Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

„Czy Mońki są na pokładzie?”. Jak podlaskie miasteczko opanowało Chicago

Legenda głosi, że piloci samolotów lecących za ocean wstrzymywali start, dopóki na miejscach nie usiedli pasażerowie z tej jednej podlaskiej miejscowości. Choć brzmi to jak mit, kryje się za tym niesamowita historia o gigantycznej fali odpływu mieszkańców, amerykańskich dolarach budujących polskie domy i niezwykłej solidarności, która zmieniła małe miasteczko w drugie Chicago.
„Czy Mońki są na pokładzie?”. Jak podlaskie miasteczko opanowało Chicago

fot. Chicago Ziemia Moniecka Way

„Czy Mońki są na pokładzie?”. Niezwykła historia podlaskiego miasteczka, które podbiło Chicago

Wjeżdżających do Mońków wita nietypowa tablica informacyjna z napisem „Honorary Ziemia Moniecka”. Ktoś, kto nie zna historii tego miejsca, przeciera oczy ze zdumienia.

To niespełna dziesięciotysięczne miasteczko na Podlasiu kryje w sobie jedną z najbardziej fascynujących opowieści o polskiej emigracji. To tutaj narodził się mit o pilotach LOT-u, którzy przed startem do Nowego Jorku mieli pytać, czy „Mońki są już na pokładzie”.

Dziś niemal każda rodzina w tej okolicy ma kogoś za oceanem, a samo miasto wygląda tak, jakby ktoś przeniósł kawałek amerykańskiej urbanistyki wprost na polską prowincję.

„Czy Mońki są na pokładzie?” – jak podlaskie miasteczko opanowało Chicago
01.07.2026
43 min
„Czy Mońki są na pokładzie?” – jak podlaskie miasteczko opanowało Chicago

Prowadzący:

Amerykański sen na Podlasiu

Mońki prawa miejskie uzyskały dopiero w 1965 roku. To sprawiło, że miasto nie rozwijało się wokół tradycyjnego, staropolskiego rynku. Zamiast tego powstał nowoczesny, geometryczny układ, który do złudzenia przypomina amerykańską metropolię.

Ulice przecinają się tutaj pod kątem prostym, a wzdłuż nich stoją okazałe, piętrowe domy. Wszystko to za sprawą gigantycznego zastrzyku gotówki, jaki płynął z Chicago bezpośrednio na Podlasie.

– Nasze charakterystyczne skrzyżowania pod kątem prostym, dokładnie tak jak na Jackowie i w Chicago, to bezpośredni wynik zarabiania pieniędzy za oceanem – zaznaczył burmistrz Mońków, Zbigniew Karłowski.

Różnica w zarobkach była wtedy wręcz niewyobrażalna. W latach 80. przeciętna pensja w Polsce wynosiła równowartość zaledwie kilkunastu dolarów miesięcznie.

– Ja rozpoczynałem pracę na początku lat osiemdziesiątych i zarabialiśmy wtedy miesięcznie 17, maksymalnie 20 dolarów. Tam stawki były wielokrotnie wyższe. Wystarczyło przywieźć z USA parę tysięcy dolarów, żeby postawić w Mońkach okazały dom – dodał Karłowski.

Dzięki napływowi waluty miasteczko rozwijało się w błyskawicznym tempie. To właśnie tutaj, prawdopodobnie jako drugi w całym województwie podlaskim, powstał legendarny sklep Pewex – szybciej niż w wielu znacznie większych, sąsiednich miastach powiatowych.

Wielka tajemnica i solidarność

Jak to się stało, że to właśnie mieszkańcy Mońków tak masowo uzyskiwali wizy do Stanów Zjednoczonych w czasach, gdy dla większości Polaków graniczyło to z cudem?

Kluczem do sukcesu okazała się niespotykana solidarność społeczna i spryt. Młodzi ludzie masowo szli na studia, tylko po to, by z indeksem w ręku i zaliczonym pierwszym semestrem pójść do amerykańskiej ambasady. Pokazywali dokumenty, deklarowali chęć odwiedzenia rodziny podczas wakacji i… już nie wracali.

Wyjazdy te planowano w najgłębszej tajemnicy z obawy przed odmową paszportu lub zainteresowaniem ze strony milicji i służb bezpieczeństwa.

– To zjawisko mobilizacji i solidaryzmu było niesamowite. Dochodziło do takich sytuacji, że nawet dzieci nie wiedziały, że ich ojciec czy matka następnego dnia wylatują do Stanów. Dowiadywały się o tym dopiero rano – opisał Zbigniew Karłowski.

Co najważniejsze, emigranci z Mońków nigdy nie latali w ciemno. Na miejscu, na lotnisku w Chicago, zawsze czekał na nich ktoś znajomy.

– U nas była zasada, że nikt nie leciał w nieznane. Zawsze na miejscu był wujek, ciocia czy kolega z sąsiedniej ulicy. Każdy otrzymywał pomoc i dach nad głową na starcie – wyjaśnił burmistrz Mońków.

