Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Europa nie odkryła Wołynia! Europa odkryła, że nie da się już udawać, że sprawa zbrodni na Wołyniu nie istnieje! Felieton

Nie tylko w polskiej i ukraińskie, ale i w europejskiej debacie publicystycznej pojawił się gwałtowny wzrost napięcia wokół tematu pamięci historycznej Polski i Ukrainy. W centrum tej dyskusji znalazły się gest prezydenta Ukrainy dotyczący uhonorowania jednego z oddziałów bojowych imieniem „bohaterów UPA” i decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu orderu Orła Białego Zełeńskiemu. Właśnie ten gest, a nie żadne nowe odkrycia naukowe, stał się zapalnikiem fali komentarzy, analiz i politycznych oskarżeń.
Europa nie odkryła Wołynia! Europa odkryła, że nie da się już udawać, że sprawa zbrodni na Wołyniu nie istnieje! Felieton

Prezydenci Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski/ Foto. Jakub Szymczuk/ KPRM

Szekspir pod gwiazdami

I to jest właśnie moment, który trzeba nazwać precyzyjnie: Europa dowiedziała się szerzej o rzezi Wołyńskiej i zbrodniach tych, których Ukraina wynosi na piedestały! Ta historia znów stała się politycznie aktywna. Od piątku 20 czerwca 2026, kiedy prezydent Nawrocki ogłosił, że odbiera Orła Białego Zełeńskiemu, zaczęła się nakręcać klasyczna spirala interpretacyjna. W przestrzeni medialnej pojawiła się narracja, że „Polska reaguje emocjonalnie” i „razi krótkowzrocznością” (Deutsche Welle), że „polska wrażliwość historyczna przeradza się w polityczny egoizm” (Financial Times), a nawet że „polskie elity reagują krótkowzrocznie i nadmiernie ostro na decyzje Ukrainy”, która broni się przed Rosją i buduje własną narrację tożsamościową.

Ten schemat wydaje się prosty, ale jest niebezpiecznie uproszczony, ponieważ całkowicie pomija genezę konfliktu i sprowadza wszystko do jednego punktu zapalnego. Recepcja prosta: zły polski prezydent, bo się obraża, i ani słowa o decyzji Zełeńskiego, bo Ukraińcy walczą z Rosją, czyli… mogą więcej i trzeba im wybaczać, jak niesfornemu młodszemu rodzeństwu. Ale czara goryczy się przelała.

Geneza, którą wszyscy pomijają, bo psuje wygodną narrację

W tej debacie niemal nikt nie wraca do początku. A początek nie znajduje się w Warszawie ani w europejskich komentarzach medialnych, lecz w decyzjach symbolicznych podejmowanych przez Ukrainę w ramach budowania własnej narracji historycznej.

Jednym z takich elementów jest konsekwentne przywracanie w przestrzeni publicznej nazw, symboli i odniesień do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. W ukraińskiej optyce są to elementy walki o niepodległość i oporu wobec Związku Sowieckiego. W polskiej pamięci są one jednak nierozerwalnie związane z tragedią ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Szekspir pod gwiazdami

To napięcie nie jest nowe. Ono istnieje od dekad. Różnica polega na tym, że w ostatnich latach, w warunkach wojny z Rosją, ukraińska narracja historyczna uległa intensyfikacji i stała się bardziej jednoznaczna w swoim symbolizmie. I to właśnie ta intensyfikacja, a nie „polska nadreakcja”, uruchomiła nową falę sporu.

Mechanizm odwracania przyczyn i skutków

W publicystyce zachodniej i części ukraińskiej coraz częściej pojawia się schemat interpretacyjny, w którym Polska przedstawiana jest jako strona reagująca przesadnie, emocjonalnie i politycznie nieadekwatnie. W tym schemacie mówi się o „krótkowzroczności”, „politycznym egoizmie” czy „braku strategicznego myślenia”. Ale ten opis pomija podstawową rzecz: reakcja Polski nie powstaje w próżni.

Ona wynika z pamięci historycznej, która w Polsce nie jest abstrakcją akademicką, lecz doświadczeniem społecznym zakorzenionym w rodzinnych biografiach, lokalnych pamięciach i ciągłości kulturowej.

Dlatego sprowadzenie tej reakcji do emocjonalnej nadwrażliwości jest uproszczeniem, które zamienia historię w psychologię, a politykę w moralizowanie.

