Wizyta ta, postrzegana w Berlinie jako rutynowy element zacieśniania współpracy obronnej, stała się źródłem dyplomatycznego dyskomfortu po tym, jak szef Pentagonu odmówił przyjęcia niemieckiego delegata w Waszyngtonie.
Zdarzenie to jest interpretowane przez analityków jako czytelny sygnał osłabienia pozycji Niemiec, które w swojej długofalowej strategii politycznej zakładały pełnienie roli głównego koordynatora i „porządkowego” spraw europejskich z mandatu Stanów Zjednoczonych.
Niemiecka klasa polityczna przez dekady budowała wizję, w której Waszyngton, dążąc do minimalizacji bezpośredniego zaangażowania w wewnątrzeuropejskie spory, deleguje Berlinowi kompetencje niezbędne do stabilizowania kontynentu.
Obecna sytuacja wskazuje jednak na narastającą nieufność strony amerykańskiej, która dostrzega ambiwalencję Berlina jako sojusznika, co potęgowane jest przez systematyczne podsycanie nastrojów antyamerykańskich w niemieckim społeczeństwie przez tamtejsze elity i media.



