Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

ATAVIA – album „To The Old Ones”. Podróż przez pamięć dźwięku i tego, co pierwsze…

Najbardziej chłonę całym sobą płyty, które nie zaczynają się od pierwszego dźwięku, lecz od momentu, w którym słuchacz przestaje być pewien, czy wciąż stoi w tym samym miejscu, gdzie muzyka nie była tu zjawiskiem akustycznym, lecz zmianą stanu skupienia rzeczywistości.
ATAVIA – album „To The Old Ones”. Podróż przez pamięć dźwięku i tego, co pierwsze…

Debiutancki album ATAVII „To The Old Ones” należy do tej właśnie kategorii – do tych nagrań, które nie tyle się słyszy, co się w nie wchodzi. Nie ma tu wejścia w sensie tradycyjnym, nie ma progu ani zapowiedzi. Jest raczej przesunięcie, delikatne rozszczelnienie świata, w którym dźwięk zaczyna działać jak pamięć starsza od wspomnień. Nie ta, którą można opowiedzieć, ale ta, która istnieje zanim pojawi się język.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Michaliną Mają Rutkowską:

„To The Old Ones” nie rekonstruuje przeszłości. Nie buduje jej z fragmentów ani nie odtwarza jej estetyk. Zamiast tego przywołuje coś znacznie bardziej nieuchwytnego – wrażenie, że pewne miejsca, obrazy i emocje istnieją niezależnie od czasu i jedynie od czasu do czasu wynurzają się na powierzchnię. Jakby muzyka była nie tyle kompozycją, co kanałem przepływu.

W jednej z rozmów ze mną Michalina Maja Rutkowska – ATAVIA opowiadała o tym w sposób pozornie prosty, niemal pozbawiony emfazy:

„Ta płyta nie miała być opowieścią o przeszłości, tylko o tym, co wraca samo. O takich obrazach, które nie są wspomnieniem, tylko czymś bardziej pierwotnym, jakby zapisanym w ciele.”

I rzeczywiście, w tym właśnie miejscu zaczyna się cały album: nie w historii, lecz w cielesnej pamięci świata, która nie potrzebuje świadków.

Pierwsze dźwięki nie otwierają narracji – one ją zawieszają. Woda, która pojawia się w wielu warstwach tej muzyki, nie jest tu pejzażem, lecz stanem świadomości. Ocean nie oznacza przestrzeni geograficznej, lecz moment, w którym granice przestają obowiązywać. Woda nie płynie przez album. To album płynie w wodzie czasu i innych świadomościowych poszukiwań.

W innym fragmencie rozmowy Michalina Maja Rutkowska dopowiada:

„Najbardziej interesuje mnie ten moment, kiedy człowiek przestaje kontrolować, a zaczyna ufać. Jakby trzeba było się nauczyć odpuszczenia, żeby coś naprawdę mogło się wydarzyć.”

Ta myśl powraca później wielokrotnie, choć nigdy wprost. Jest ukryta w sposobie prowadzenia melodii, w tym, jak rytm nie narzuca się słuchaczowi, lecz raczej go prowadzi, jakby nie istniała żadna granica między intencją a jej rozpadem.

„To The Old Ones” nie jest więc albumem o pamięci – jest albumem pamiętającym. Różnica wydaje się subtelna, ale to ona decyduje o wszystkim. Pamięć jako akt twórczy, nie jako archiwum. Pamięć, która nie porządkuje, lecz przywołuje.

W tej logice mieści się także tytuł albumu. „Stare istoty”, „stare byty”, „ci, którzy byli przed” – nie jako konkretne figury mitologiczne, ale jako metafora czegoś, co poprzedza człowieka w jego własnym doświadczeniu. Nie przodkowie w sensie genealogicznym, lecz przodkowie w sensie percepcyjnym. Ci, którzy zapisali w świecie jego pierwsze formy drżenia.

Michalina Maja Rutkowska mówi o tym bez patosu:

„Nie traktuję tego jak mitologii. Bardziej jak coś, co się czuje, kiedy się jest w pewnych miejscach. Jakby one coś pamiętały.”

I w tym zdaniu zawiera się być może klucz do całego albumu. Miejsca pamiętające. Przestrzenie, które nie są bierne wobec człowieka, ale aktywne wobec jego istnienia.

Dlatego „To The Old Ones” nie prowadzi słuchacza przez historie, lecz przez stany. Przez przesunięcia światła, przez zmiany gęstości ciszy, przez momenty, w których rzeczywistość przestaje być jednoznaczna. To muzyka, która nie prosi o uwagę. Ona ją zmienia.