Białystok leży koło Mońków

W Chicago, które uchodzi za drugie największe skupisko Polaków na świecie, emigracja dzieliła się terytorialnie. Podczas gdy Podhale i południowa Polska opanowały głównie południowe dzielnice metropolii, mieszkańcy Podlasia zdominowali północną część miasta, osiedlając się masowo w rejonie słynnego Jackowa oraz skrzyżowania ulic Belmont i Milwaukee.

Z tamtych lat pochodzi kultowa anegdota, którą do dziś z uśmiechem wspominają starsi mieszkańcy regionu.

– W Chicago funkcjonuje taki humorystyczny dialog z lat 60. Przyjeżdża chłopak z Białegostoku pod wskazany adres, ale nikt mu nie otwiera drzwi. Zaczepia go sąsiad i pyta, skąd jest. Gdy ten odpowiada, że z Białegostoku, Amerykanin nie ma pojęcia, o co chodzi. Dopiero gdy chłopak rzuca, że to leży koło Mońków, tamten od razu kiwa głową i mówi, że teraz wszystko jasne – z uśmiechem zrelacjonował burmistrz.

Anegdotę tę usłyszał w 1991 roku sam prezydent Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie, który sam pochodził z Białegostoku.

– Powiedziałem wtedy prezydentowi Kaczorowskiemu: „Panie Prezydencie, proszę nie żartować, że pan nie wie, gdzie są Mońki”. Gdy usłyszał historię o tym, że Białystok leży koło Mońków, stwierdził, że lepszej reklamy dla naszego miasta w życiu nie widział – wspomina Zbigniew Karłowski.

Swoje własne skrzyżowanie w USA

Współpraca i silna więź między podlaskim miasteczkiem a amerykańską metropolią nie skończyły się wraz z upadkiem komunizmu. W 2014 roku burmistrz Karłowski udał się z prywatną wizytą do Chicago, gdzie spotkał się m.in. z gubernatorem stanu Illinois oraz wpływowym chicagowskim radnym Arielem Reboyrasem z 30. okręgu (Ward).

To wtedy narodził się śmiały pomysł, by oficjalnie upamiętnić wkład mieszkańców Ziemi Monieckiej w rozwój Chicago.

Trzy lata później, w 2017 roku, marzenie stało się rzeczywistością. Rada Miejska Chicago przyjęła specjalną, oficjalną rezolucję, na mocy której skwer przy skrzyżowaniu ulic Belmont i Milwaukee zyskał honorową nazwę „Ziemia Moniecka Way”.

– Poleciałem wtedy osobiście wyświęcić i otworzyć ten skwer. To było niesamowite, bardzo sentymentalne przeżycie. Moje nazwisko zostało oficjalnie wpisane do tej rezolucji, co bez wątpienia przejdzie do historii naszego regionu – z dumą podsumował Zbigniew Karłowski.

Szacuje się, że w Chicago wciąż mieszka około 3-4 tysiące osób pochodzących bezpośrednio z Mońków i okolicznych parafii.

Czy amerykański sen wciąż trwa?

Dziś sytuacja geopolityczna i gospodarcza wygląda zupełnie inaczej niż w ubiegłym wieku. Polska nie jest już odcięta od świata żelazną kurtyną, a zarobki w kraju pozwalają na godne życie. Czy w związku z tym emigranci decydują się na powrót do ojczyzny?

– Pokolenie starsze, czyli emeryci, bardzo chętnie wraca do Mońków. Mają amerykańskie emerytury, a tutaj, na starych śmieciach, czują się bezpieczniej. Ciągnie ich ojczyzna, tu mają swoje kościoły i groby bliskich – zauważył burmistrz.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku młodszych pokoleń. Ci, którzy wyjechali pod koniec lat 90. lub na początku XXI wieku, zapuścili już za oceanem głębokie korzenie.

– Młodzi ludzie, którzy mają dziś po 30 czy 40 lat, weszli w tamtejsze struktury. Mają w USA swoje firmy, domy, a ich dzieci i wnuki często mówią już wyłącznie po angielsku i żyją w amerykańskiej mentalności. Oni do Polski wracają już tylko w odwiedziny – zakończył Zbigniew Karłowski.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE!

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Słowik: Szpital Południowy jest wylęgarnią postępowań prokuratorskich
Słowik: Szpital Południowy jest wylęgarnią postępowań prokuratorskich
Relacje Polski i Ukrainy coraz trudniejsze. „Obie strony popełniły błędy”
Relacje Polski i Ukrainy coraz trudniejsze. „Obie strony popełniły błędy”
Kontrwywiad z OLX-a? Piotr Nisztor ujawnia: ABW szuka agentów przez portale z ogłoszeniami
Kontrwywiad z OLX-a? Piotr Nisztor ujawnia: ABW szuka agentów przez portale z ogłoszeniami