Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Palmiry. Las, w którym Niemcy próbowali pogrzebać polską przyszłość.

Palmiry. Las, w którym Niemcy próbowali pogrzebać polską przyszłość.

Niemiecka egzekucja w Palmirach 20 – 21 czerwca 1940. Czy ambasador Niemiec Miguel Berger zna tę datę? Czy teraz będzie także pouczał Polaków, tak jak prezydenta Karola Nawrockiego? Fot. ze zbiorów IPN

Piękna Puszcza Kampinowska a w niej Palmiry, niewielka wieś pod Warszawą, która stała się symbolem jednej z najbardziej przemyślanych i konsekwentnie realizowanych niemieckich operacji wymierzonych przeciwko narodowi polskiemu. Nie chodziło wyłącznie o terror czy o samą eksterminację. Celem NIEMCÓW było pozbawienie Polski jej pamięci, jej elit, jej przywódców i autorytetów. Niemcy chcieli uderzyć nie tyle w ciało narodu, ile w jego umysł.

Kiedy dziś odwiedza się cmentarz w Palmirach, trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to miejsce szczególne także dlatego, iż skupia w sobie los całej okupowanej Polski. Spoczywają tam politycy, sportowcy, działacze społeczni, urzędnicy, wojskowi, prawnicy, nauczyciele i ludzie kultury. Łączy ich nie tylko tragiczny koniec, ale fakt, że wszyscy należeli do grona inteligencji, którą niemieckie władze uznały za największe zagrożenie dla swoich planów.

To tutaj jak w soczewce skupiają się cele, metody i logika niemieckiej polityki wobec podbitej Polski. Nie chodziło jedynie o okupację terytorium ani o złamanie bieżącego oporu. Stawką było trwałe okaleczenie narodu poprzez pozbawienie go ludzi zdolnych podtrzymywać jego pamięć, kulturę, instytucje i aspiracje niepodległościowe.

Kiedy 20 i 21 czerwca 1940 roku Niemcy przeprowadzili największą z palmirskich egzekucji, mordując około 370 więźniów przywiezionych głównie z warszawskiego Pawiaka, realizowali plan, który narodził się znacznie wcześniej niż sama wojna. Palmiry nie były bowiem dziełem przypadku ani odosobnionym aktem terroru.

Stanowiły część szeroko zakrojonej operacji wymierzonej w polskie elity i wszystkich tych, których uznawano za nośników idei państwa polskiego. Wśród rozstrzelanych znaleźli się politycy, samorządowcy, nauczyciele, prawnicy, sportowcy, wojskowi i działacze społeczni, jednym słowem POLACY reprezentujący różne środowiska, ale łączeni przez jedno: ich istnienie przeczyło niemieckiej wizji przyszłości Polski.

Niemiecki transport do Palmir.

Wojna Niemców nie tylko z narodem, nie tylko z polskim państwem

Od pierwszych dni wojny niemieckie państwo prowadziło działania, które nie miały odpowiednika w klasycznych konfliktach zbrojnych. Wojna przeciwko Polsce nie była jedynie walką o terytorium. Była wojną przeciwko polskości jako takiej.

W niemieckich dokumentach, rozkazach i planach wielokrotnie pojawia się przekonanie, że naród polski można trwale podporządkować tylko wtedy, gdy zostanie pozbawiony własnych elit. Nieprzypadkowo jeszcze przed wybuchem wojny przygotowano specjalne listy osób przeznaczonych do aresztowania i likwidacji. Znalazły się na nich tysiące nazwisk nauczycieli, księży, samorządowców, ziemian, społeczników i polityków.

Intelligenzaktion. Operacja odcięcia Polsce głowy

Jesienią 1939 roku rozpoczęła się akcja Intelligenzaktion. To była jedna z największych operacji eksterminacyjnych wymierzonych w warstwę przywódczą podbitego państwa. Na Pomorzu, w Wielkopolsce, na Śląsku, w Krakowie i w innych regionach okupowanej Polski mordowano ludzi, których jedyną winą było to, że cieszyli się autorytetem w swoich środowiskach.

Ginęli profesorowie, lekarze, adwokaci, powstańcy wielkopolscy, duchowni i działacze organizacji społecznych. Niemiecki plan był prosty: pozbawiony przywódców naród miał stać się bezradną masą, niezdolną do oporu ani odbudowy własnego państwa. Historycy nie bez powodu określają tę operację mianem „dekapitacji narodu”. W zamyśle jej twórców Polska miała zostać pozbawiona naturalnych elit, które przez pokolenia budowały jej instytucje, kulturę i życie publiczne. Palmiry były kontynuacją tej polityki.

Wiosną 1940 roku, kiedy uwaga świata skupiona była na niemieckiej ofensywie na Zachodzie, w Generalnym Gubernatorstwie rozpoczęto tzw. Akcję AB – Nadzwyczajną Akcję Pacyfikacyjną. Jej istotę doskonale oddają słowa generalnego gubernatora Hansa Franka, który otwarcie zapowiadał konieczność likwidacji tysięcy przedstawicieli polskich środowisk opiniotwórczych i przywódczych.

Był to moment szczególny. Niemcy uznali, że sprawa polska przestała interesować zachodnią opinię publiczną. Można było mordować bez większego ryzyka międzynarodowych protestów. Frank mówił wręcz, że opinia światowa „przestała ich obchodzić”. W praktyce oznaczało to przyzwolenie na kolejną falę terroru.

Niemcy postanowili zabijać po cichu. Las śmierci pod Warszawą

Jeszcze żywa była pamięć o Sonderaktion Krakau, podczas której Niemcy aresztowali profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Protesty zagranicznych środowisk naukowych wywołały dla Berlina niepotrzebne komplikacje dyplomatyczne.

Wyciągnięto z tego wniosek. Następne egzekucje miały odbywać się z dala od oczu świata. Bez rozgłosu. Bez świadków. Bez zdjęć trafiających do zagranicznej prasy. Palmiry stały się idealnym miejscem do realizacji tego planu. Ukryta wśród lasów polana stała się miejscem systematycznych egzekucji więźniów przywożonych głównie z Pawiaka. Transporty wyruszały zazwyczaj o świcie. Skazańcom często wmawiano, że zostaną przewiezieni do innego więzienia lub obozu. Niekiedy pozwalano im zabrać rzeczy osobiste, co miało uśpić czujność.

Relacje świadków i późniejsze ustalenia śledczych pokazują niemal przemysłowy charakter tych egzekucji. Ofiary ustawiano nad krawędzią wykopanych mogił, po czym plutony egzekucyjne otwierały ogień. Zwłoki układano warstwami. Następnie miejsce starannie maskowano. Niemcy sadzili młode sosny, rozsypywali mech i igliwie, patrolowali okolicę.

Paradoksalnie właśnie ta skrupulatność pokazuje, że sprawcy doskonale zdawali sobie sprawę z ciężaru własnych czynów.

Polacy prowadzeni na rozsrzelanie przez Niemców, których potem zastąpli kosmici z gatunku nazistów. Palmiry 21 czerwca 1940 rok.

Czerwiec 1940. Dwa dni, które przeszły do historii krwią

Największa egzekucja miała miejsce 20 i 21 czerwca 1940 roku. W ciągu dwóch dni zamordowano około 370 osób. Był to jeden z najkrwawszych aktów niemieckiego terroru na ziemiach polskich podczas pierwszego okresu wojny.

Palmiry stały się wówczas miejscem symbolicznego ataku na elitę II Rzeczypospolitej. Wśród ofiar znalazł się Maciej Rataj – marszałek Sejmu i dwukrotny pełniący obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej. Człowiek, który w najtrudniejszych momentach międzywojennej historii gwarantował ciągłość państwa.Niemcy nie zabijali starzejącego się polityka. Zabijali symbol polskiej państwowości, demokratycznej tradycji i politycznej odpowiedzialności.

Podobne znaczenie miała śmierć Mieczysława Niedziałkowskiego, jednego z najwybitniejszych polityków Polskiej Partii Socjalistycznej. Publicysta, poseł, intelektualista, człowiek o ogromnym autorytecie. Jego egzekucja była próbą zniszczenia środowisk zdolnych organizować życie społeczne i polityczne nawet w warunkach konspiracji.

Janusz Kusociński. Mistrz olimpijski skazany na śmierć

Szczególnie wymowna pozostaje historia Janusza Kusocińskiego. Dla milionów Polaków był bohaterem narodowym jeszcze przed wojną. Złoty medal olimpijski zdobyty podczas igrzysk w Los Angeles w 1932 roku uczynił go symbolem sukcesów młodego państwa. Po klęsce wrześniowej zaangażował się w działalność konspiracyjną. Aresztowany przez Gestapo trafił na Pawiak, a stamtąd do Palmir.

Jego śmierć pokazała, że Niemcy nie walczyli wyłącznie z politykami czy wojskowymi. Eliminowali także ludzi, którzy budowali narodową dumę i poczucie wspólnoty.

Palmiry, Piaśnica, Lwów. Jeden plan, wiele miejsc zbrodni

Palmiry nie były wyjątkiem. W Piaśnicy mordowano pomorską inteligencję. We Lwowie rozstrzelano wybitnych profesorów. W Krakowie przeprowadzono Sonderaktion Krakau. W każdym przypadku cel pozostawał identyczny. Niemcy starali się odebrać Polsce jej naturalnych przywódców, nauczycieli i autorytety. Chodziło o to, by przyszłe pokolenia Polaków dorastały w świecie pozbawionym elit zdolnych przekazywać wiedzę, pamięć historyczną i poczucie narodowej ciągłości.