Noc, kamień i kruk

Jeśli pierwsza część „To The Old Ones” jest wejściem w stan pamięci, która nie potrzebuje czasu, to druga staje się już przestrzenią doświadczenia. Tu świat nie unosi się jeszcze całkowicie poza rzeczywistość, ale zaczyna się od niej odklejać. Jakby noc była nie porą doby, lecz narzędziem percepcji.

W centrum tego przesunięcia znajduje się utwór, który można by nazwać osią emocjonalną całego albumu. „On The Longest Night” nie jest tylko pieśnią o utracie – choć utrata stanowi jego rdzeń. Jest raczej przejściem, w którym doświadczenie bólu nie zatrzymuje się w punkcie rozpaczy, lecz zaczyna działać jak brama.

Michalina mówi o nim bez nadmiaru ozdobników i patosu, ale z wyraźną precyzją emocji:

„To była bardzo osobista historia. Strata rodzica zmienia wszystko, bo nagle dom przestaje być domem, a rzeczywistość zaczyna mieć inne cienie.”

I rzeczywiście – w tej kompozycji dom nie jest już miejscem schronienia. Staje się strukturą pamięci, która utraciła swoją stabilność. Ściany nie trzymają już świata w ryzach, lecz przepuszczają coś, co wcześniej pozostawało na zewnątrz.

Cień nie jest brakiem światła, lecz jego alternatywną formą.

W tej muzyce noc nie jest końcem dnia. Jest stanem przejściowym, w którym rzeczywistość traci swoją jednoznaczność, a człowiek zostaje zawieszony pomiędzy tym, co było, a tym, co jeszcze nie zdążyło się uformować. To właśnie tutaj pojawia się kruk – figura przewodnia, nie tyle symboliczna, co funkcjonalna. Nie oznacza on śmierci ani mroku w sensie dekoracyjnym. Jest raczej medium przejścia, istotą, która pozwala przekroczyć granicę bez jej unieważnienia.

Michalina Maja mówi o tym z niemal narracyjną prostotą:

„Kruk w tym klipie jest przewodnikiem. Pojawia się wtedy, kiedy dziecko próbuje przejść przez własną stratę i nie wie jeszcze, że to przejście jest drogą w głąb siebie, a nie na zewnątrz.”

W tej perspektywie mitologia nie jest cytatem z dawnych wierzeń, lecz sposobem porządkowania doświadczenia, które nie mieści się w codziennym języku. Kruk nie należy do folkloru tylko przynależy do psychicznego krajobrazu przejścia.

ATAVIA – Michalina “Maja” Rutkowska. Fot. Aleksandra Krucza

Ważnym elementem tej części albumu staje się także kamień. Nie jako symbol trwałości, lecz jako świadek. Kamienne kręgi Pomorza, o których wspomina artystka, nie funkcjonują tu jako atrakcja archeologiczna. Są raczej miejscami, w których czas przestaje działać liniowo.

Michalina Maja Rutkowska opisuje je w sposób niezwykle konkretny:

„Tam nie chodzi o historię, tylko o odczucie. Jakby te miejsca nadal coś pamiętały i można było to poczuć w ciele, nie w głowie.”

To zdanie przesuwa całą interpretację albumu w stronę doświadczenia somatycznego. Pamięć nie jest tu konstruktem intelektualnym, lecz fizycznym drżeniem obecności. Dlatego „To The Old Ones” nie prowadzi słuchacza ku przeszłości. Prowadzi go ku stanowi, w którym przeszłość i teraźniejszość przestają być rozdzielne. Kamień nie przypomina o dawnych czasach – on je w sobie zawiesza. W tej logice nawet strata przestaje być zamknięciem. Staje się ruchem. Nieustannym przejściem, które nie ma jednego kierunku. I być może właśnie dlatego ta muzyka nie daje ukojenia w sensie klasycznym. Ona nie zamyka ran. Ona sprawia, że przestają być wyłącznie ranami.

Kamień, woda i powrót do źródła

W „To The Old Ones” nie ma finału w klasycznym sensie. Nie ma zamknięcia narracji ani momentu, w którym historia zostaje domknięta klamrą. Jest raczej powolne rozproszenie, albowiem szystkie elementy, które wcześniej zostały przywołane, zaczynały wracać do swojego pierwotnego stanu. Woda przestaje być symbolem i staje się środowiskiem. Kamień przestaje być świadkiem i staje się pamięcią. Noc nie kończy się świtem! Ona po prostu zmienia gęstość.

W tej logice szczególne miejsce zajmuje utwór tytułowy. „To The Old Ones” nie pełni funkcji podsumowania, lecz otwarcia. To nie jest pieśń zamykająca album, ale taka, która sprawia wrażenie, jakby dopiero po niej można było zacząć rozumieć, gdzie się było przez cały czas.