Szekspir pod gwiazdami

Quéré i Nahayło: dwie strony tej samej europejskiej iluzji

W tym samym czasie w europejskiej przestrzeni publicystycznej ukazują się teksty, które próbują uporządkować ten chaos interpretacyjny. W „Cahiers Personnes” Philippe Quéré i współautorzy proponują wizję Europy, w której pamięć powinna zostać podporządkowana jedności politycznej wobec Rosji. Tekst ten, opublikowany 14 czerwca 2026 roku, przedstawia konflikt pamięci jako zagrożenie dla wspólnoty europejskiej.

Jednak w tej narracji, to co dla mnie jako Polaka dotkniętego cieniem Wołynia i zbrodni UPA jest arcyniebezpieczne, to pojawiająca się wyraźna tendencja do równoważenia odpowiedzialności historycznej. Polska polityka międzywojenna zostaje opisana jako systemowo asymilacyjna i opresyjna wobec Ukraińców, natomiast ukraińska pamięć narodowa zostaje wybielona i przedstawiona jako naturalna reakcja na te doświadczenia.

W takim ujęciu UPA i polskie państwo międzywojenne zostają wciągnięte w jeden ciąg przyczynowy, w którym przemoc jest niemal nieuniknionym efektem historii. To jest klasyczny mechanizm europejskiej publicystyki pojednawczej, która próbuje uniknąć konfliktu moralnego poprzez jego rozmycie.

Ale historia Europy Wschodniej nie jest historią symetrii. Jest historią decyzji, struktur i ideologii, które prowadziły do przemocy wobec cywilów. I właśnie ta różnica znika w języku „równoważenia narracji”.

Szekspir pod gwiazdami

W „Kyiv Post” Bohdan Nahajło proponuje z kolei wizję, w której historia powinna zostać oddana historykom, a politycy powinni przestać jej używać jako narzędzia nacisku. W tej narracji Wołyń staje się efektem wojny, okupacji i chaosu geopolitycznego, a nie decyzji organizacyjnych. Oba teksty różnią się tonem, ale łączy je jedna rzecz: próba rozpuszczenia odpowiedzialności w kontekście.

Tekście Nahajły w „Kyiv Post” temat Wołynia zostaje przedstawiony jako rezultat chaosu wojennego, w którym działały równolegle siły niemieckie, sowieckie i lokalne struktury podziemne. W tej narracji UPA funkcjonuje przede wszystkim jako ruch samoobrony i walki o przetrwanie narodu, który znalazł się między trzema systemami przemocy.

Ten tekst Bohdana Nahayły jest napisany w sposób publicystycznie silny, ale nie jest neutralnym opracowaniem historycznym. Ma wyraźną tezę polityczną: deeskalować spór polsko-ukraiński w imię bieżącego sojuszu zbrojnego i zagrożenia rosyjskiego. Problem polega na tym, że autor buduje tę tezę na selektywnie dobranych interpretacjach, uproszczeniach i kilku dyskusyjnych uogólnieniach, które wygładzają część odpowiedzialności i jednocześnie ostrzej akcentują inne elementy.

Klisza Wołynia jako „przeszkody politycznej”

Tekst konsekwentnie sprowadza rzeź wołyńską i szersze konflikty polsko-ukraińskie do „instrumentu politycznego” wykorzystywanego dziś przez polityków. To częściowo prawda – pamięć historyczna bywa używana w polityce. Ale jednocześnie takie ujęcie przesuwa ciężar z samego faktu przemocy i jego sprawstwa na współczesną „instrumentalizację”. W efekcie wydarzenia z lat 40. XX wieku stają się bardziej „problemem narracji” niż realnym, wieloletnim konfliktem o bardzo konkretnych przyczynach, decyzjach i strukturach organizacyjnych.

Szekspir pod gwiazdami

Najbardziej sporna część dotyczy opisu II RP i polityki wobec Ukraińców. Autor używa mocnych sformułowań o „pseudodyktaturze”, „polonizacji” czy „systematycznej represji”, ale nie równoważy tego pełnym obrazem ówczesnej Europy, gdzie polityki asymilacyjne i nacjonalistyczne były normą (Francja, Rumunia, Węgry czy państwa bałtyckie z legionami walczącymi ramię w ramię z hitlerowskimi Niemcami).

