczynny list. Jego adresatem był Adolf Hitler.

Ale zanim do tego dojdzie, Lwów przez kilka dni pozostanie miastem zawieszonym między dwoma światami. I właśnie ten krótki moment przejścia okaże się kluczowy dla zrozumienia wydarzeń, które rozegrają się w lipcu 1941 roku.

Tomasz Wybranowski

BIBLIOGRAFIA PODSTAWOWA (LWÓW 1941 – ZBRODNIA NA PROFESORACH)

Opracowania klasyczne

  • Zygmunt Albert, Kaźń profesorów lwowskich w lipcu 1941 roku, Wrocław 1989.
  • Dieter Schenk, Der Lemberger Professorenmord. Verbrechen im Schatten des Ostfront, Frankfurt am Main 1998.
  • Grzegorz Motyka, Ukraińska partyzantka 1942–1960, Warszawa 2006 (kontekst OUN i struktury).

Instytucje i opracowania źródłowe

  • Instytut Pamięci Narodowej, materiały śledcze OKŚZpNP (Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu).
  • IPN – opracowania: „Zbrodnia na profesorach lwowskich” (artykuły edukacyjne i archiwalne).
  • Archiwalia niemieckie SS i Gestapo (procesy powojenne funkcjonariuszy Sipo/SD).

Opracowania problemowe (OUN i kontekst)

  • Marco Carynnyk, analizy dotyczące ideologii i struktur OUN-B.
  • John-Paul Himka, prace o nacjonalizmie ukraińskim i przemocy w 1941 r.
  • Opracowania IPN dotyczące OUN i współpracy lokalnych struktur w okupacji niemieckiej.
Tablica w IBB PAN w Warszawie ufundowana przez prof. Wacława Szybalskiego. Fot. Stako – licencja CC-BY 3.0 Wikipedia

Przeczytaj więcej

OUN przed wejściem Wehrmachtu do Lwowa w 1941 – cz. 2
OUN przed wejściem Wehrmachtu do Lwowa w 1941 – cz. 2
OUN po lipcu 1941 – deklaracja państwa i rzeczywistość okupacji – cz. 3
OUN po lipcu 1941 – deklaracja państwa i rzeczywistość okupacji – cz. 3
„Siła i wolność” – nowa książka prof. Wojciecha Roszkowskiego jako opowieść o imperium idei. Ameryka bez mitów.
„Siła i wolność” – nowa książka prof. Wojciecha Roszkowskiego jako opowieść o imperium idei. Ameryka bez mitów.