Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Niemiecka gra historią. Jak Berlin i Kijów rozgrywają Polskę. W tle „bohaterowie UPA”

– Zełenski nie jest idiotą, robi to specjalnie – twierdzi dziennikarz śledczy Tomasz Szymborski. Decyzja o nadaniu ukraińskiej jednostce specjalnej „Północ” imienia „Bohaterów UPA” wywołała burzę w Warszawie. W tle dynamicznie rozwijającego się kryzysu pojawia się zapowiedź odebrania ukraińskiemu prezydentowi Orderu Orła Białego oraz skomplikowana gra niemieckich służb wywiadowczych.
Niemiecka gra historią. Jak Berlin i Kijów rozgrywają Polskę. W tle „bohaterowie UPA”

Rodzina Rudnickich, mordowana przez UPA we wsi Chobułtowa, fot. IPN/zbrodniawolynska.pl

Celowa prowokacja Kijowa

Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „Bohaterów UPA” wywołała potężny wstrząs w polskiej opinii publicznej. Ruch ten zbiegł się w czasie z narastającym napięciem, jakie od miesięcy paraliżuje stosunki polsko-ukraińskie w obszarze polityki historycznej.

Dla wielu obserwatorów decyzja Kijowa to celowy i przemyślany krok dyplomatyczny. Ukraińskie władze od dłuższego czasu konsekwentnie unikają jednoznacznych rozliczeń z bolesną przeszłością.

– Zełenski nie jest idiotą, mimo tego, że jest aktorem z wykształcenia i poprzedniej profesji. Robi to specjalnie – zaznaczył Tomasz Szymborski na antenie Radia Wnet.

Zdaniem dziennikarza, Kijów celowo wykorzystuje kult Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) jako polityczną tarczę ochronną. Ma to być bezpośrednia odpowiedź na twarde żądania Warszawy dotyczące zgody na ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej. Na polską reakcję nie trzeba było długo czekać, a odpowiedź nadeszła z samego szczytu władzy.

– Nasz prezydent stanął na wysokości zadania – ocenił Szymborski. Publicysta odniósł się w ten sposób do zapowiedzi odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, czyli najwyższego polskiego odznaczenia państwowego.

Niemiecka karta historyczna

Obecny kryzys nie jest zjawiskiem nowym, lecz stanowi kontynuację procesów, które sięgają ubiegłego stulecia. Niemcy od niemal stu lat traktują ukraiński nacjonalizm w sposób instrumentalny. Już w latach 30. XX wieku Berlin postrzegał te dążenia jako doskonałe narzędzie do destabilizacji II Rzeczypospolitej.

Przedstawiciele ukraińskich organizacji nacjonalistycznych ściśle kooperowali z Berlinem na płaszczyźnie wojskowej i wywiadowczej. Wsparcie to przybierało bardzo konkretne, materialne formy.

– Niemiecki wywiad wojskowy Abwehra aktywnie wspierał, szkolił i finansował ukraińskich nacjonalistów – przypomniał Tomasz Szymborski.

Ta historyczna współpraca przyniosła tragiczne skutki dla państwa polskiego. Ukraińscy nacjonaliści przeprowadzali brutalne akty terroru na terytorium II RP, w tym głośne zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Podczas II wojny światowej sojusz ten przybrał postać kolaboracyjnych batalionów realizujących strategiczne cele Hitlera.

– Polacy nigdy nie zhańbili się współpracą taką stricte wojskową, tak jak oddział Własowa z hitlerowskimi Niemcami – podkreślił Szymborski, wskazując na fundamentalną różnicę w wojennej historii obu narodów.

Brutalny efekt Melnyka

Współczesna Ukraina próbuje pisać historię na nowo, co wywołuje ogromny opór w Polsce. Symbolem tej bezkompromisowej i bolesnej dla Polaków postawy stał się tak zwany „efekt Melnyka”. Były ambasador Ukrainy w Berlinie, Andrij Melnyk, regularnie relatywizował na tamtejszym rynku medialnym zbrodnie popełnione przez UPA.

Ukraiński dyplomata publicznie umniejszał odpowiedzialność Bandery za ludobójstwo. Porównywał działania polskiego podziemia do zaplanowanej czystki etnicznej na Wołyniu oraz zrównywał II RP z totalitarnymi potęgami.

– Skandalem było to, że ówczesny ambasador Ukrainy w Berlinie ośmielił się relatywizować zbrodnię wołyńską, która dla nas jest bardzo ważna – wskazał Szymborski.

Publicysta przypomniał o skali okrucieństwa, z jaką mierzyli się Polacy na Kresach. Bestialstwo oprawców było tak porażające, że pamięć o nim do dziś paraliżuje naocznych świadków. Pokazują to dobitnie materiały gromadzone podczas postępowań prokuratorskich.

– Kiedy Instytut Pamięci Narodowej między innymi w Katowicach wszczął śledztwo w sprawie tych zbrodni, to prokurator z dziesięcioletnim stażem nie mógł tych zeznań starszych osób słuchać. Te wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat wciąż były w ich pamięci żywe – relasjonował dziennikarz.

Poligon tajnych służb

Dzisiejsze napięcia historyczne to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Pod płaszczykiem sporów o przeszłość kryje się bezwzględna, współczesna walka o wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej. Trwająca wojna w Ukrainie radykalnie zmieniła układ sił, co wywołało głęboki niepokój w Berlinie.

Początkowa faza konfliktu przyniosła gwałtowny wzrost znaczenia Warszawy. Polska błyskawicznie dostarczyła Kijowowi kluczowe uzbrojenie i otworzyła granice dla milionów uchodźców, podczas gdy Niemcy zwlekały z realną pomocą.

– Berlin w pewnym momencie po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej zorientował się, że Polska zaczyna zdobywać przewagę, jeżeli chodzi o relacje z Ukrainą – wyjaśnił Szymborski.

Rozmówca Radia Wnet uważa, że niemiecki rząd nie zamierzał jednak bezczynnie przyglądać się dominacji Warszawy. Wykorzystując swoje wpływy oraz służby specjalne (BND), Berlin przystąpił do brutalnej kontrofensywy dyplomatycznej. Doskonałym pretekstem stała się sprawa sabotażu gazociągu Nord Stream.

Niemieckie media i tamtejsze ośrodki analityczne zaczęły sugerować, że w wysadzeniu rurociągu pomagały polskie służby. Ta zaplanowana dezinformacja miała na celu zdyskredytowanie Warszawy w oczach zachodnich sojuszników oraz wbicie klina w stosunki polsko-ukraińskie.

– Jesteśmy poligonem starć służb specjalnych Niemiec i Ukrainy – podsumował Tomasz Szymborski, ostrzegając przed dalszą eskalacją tego niewidzialnego konfliktu.

Przeczytaj więcej

Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”