Teraz na antenie:
Radio Wnet
Opinie

Prof. Krystyna Pawłowicz: Nie każdy poseł korzystający z kilometrówek jest złodziejem

W „Prawie bez cenzury” prof. Krystyna Pawłowicz przekonywała, że wokół sejmowych kilometrówek narosło wiele mitów. Jej zdaniem politycy, którzy zgodnie z prawem rozliczają służbowe przejazdy związane z wykonywaniem mandatu, są dziś niesłusznie stawiani pod pręgierzem opinii publicznej. – Problemem nie są kilometrówki, lecz nieuczciwi politycy – argumentowała była poseł, apelując o odróżnianie legalnych uprawnień od rzeczywistych nadużyć.
Prof. Krystyna Pawłowicz: Nie każdy poseł korzystający z kilometrówek jest złodziejem

Sejm, fot. flickr.com/MSZ

Po publikacji sejmowych zestawień i informacji dotyczących spraw finansowych funkcjonowania biur poselskich zwykle wybuchają afery i krytyka poselskich wydatków dotyczących tzw. kilometrówek, czyli zwrotu kosztów przejazdów posłów w celach służbowych.

Przedstawiane są głównie sytuacje skrajne. Ostatnio krytyka dotyczy głównie poseł Żukowskiej czy Kingi Gajewskiej i Arkadiusza Myrchy. Nadużycia w tym obszarze zdarzają się, ale nie wolno generalizować i posłów, którym zwraca się koszty podróży służbowych po swoim okręgu wyborczym czy podróży samochodami w sprawach związanych z wykonywaniem mandatu poselskiego, nazywać złodziejami.

Te niesprawiedliwe i obraźliwe epitety świadczą o niezrozumieniu i niewiedzy o charakterze zadań i obowiązków posła.

W latach 2011–2019 byłam posłem i pamiętam obraźliwe ataki na mnie ze strony lewackich i peowskich posłów i aktywistów. Nie pamiętam już, czy to Sikorski, Giertych czy Palikot złożyli nawet wniosek do prokuratury, oskarżając mnie całkowicie bezpodstawnie – co sama prokuratura potem potwierdziła – o jakieś nadużycia dotyczące właśnie tych kilometrówek.

Moje biuro poselskie przedstawiło jednak pełną dokumentację przejazdów z datami, trasami przejazdów, godzinami i miejscami spotkań z wyborcami lub w sprawach związanych z wykonywaniem mojego mandatu poselskiego. Prokuratura umorzyła więc to złośliwie wszczęte postępowanie, wszczynane jako forma nękania przez politycznych awanturników.

Jak działają poselskie kilometrówki?

Przy okazji warto wyjaśnić, skąd się to uprawnienie dotyczące zwrotu kosztów przejazdu posłów bierze.

Podstawą prawną dla zwrotu posłom kosztów przejazdu w celach służbowych, tj. związanych z wykonywaniem mandatu posła, jest art. 23 ust. 3 i ust. 10 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora z 1996 roku.

Art. 23 ust. 3 mówi, iż:

„Posłowi i senatorowi przysługuje ryczałt na pokrycie kosztów związanych z funkcjonowaniem biur na zasadach i w wysokości określonych wspólnie przez Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu”.

Ustęp 10 zaś zobowiązuje posła do corocznego rozliczania kwot tego ryczałtu w Kancelarii Sejmu.

Kilometrówki są rozliczane w ramach kwoty ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego. Ich wysokość jest ograniczona do około 14 proc. tego ryczałtu. Nieco inaczej rozliczane są kwoty na przejazdy na terenie swojego okręgu, a nieco inaczej poza okręgiem wyborczym posła. Zawsze jednak muszą być one udokumentowane datami, trasami, godzinami spotkań i celem wyjazdu. Tak wygląda zwrot kosztów podróży służbowych posłowi, który jeździ swoim własnym samochodem.

Ale są też posłowie – a takim byłam i ja – którzy samochodów, a często nawet prawa jazdy, nie posiadają, a również muszą mieć możliwość bezpośrednich kontaktów z wyborcami i instytucjami leżącymi w ich okręgu wyborczym, a nawet poza nim. W takich sytuacjach posłowie mogą zawierać różnego rodzaju umowy z osobami wykonującymi przewozy na ich rzecz. Wszystko w ramach limitów określonych w ryczałcie na prowadzenie biur poselskich. Kolejne zarządzenia Prezydium Sejmu na bieżąco regulują limity i kwoty ryczałtów na przejazdy posłów.

