
Donald Trump w Chinach. fot. X/@POTUS

– Te zakupy nie są niepotrzebne. One są po prostu niewystarczające, żeby mówić o odstraszaniu Federacji Rosyjskiej – twierdzi Marek Budzisz. Ekspert bije na...
Prowadzący:
Informacje o dyplomatycznych ofensywach administracji Donalda Trumpa budzą ogromne emocje na całym świecie. Doniesienia o rozmowach telefonicznych z przywódcami Chin czy Rosji przez wielu komentatorów są interpretowane jako dowód na słabnięcie globalnej pozycji USA.
Czy rzeczywiście Ameryka traci status supermocarstwa i oddaje pole gry Pekinowi oraz Moskwie? Analiza działań Białego Domu wskazuje na zupełnie inną, niezwykle wyrachowaną strategię biznesowo-polityczną.
Współczesny konflikt na Bliskim Wschodzie oraz wojna w Ukrainie weszły w fazę niezwykle brutalnej licytacji. Zanim skonfliktowane strony usiądą do oficjalnych rozmów przy okrągłym stole, starają się wywalczyć jak najlepszą pozycję przetargową na froncie.
Stąd nagłe, zmasowane ataki rakietowe i naloty, które obserwujemy w ostatnich tygodniach. To nie chaos, lecz precyzyjnie zaplanowana presja psychologiczna i militarna.
– Zwiększamy presję jak gdyby w przeddzień decydujących negocjacji po to, żeby druga strona była silniej zmotywowana, aby przyjąć nasze warunki – tłumaczy taktykę Trumpa Marek Budzisz.
Zdaniem analityka, zarówno działania USA wobec Iranu, jak i rosyjska aktywność w Ukrainie, to klasyczne podnoszenie stawki. Ostateczne negocjacje pokojowe są blisko, ale ich warunki będą dyktowane przez tych, którzy wykażą się większą determinacją w fazie eskalacji.
Szerokim echem w mediach odbiła się informacja o bezpośrednim kontakcie Donalda Trumpa z prezydentem Chin Xi Jinpingiem w sprawie zakończenia walk w Europie. Krytycy prezydenta USA natychmiast uznali to za oznakę kapitulacji Waszyngtonu.
W dyplomacji sam fakt nawiązania kontaktu nie świadczy jednak o słabości. Kluczowe pozostaje to, jakich argumentów użyto za zamkniętymi drzwiami gabinetów.
– Z samego faktu rozmowy ja bym takich wniosków nie wyciągał. To jest normalne narzędzie polityki – studzi emocje Marek Budzisz.
Amerykański przywódca nie prosi o pokój z pozycji kolan. Wykorzystuje potęgę gospodarczą i militarną USA, aby zmusić Pekin do wywarcia nacisku na Moskwę, realizując tym samym twarde cele amerykańskiej geopolityki.
Niezależnie od wyniku najbliższych negocjacji, jedno jest pewne: globalna architektura bezpieczeństwa uległa trwałej zmianie. Stany Zjednoczone nie zamierzają już pełnić roli darmowego żandarma świata.
Waszyngton sukcesywnie przenosi swoje siły w rejon Indo-Pacyfiku, pozostawiając Europie obowiązek łatania dziur we własnym systemie obronnym. Jeśli kraje europejskie nie obudzą się z letargu, czekają nas tragiczne konsekwencje.
– Wchodzimy w okres mniej bezpieczny. Odstraszanie słabnie i to oznacza, że te luki w odstraszaniu musimy uzupełnić naszymi zdolnościami – podsumowuje Marek Budzisz.
Ekspert ostrzega, że brak reakcji ze strony europejskich sojuszników doprowadzi do sytuacji, w której incydenty takie jak uderzenia zbłąkanych dronów w budynki mieszkalne staną się naszą codziennością. Europa musi natychmiast przygotować swoje społeczeństwa na nowe, trudne realia.