Francuska edukacja
Poinformowałem niedawno sąsiadkę o odkryciu dokonanym w starym francuskim podręczniku szkolnym. Ja mówiłem o tym w Kronice przed kilku laty, kiedy sąsiadka była jeszcze dzieckiem i pewnie nie słuchała, ale uznałem, że dzisiaj młodą damę, dwudziestoletnią, sprawa mogłaby zainteresować.
Chodzi o pytanie zadawane na egzaminie we francuskim gimnazjum po Pierwszej Wojnie Światowej: Do szpitala przywieziono trzech rannych. Jeden jest Anglikiem, drugi Francuzem, trzeci Niemcem. Którym lekarz powinien zająć się w pierwszej kolejności? Sztubak, który odpowiedział: „Francuzem”, dostawał pałę. Prawidłowa odpowiedź brzmi naturalnie: najciężej rannym.
Na użytek mojej sąsiadki, obecnie młodej damy dwudziestoletniej, uaktualniłem ten przykład: Pogotowie przywiozło z wypadku trzech rannych. Jeden należy do PiS-u, drugi do Koalicji Obywatelskiej, trzeci do Konfederacji. Którym lekarz powinien zająć się w pierwszej kolejności? Młoda dama, nie w ciemię bita, odparła pytaniem na pytanie: „No, jeżeli chodzi panu o tego lekarza, o którym ja myślę…”. Niestety problem, który pojąłem jako exemplum – przykład moralny natury ogólnej – utonął w praktyce codziennej.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej
Ile razy przyjeżdżam do Warszawy, mego miasta, w którym się urodziłem, tylekroć zachwyt we mnie rośnie. Miałem sprawę w biurze na dziesiątym piętrze hotelu Marriott. Widać stamtąd wieżę kościoła św. Barbary, gdzie byłem ochrzczony. W pokoju po drugiej stronie korytarza widać Wieżę Ciśnień na Filtrowej. Zdałem sobie sprawę, że dla mojego dzieciństwa – i jeszcze długo później – były to najwyższe budynki w Warszawie, nie licząc 16-piętrowego Prudentialu na placu Napoleona, który do dzisiaj nazywam drapaczem chmur.