W. Kossak, Orlęta lwowskie | Fot. domena publiczna

Odpowiem, że Polska polityka wobec mniejszości była zróżnicowana w latach 1920–1939 i nie była nigdy jednolitym systemem „etnicznej eksterminacji kulturowej”, jak sugeruje ton tekstu. To zdecydowanie i bardzo ochoczo wprowadzali w życie „bohaterowie UPA” na Wołyniu od 1942 roku, honorowani już od czasów Juszczenki (o czym za chwilę).

Dodam od siebie ku przypomnieniu, że „Orlęta Lwowskie”, uczniowie i studenci, którzy w latach 1918–1919 bronili Lwowa przed siłami Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, a nie Sowietami. Konflikt dotyczył przynależności Lwowa i Galicji Wschodniej po rozpadzie Austro-Węgier. Walki te stały się jednym z kluczowych epizodów wojny polsko-ukraińskiej o granice odrodzonej Polski.

Faktem jest wspaomniana w tekście pacyfikacja 1930 roku. Była ona brutalna i krytykowana międzynarodowo, ale autor nie pokazuje pełnego kontekstu działań UWO/OUN, licznych zamachów i sabotażu, które były jednym z powodów eskalacji. To nie unieważnia krytyki państwa polskiego, ale pokazuje, że obraz jest jednostronnie „dociśnięty kolanem” w jedną stronę.

Szekspir pod gwiazdami
Roman Dmowski / fot. domena publiczna

Dmowski i „etniczny nacjonalizm”. Podły skrót myślowy Nahajły

Opis we wspomnianym artykule Romana Dmowskiego, jako głównego architekta polityki państwa międzywojennego, jest uproszczeniem. Endecja miała wpływ ideowy, ale realna polityka państwowa II RP była wynikiem sporów wielu środowisk, a nie jednego projektu ideologicznego wdrażanego liniowo. I to jest ważne, bo tekst sugeruje spójny, jednolity „system opresji”, co w rzeczywistości historycznej było znacznie bardziej chaotyczne i niespójne.

UPA – opis niepełny i wybiórczy

Autor przedstawia UPA jako organizację o początkach „obronnych” i antyokupacyjnych, co jest zgodne z częścią badań. Problem polega na tym, że pomija się pełną ewolucję UPA jako formacji prowadzącej także działania o charakterze czystek etnicznych wobec polskiej ludności cywilnej. Jednoczesne zaś równoważenie tego poprzez „polskie zbrodnie AK” jest przedstawione symetrycznie, bez rozróżnienia skali, charakteru i kontekstu operacyjnego.

To tworzy efekt moralnej symetrii, który jest w historiografii mocno kwestionowany w szczegółach (choć badacze rzeczywiście uznają przemoc po obu stronach).

Największa manipulacja narracyjna: struktura przyczynowości

W swoim tekście Nahajło buduje taki oto ciąg przyczynowy: represje II RP doprowadzją do radykalizacji Ukraińców, co prowadzi do powstania UPA i „wydarzeń” na Wołyniu, co jest zalążkiem dzisiejszych sporów polsko – ukrainskich. Problem polega na tym, że ten model ukraińskiego publicysty nadmiernie upraszcza procesy II wojny światowej (okupacja niemiecka i sowiecka są potraktowane jako „tło”, nie jako czynnik decydujący), sugeruje wprost quasi-deterministyczną logikę przemocy i wreszcie całkowicie rozmywa odpowiedzialność sprawczą konkretnych decyzji organizacyjnych UPA w 1943 roku.

Szekspir pod gwiazdami

W historiografii dominuje podejście bardziej wieloczynnikowe, gdzie okupacja niemiecka, próżnia państwowa i logika wojny totalnej są kluczowe a nie tylko tworzą „krwawy ciąg krzywd narodowych”.

„Politycy niszczą historię – historycy ją naprawiają”

Ten passus retoryczny niby porządkuje cały tekst. Autor ustawia siebie po stronie „racjonalnej nauki”, a polityków usadza po stronie „emocji i manipulacji”. W praktyce jednak sam dokonuje selekcji interpretacyjnej, która jest typowa dla publicystyki, a nie neutralnej historiografii.