Atavia. Fot. Aleksandra Krucza

Michalina Maja Rutkowska opowiada o jego powstaniu w sposób pozornie prosty, niemal codzienny:

„Usiadłam przy klawiszach i zaczęłam grać. To był bardzo szybki proces. Miałam wrażenie, że ta muzyka już gdzieś była, tylko czekała, aż ją wywołam.”

W tym zdaniu nie ma mistycyzmu. Jest raczej intuicja pracy z czymś, co istnieje poza intencją. Jakby kompozycja nie była tworzona, lecz przywoływana z miejsca, które nie należy do jednostkowego doświadczenia.

I być może właśnie dlatego ten album sprawia wrażenie tak spójnego – mimo że jego źródła są rozproszone w czasie, przestrzeni i emocjach. Hiszpania, Pomorze, Sanok, pandemia, wyprowadzka, dzieciństwo, strata – wszystkie te elementy nie tworzą biograficznej osi, lecz sieć rezonansów.

„Nie chodziło mi o opowiadanie historii. Bardziej o to, żeby uchwycić momenty, które zostają w człowieku jak echo.” – Michalina Maja Rutkowska.

Echo, to słowo mogłoby być kluczem do całej płyty. Echo nie jest powtórzeniem. Ono jest śladem, który nie należy już do źródła, ale jeszcze nie stał się nowym dźwiękiem. W tym zawieszeniu rodzi się estetyka „To The Old Ones”.

Album nie prowadzi więc do konkretnego miejsca. Prowadzi do stanu, w którym miejsce przestaje być konieczne. Kamienne kręgi Pomorza, o których wspomina artystka, nie są punktem odniesienia – są raczej przypomnieniem, że istnieją przestrzenie, które nie potrzebują interpretacji, aby działać.

Michalina mówi o nich: „Tam można po prostu być. Bez historii, bez opowieści. Jakby coś się w człowieku resetowało.”

W tym sensie album nie jest podróżą przez krajobrazy, lecz przez sposoby istnienia. Każdy utwór jest inną formą obecności – raz płynną jak ocean, raz gęstą jak noc, raz ostrą jak kamień, raz ulotną jak pamięć, która nie zdążyła się jeszcze nazwać.

I właśnie dlatego „To The Old Ones” nie kończy się wyraźnie. On po prostu przestaje być oddzielny od słuchacza. Znika granica między tym, co było muzyką, a tym, co staje się doświadczeniem.

Na końcu pozostaje już tylko jedno zdanie, które nie jest podsumowaniem, lecz otwarciem: Nie wraca się z tej muzyki w to samo miejsce, z którego się wyszło.

Tomasz Wybranowski

ATAVIA to projekt muzyczny Michaliny Mai Rutkowskiej – artystki poruszającej się na styku muzyki alternatywnej, dark folkowej i ambientowej narracji dźwiękowej. Jej twórczość buduje przestrzenie oparte na pamięci, intuicji i emocjonalnych krajobrazach, w których ważniejszy od opowieści staje się stan doświadczenia.

Debiutancki album „To The Old Ones” ukazał się jako zapis osobistej i symbolicznej podróży przez motywy straty, powrotu, pamięci oraz relacji człowieka z miejscem i czasem. Inspiracje artystki obejmują zarówno doświadczenia biograficzne, jak i pejzaże Pomorza, Hiszpanii oraz przestrzenie związane z kamiennymi kręgami w północnej Polsce.

ATAVIA w morku i chwale dźwieków, które otwierają bramy do tego, co wyparte i zapomniane…

Projekt ATAVIA współtworzą również muzycy: Szymon Stadniczenko, odpowiedzialny za partie gitarowe i współkształtowanie brzmienia albumu, oraz perkusista Tomasz Wazia. Wspólnie tworzą spójny, wielowarstwowy świat brzmieniowy, w którym indywidualna wizja Michaliny Mai Rutkowskiej spotyka się z zespołową precyzją realizacji.

Przeczytaj więcej

„Siła i wolność” – nowa książka prof. Wojciecha Roszkowskiego jako opowieść o imperium idei. Ameryka bez mitów.
„Siła i wolność” – nowa książka prof. Wojciecha Roszkowskiego jako opowieść o imperium idei. Ameryka bez mitów.
Córka Przemysława Gintrowskiego: „Jego twórczość ma ponadczasowe przesłanie”
Córka Przemysława Gintrowskiego: „Jego twórczość ma ponadczasowe przesłanie”
Duch bunkra nad Marszałkowską. Jak zarobić na sztuce nowoczesnej?
Duch bunkra nad Marszałkowską. Jak zarobić na sztuce nowoczesnej?