70 lat temu 28 czerwca miały miejsce pierwsze w historii PRL strajki generalne oraz masowe protesty i wystąpienia robotników. Wadliwy system skutkujący niegodnymi warunkami bytowymi zmusił zdesperowanych Polaków do wyjścia na ulice. Walczyli o godne płace i żywność w sklepach, a niezrealizowane obietnice rządowe dodatkowo rozżarzyły emocje polskiego społeczeństwa. Ekspert przybliża sprawę ówczesnych protestów.
Protest nie tylko klasy robotniczej
Jarosław Mikołajczyk w rozmowie z Izą Smolarek podkreśla fakt, że strajk w Poznaniu był dla ówczesnych władz PRL – u wielkim zaskoczeniem. Taki masowy protest nie miał wcześniej miejsca, a jednak Wielkopolanie się zbuntowali. „Żądamy chleba” to nie było wtedy jedyne hasło, choć do dziś reprezentuje ten strajk. W tłumie dały się słyszeć również sentencje dotyczące m.in obniżenia norm pracy, np. z ust Hipolita Cegielskiego naczelnika buntu. W pewnym momencie protest „ceglarzy” przerodził się w masowy bunt Polaków – do tego wszystkiego przyłączyło się całe społeczeństwo – mówi ekspert.
„Dlaczego to wszystko się stało?”
Brak zaopatrzenia w sklepach, złe warunki pracy, zbyt małe zarobki uniemożliwiające normalne godne życie były zapalnikiem masowego sprzeciwu. „To nie był strajk narodowo – wyzwoleńczy” – podkreśla Mikołajczyk. Ówczesny „zamordyzm polityczny” sprawiał wrażenie życia w przedziwnym zaborze, który tworzyli rodacy. Represje polityczne wciąż miały miejsce ,a polskie podziemie jeszcze nie wyszło wtedy zza więziennych krat. Panowała dyktatura strachu – Ludzie bali się mówić co myślą. Żyliśmy w schizofrenii bo na lekcjach historii uczyli nas zupełnie czegoś innego niż w domu – wspomina Gość na podstawie opowieści swojego ojca i dziadka. Atmosfera tamtych czasów nie pozwalała nawet przyznawać się do swojego nazwiska, a narracja tych lat starała się zafałszować rzeczywistość. „Jedząc chleb z margaryną zaczynaliśmy rozmawiać o tym, że pradziadek zginął w Katyniu, którego w ogóle nie było oficjalnie, a jeśli już pojawiały się przecieki to oczywiście byli Niemcy. My w swoich domach dowiadywaliśmy się zupełnie czegoś innego” mówi Mikołajczyk twierdząc, że to wszystko było właśnie podłożem dla wydarzeń w czerwcu 1956 roku.
Strajk zaczął się jeszcze przed czerwcem
Mikołajczyk opowiada o Powstańczej Armii Skautowskiej w kontekście strajku w Poznaniu. Sprzeciw pojawił się jeszcze przed czerwcem. Aktywnie działająca Powstańcza Armia Skautowska już 1 maja zrzucała ulotki „Sowieci won do domu!”. Wśród propagandowej piątki, czyli jednej z grup Armii do najcięższego wówczas więzienia dla młodocianych w Jaworznie trafił Bogdan Gruszczyński. Ten młody człowiek, jak mówi rozmówca, został sprowadzony do piwnicy, gdzie postawiono go twarzą do ściany i zagrożono śmiercią – Ubek wrzasnął uderzając pięścią w stół „a teraz gnoju zginiesz”. Natomiast strzał został oddany w ścianę. Bogdan wychodzi z więzienia, ale gdy tylko słyszy o poznańskim czerwcu jedzie strajkować i znowu zostaje zatrzymany – właśnie on jest przykładem takiego człowieka, któremu wciśnięto w kieszeń broń i zostaje oskarżony o chęć dokonania zamachu na SB – punktuje Mikołajczyk. Prace nad powstaniem trwały jeszcze długo przed czerwcem – My tu pracowaliśmy nad tym powstaniem…To nie jest tak, że ten czerwiec zrodził się tutaj tak sobie – uwydatnia rozmówca.