Tekst jest spójny politycznie i czytelny w swojej intencji, bowiem broni tezy o konieczności wygaszenia sporów historycznych w imię strategicznego sojuszu. Jednak diabeł tkwi w szczegółach! Oto Nahajło wybiera fakty zgodne z założoną przed siebie tezą, pomijając część kontrkontekstów i stosuje uogólnienia dotyczące postaw narodowych. Przede wszystkim jednak upraszcza wielowątkowe procesy do jednej osi „represja – radykalizacja – przemoc”,

Najważniejsze i zarazem najsmutniejsze nawet nie jest to, że tekst fałszuje historię wprost, ale że ją przekształca w narrację polityczną, gdzie złożoność zostaje podporządkowana jednoznacznej tezie o współczesnej użyteczności pamięci historycznej i daje moralną rację Ukraińcom.

Szekspir pod gwiazdami

W efekcie odpowiedzialność zostaje rozproszona, a pytanie o sprawstwo przestaje być centralne. Historia staje się procesem, a nie sumą decyzji.

OUN i UPA: historia, która nie mieści się w wygodnych narracjach

W każdej głębszej ukraińskiej analizie historycznej nie da się pominąć faktu, że część struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w okresie II wojny światowej wchodziła w relacje taktyczne z Niemcami. Ale jak twierdzą zgodnie niejako rozgrzeszając te działania, były to relacje zmienne, pragmatyczne i często instrumentalne, wynikające z logiki wojny i walki o przetrwanie polityczne.

Nie oznacza to prostego utożsamienia OUN-UPA z niemieckim systemem okupacyjnym i tego nie robię. Taka teza byłaby historycznie nieuczciwa i idąca na skróty. Ale równie nieuczciwe jest całkowite pomijanie tych epizodów lub ich marginalizowanie jako nieistotnych.

Historia Europy Wschodniej w czasie II Wojny światowej nie była historią czystych ideologii. Była historią kolizji projektów politycznych, w której przemoc wobec cywilów stała się jednym z narzędzi realizacji celów narodowych.

Szekspir pod gwiazdami

Tak czynili ukraińscy nacjonaliści, którym marzyła się Ukraina „czysta jak szklanka wody”, a więc bez Węgrów, Słowaków, Rosjan, Żydów i oczywiście Polaków! I właśnie dlatego pamięć o tych wydarzeniach jest tak trudna do pogodzenia.

Polska reakcja jako efekt pamięci, nie politycznej kalkulacji

W krytycznej narracji wobec Polski, która powszechnie dominuje w mediach i na ukraińskich forach, często pojawia się teza, że reakcje Warszawy są przesadzone i wynikają z politycznej kalkulacji. Ale to uproszczenie ignoruje fakt, że w Polsce pamięć o Wołyniu nie jest elementem strategii państwowej, lecz częścią pamięci społecznej i traumy.

Dlatego każde symboliczne działanie, które w polskiej przestrzeni interpretowane jest jako rehabilitacja lub neutralizacja UPA, wywołuje reakcję nie dlatego, że jest elementem bieżącej polityki, lecz dlatego, że dotyka głęboko zakorzenionego doświadczenia historycznego. Redukowanie tej reakcji do „krótkowzroczności” oznacza pomijanie całej warstwy społecznej pamięci, która nie znika wraz ze zmianą koniunktury politycznej.

Wiktor Juszczenko, 19.03.2009/ Fot. European People’s Party/CC BY 2.0

Najważniejsze przemilczenie: pamięć ukraińska jako projekt państwowy

W całej tej debacie często pomijany jest kluczowy fakt. Twierdzę stanowczo, że ukraińska pamięć historyczna nie jest wyłącznie oddolną narracją społeczną. Jest również elementem projektu państwowego, który ma za zadanie budować ciągłość tożsamości w warunkach wojny i zagrożenia egzystencjalnego. W tym kontekście symbolika UPA staje się elementem narracji o oporze, a nie analizą historyczną. Jest biel a nie ma czerni. UPA to bohaterowie! Kropka!

Szekspir pod gwiazdami

I nie zaczęło się to ani w ostatnich tygodniach, ani w jednej decyzji politycznej, ani w jednym geście symbolicznym. To, co dziś obserwujemy, jest efektem długiego procesu, w którym Ukraina buduje własną narrację historyczną w warunkach wojny egzystencjalnej. W tej narracji szczególne miejsce zajmują symbole walki z okupacją sowiecką i niemiecką, a także tradycje ruchów nacjonalistycznych z okresu II wojny światowej i przykłady jawnej kolaboracji z niemiecką III Rzeszą Adolfa Hitlera.

