Wydatki na zbrojenia
Od czasu, gdy przed czterema laty wszczęto energiczne negocjacje pokojowe w sprawie szybkiego zakończenia wojny na Ukrainie, produkcja broni na świecie wzrosła znacznie – a wraz z nią zwiększyły się dochody producentów armat, dronów i rakiet.
Najstarsi z państwa pamiętają jeszcze epokę pierwszej zimnej wojny, kiedy każdego roku na międzynarodowych salonach wojskowych producenci prezentowali nowe rodzaje wojennego żelactwa, doskonalsze od poprzednich. Zapewniali, że przy pomocy nowych urządzeń można zabić znacznie większą liczbę ludzi niż z pomocą dawniejszych. Klienci ustawiali się w kolejce. Natychmiast po zamknięciu salonu mocarstwa przystępowały do negocjacji rozbrojeniowych, zastanawiając się, jak doprowadzić do pozbycia się tego, co właśnie ostatnio zostało wyprodukowane.
Najwęksi fabrykanci broni na świecie zaznali rekordowego wzrostu obrotów. W ubiegłym, 2025 roku światowe wydatki wojskowe wyniosły 2887 miliardów dolarów (czyli niemal 2,9 biliona), wobec 2 bilionów 718 miliardów dolarów w roku poprzednim. Wzrosły więc prawie o 3% według liczb opublikowanych w grudniu przez SIPRI. I wszystko za mało. Przed kilku dniami prezydent Trump zaapelował do amerykańskich producentów o przyspieszenie produkcji.
Wojenna gorączka i mądrość Szwejka
Żeby objaśnić tę gorączkę wojenną, apeluje się do wiedzy i doświadczenia ekspertów. Na ekranach roi się od generałów, cytuje się Clausewitza, Erwina Rommla oraz innych feldmarszałków niemieckich – najlepszych teoretyków i praktyków wojny. Słucha się także ekspertów cywilnych, gdyż razem z gorączką wojenną w państwach starej demokracji obserwuje się rozkład państwowości, zaczynający się od łamania konstytucji i prawa. Zwróciłem się o opinię do najsłynniejszego żołnierza XX wieku, bardziej znanego na świecie niż Clausewitz i Rokossowski – do dobrego wojaka Szwejka. Cytuję:




