Po publikacji sejmowych zestawień i informacji dotyczących spraw finansowych funkcjonowania biur poselskich zwykle wybuchają afery i krytyka poselskich wydatków dotyczących tzw. kilometrówek, czyli zwrotu kosztów przejazdów posłów w celach służbowych.
Przedstawiane są głównie sytuacje skrajne. Ostatnio krytyka dotyczy głównie poseł Żukowskiej czy Kingi Gajewskiej i Arkadiusza Myrchy. Nadużycia w tym obszarze zdarzają się, ale nie wolno generalizować i posłów, którym zwraca się koszty podróży służbowych po swoim okręgu wyborczym czy podróży samochodami w sprawach związanych z wykonywaniem mandatu poselskiego, nazywać złodziejami.
Te niesprawiedliwe i obraźliwe epitety świadczą o niezrozumieniu i niewiedzy o charakterze zadań i obowiązków posła.
W latach 2011–2019 byłam posłem i pamiętam obraźliwe ataki na mnie ze strony lewackich i peowskich posłów i aktywistów. Nie pamiętam już, czy to Sikorski, Giertych czy Palikot złożyli nawet wniosek do prokuratury, oskarżając mnie całkowicie bezpodstawnie – co sama prokuratura potem potwierdziła – o jakieś nadużycia dotyczące właśnie tych kilometrówek.