Likwidacja inteligencji była jedynie częścią większego projektu. Zamykano szkoły średnie i uczelnie wyższe. Rabowano biblioteki, archiwa oraz dzieła sztuki. Ograniczano dostęp do edukacji. Niszczeniu ludzi towarzyszyło niszczenie instytucji. Niemieckie plany wobec Polaków zakładały bowiem nie tylko polityczne podporządkowanie kraju, lecz także jego cywilizacyjną degradację. Palmiry pozostają jednym z najbardziej wymownych dowodów tej polityki.

Kto zabił? Niemcy czy „tajemniczy naziści”?

W ostatnich dekadach coraz częściej można zaobserwować niepokojące zjawisko rozmywania odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej. W międzynarodowych publikacjach, filmach czy mediach pojawiają się bezosobowi „naziści”, jakby byli bytem istniejącym poza historią, państwem i narodem.

Słowo „Niemcy” znika, ustępując miejsca wygodnemu określeniu, które odrywa sprawców od ich narodowości i instytucjonalnego zaplecza. Można odnieść wrażenie, że zbrodni dokonywali jacyś anonimowi fanatycy, którzy pojawili się znikąd, niczym tajemnicze stwory z Marsa.

Palmiry przypominają jednak coś zupełnie innego. Rozkazy wydawali niemieccy urzędnicy. Egzekucje organizowała niemiecka policja bezpieczeństwa. Transporty przygotowywała niemiecka administracja. Strzelali niemieccy funkcjonariusze. Historia nie pozostawia tu miejsca na niedomówienia.

Niemcy na mysłowickim rynku podczas okupacji | Fot. archiwum Z. Janeczka

Echo historii, które niektórym przeszkadza

Być może właśnie dlatego pamięć o takich miejscach jak Palmiry ma dziś znaczenie większe niż kiedykolwiek wcześniej. Nie chodzi wyłącznie o oddanie czci ofiarom. Chodzi również o obronę prawdy historycznej przed stopniowym rozmywaniem.

W tym samym czasie, gdy Berlin odrzuca kwestię reparacji wojennych i uznaje ją za zamkniętą, coraz częściej można zauważyć próby oddzielenia niemieckiego państwa od odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie. Im częściej mówi się o abstrakcyjnych „nazistach”, tym słabiej wybrzmiewa pytanie o sprawców, ich państwo i ich odpowiedzialność.

To proces niebezpieczny. Narody nie tracą pamięci nagle. Najpierw zmienia się język. Potem zacierają się szczegóły. Następnie sprawcy stają się anonimowi. W końcu pozostaje jedynie mglista opowieść o tragedii bez winnych.

Nieprzypadkowo właśnie Palmiry pozostają do dziś jednym z najbardziej wymownych symboli niemieckiego okrucieństwa. Przypominają bowiem, że wojna przeciwko Polsce była czymś więcej niż konfliktem militarnym. Była próbą zniszczenia całej wspólnoty poprzez eliminację tych, którzy stanowili jej umysł, sumienie i pamięć. Palmiry stoją na drodze temu zapomnieniu.

Pod warszawskim lasem Niemcy próbowali zakopać nie tylko setki istnień ludzkich. Próbowali pogrzebać pamięć o Polsce, która chciała być wolna, wykształcona i niepodległa. Dziś obowiązkiem kolejnych pokoleń jest przypominać nie tylko nazwiska ofiar, lecz także nazwę państwa, które wydało na nie wyrok. Bo gdy z historii znikają sprawcy, znika również odpowiedzialność. A wtedy najłatwiej uwierzyć, że wszystko było dziełem jakichś tajemniczych „nazistów”, którzy przybyli nie wiadomo skąd i rozpłynęli się nie wiadomo dokąd.

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

„Żywicielka, ale też trucicielka”. Jak młoda lekarka rzuciła wyzwanie potężnej hucie
„Żywicielka, ale też trucicielka”. Jak młoda lekarka rzuciła wyzwanie potężnej hucie
Prof. Stanisław Stępień o Wołyniu: „Ofiary trzeba wydobyć z anonimowości”
Prof. Stanisław Stępień o Wołyniu: „Ofiary trzeba wydobyć z anonimowości”
Czesław Ryszka i jego porywająca biografia Zofii Kossak. Wydawnictwo Biały Kruk
Czesław Ryszka i jego porywająca biografia Zofii Kossak. Wydawnictwo Biały Kruk