Pojezierze strachu w Bolesławiu
Zalane piwnice, pękające ściany domów, zapadliska połykające lasy i toksyczna woda wybijająca z ziemi niczym gejzery. To nie jest opis krajobrazu po uderzeniu potężnego tsunami, ale codzienność mieszkańców powiatu olkuskiego. Wszystko dzieje się w majestacie prawa, za cichym przyzwoleniem państwowych urzędników.
Likwidacja kopalni cynku i ołowiu w gminie Bolesław miała przebiec sprawnie i bezproblemowo. Prywatny przedsiębiorca otrzymał od państwa wszystkie niezbędne zgody na najtańszą metodę zamknięcia zakładu – samozatopienie. Po wyłączeniu gigantycznych pomp woda podziemna zaczęła błyskawicznie wracać na powierzchnię, niszcząc wszystko na swojej drodze.
– Sytuacja w gminie Bolesław jest po prostu katastrofalna – alarmuje prof. Mariusz Czop z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
– Moi koledzy dziennikarze mówią, że to katastrofa zgodna ze wszystkimi pozwoleniami – dodaje naukowiec.