Mój okręg obejmował jedenaście powiatów

Nie bardzo rozumiem demagogicznych oskarżeń posłów o jakieś złodziejstwo, gdy zgodnie z prawem poruszają się do swych biur poselskich w okręgach wyborczych, a czasem także poza nimi, co przecież często się zdarza. Ja na przykład byłam posłem w jednym z największych obszarowo okręgów wyborczych – nr 18 siedlecko-ostrołęckim – obejmującym jedenaście powiatów, które musiałam odwiedzać i spotykać się tam w różnych sprawach.

Ponadto nie mieszkałam w tym okręgu i dojeżdżałam tam z Warszawy co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu. A że miałam łącznie trzy biura w swoim okręgu wyborczym, więc wyjazdy z Warszawy do biur, liczne spotkania, uroczystości, święta i powroty do Warszawy tworzyły kwoty pokrywane zgodnie z prawem z ryczałtu na biuro poselskie.

Nigdy nie przekroczyłam wyznaczonych limitów, prosząc często, by to organizatorzy spotkań zapewniali mi transport. Co więcej, w samej Warszawie, gdzie mieszkam, poza wyjazdami służbowymi do różnych instytucji, nie korzystałam z przejazdów opłacanych z ryczałtu poselskiego. W sprawach własnych, prywatnych korzystałam z prywatnych taksówek lub transportu miejskiego.

Problemem są nadużycia, a nie same przepisy

Wysokość moich wydatków na transport w celach służbowych była wynikiem rozległości mojego okręgu wyborczego i cotygodniowych dojazdów z Warszawy do okręgu i z powrotem. Zawsze jednak było to pod kontrolą Kancelarii Sejmu, w pełni udokumentowane, a potwierdziła to też później prokuratura, uznając moją dokumentację dotyczącą kilometrówek za wzorcową.

A taka przecież nie była u wszystkich. Posłowie lewaccy, chyba Nitras i wielu innych, mieli koszty zwrotu znacznie wyższe, a media wielokrotnie pisały o tych nadużyciach. Ówcześni ministrowie-posłowie wożeni byli przecież służbowo przez 24 godziny na dobę, a wykazywali równocześnie ogromne kwoty poselskich kilometrówek. Nikt tego jednak nie chciał badać. Dziś pani Żukowska ma problem z wytłumaczeniem sposobu korzystania z sejmowych kilometrówek, mieszkając w centrum swojego okręgu wyborczego.

Myślę, że problem nie leży w samym fakcie, iż posłom należy się – tak jak wszystkim innym wykonującym swoje obowiązki zawodowe – zwrot kosztów dojazdu do pracy i kosztów jej wykonywania. Problem leży często w nieuczciwości i cwaniactwie niektórych posłów, traktujących swoją ważną funkcję publiczną jak sposób na dorabianie się choćby lichymi przekrętami na paliwie.

Nie można więc wylewać dziecka z kąpielą. Nie wolno obrażać wielu uczciwych posłów oskarżeniami o złodziejstwo, gdy korzystają jedynie z należnych im poselskich uprawnień niezbędnych do wykonywania mandatu. Wyborcy jadący w sprawach służbowych na zasadach ogólnych otrzymują przecież zwrot kosztów delegacji. Ta sama zasada dotyczy także posłów. Tyle że sejmowa kontrola tego obszaru korzystania przez posłów ze środków publicznych musi być realna, a nadużycia skutecznie tępione.

Krystyna Pawłowicz

Przeczytaj więcej

Elitarność czy inkluzywność? Nowa odsłona polskiej dyplomacji gospodarczej w Berlinie
Elitarność czy inkluzywność? Nowa odsłona polskiej dyplomacji gospodarczej w Berlinie
O poezji Krzysztofa Janiszewskiego, drodze zespołu Half Light i majestatycznej dojrzałości albumu „ColorCode”.
O poezji Krzysztofa Janiszewskiego, drodze zespołu Half Light i majestatycznej dojrzałości albumu „ColorCode”.
Wojciech Hoffmann, lider grupy Turbo o majestacie muzyki, która nie zna słowa „koniec”.
Wojciech Hoffmann, lider grupy Turbo o majestacie muzyki, która nie zna słowa „koniec”.