Pierwszym prezydentem Ukrainy, który na poziomie państwowym wprost nadał UPA status formacji uznawanej za uczestników walk o niepodległość, był Wiktor Juszczenko. W 2006 roku podpisał on dekret uznający członków Ukraińskiej Powstańczej Armii za „bojowników o niepodległość Ukrainy w latach 1920–1990”. W 2010 roku jego decyzją Stepan Bandera został również pośmiertnie uhonorowany tytułem „Bohatera Ukrainy”, choć później część tych decyzji była kwestionowana politycznie i prawnie. Osobiście cieszę się, że także zwrócił on order Orła Białego. Swoją drogą umiar musi kapituła zachować, aby nie rozdawać tego orderu na lewo i prawo!

Na marginesie jeszcze jedno, skoro prezydent Zełeński twierdzi ze zgrozą, że caryca Katarzyna i Benito Mussolini otrzymali Orła Białego, to na Boga najwyższego, mógł przecież go nie przyjąć!

Powróćmy jednak do głównego nurtu mojej polemiki. Na Ukrainie UPA to bohaterowie bez skazy, ale w polskiej pamięci historycznej „ci bohaterowie” plus bandycka czerń odpowiadają za tragiczne wydarzenia na Wołyniu i w Galicji Wschodniej oraz mojej Zamojszczyźnie, gdzie doszło do masowych zbrodni na polskiej ludności cywilnej. I tu zaczyna się fundamentalny konflikt interpretacyjny.

Szekspir pod gwiazdami

Konflikt Ukrainy z Polską nie jest przypadkowy! On jest strukturalny!

Marsz z okazji 110. urodzin Bandery / Fot. Paweł Bobołowicz

Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że po decyzjach symbolicznych i politycznych prezydenta Zełeńskiego, które intensyfikują ukraińską (czytaj banderowską i ounowską) pamięć narodową, Europa zaczęła ponownie używać tej historii jako narzędzia interpretacji współczesnych napięć. Czyni to także w kontekście potencjalnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej.

Napiszę to wprost: Europa zaczęła ponownie używać tej historii jako narzędzia interpretacji współczesnych napięć i rozumieć Polskę i WRESZCIE (!!!) dostrzegać jej wrażliwość.

Pan Marian Brzecizki, mój wspaniały nauczyciel historii ze szkoły podstawowej, mawiał tak: „Historia jest zawsze obecna. Tylko polityka decyduje, kiedy staje się widoczna.”

Szekspir pod gwiazdami

Zakończenie: konflikt, który nie jest o przeszłość

Spór polsko-ukraiński nie jest sporem o to, co się wydarzyło, bowiem to strefa zgniotu w kwestii tego, co wolno z tym zrobić dziś. I dopóki prezydent Zełeński i polityczny establishment będzie selekcjonować własną pamięć, ignorować i zakrzykiwać niewygodne elementy historii i traktować przeszłość jako narzędzie legitymizacji współczesnej narracji, dopóty ten konflikt będzie wracał w coraz ostrzejszych falach. I absolutnie nie dlatego, że historia jest nieznana. Przeciwnie!

Historia ta zaczyna być zbyt dobrze znana w Europie i na świecie, aby można ją było dowolnie wygładzać i podporządkowywać własnym narracjom, które mają zastępować prawdę i logikę. Dlatego tak ostra reakcja na decyzję prezydenta Karola Nawrockiego za Bugiem…

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Zatyle – zapomniana tragedia pasażerów pociągu. Cień zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Roztoczu
Zatyle – zapomniana tragedia pasażerów pociągu. Cień zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Roztoczu
Palmiry. Las, w którym Niemcy próbowali pogrzebać polską przyszłość.
Palmiry. Las, w którym Niemcy próbowali pogrzebać polską przyszłość.
„Żywicielka, ale też trucicielka”. Jak młoda lekarka rzuciła wyzwanie potężnej hucie
„Żywicielka, ale też trucicielka”. Jak młoda lekarka rzuciła wyzwanie potężnej hucie