Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Rajd Warszawskiego Aeroklubu na Monte Cassino

Siedem samolotów, kilkanaście lotnisk i jeden cel — dotrzeć na Monte Cassino i uczcić rocznicę bitwy. Aeroklub Warszawski połączył lotniczą pasję z pamięcią o polskich żołnierzach.
Rajd Warszawskiego Aeroklubu na Monte Cassino

Lotniczy rajd na Monte Cassino. Aeroklub Warszawski poleciał śladami pamięci

Na warszawskim Bemowie, w hangarze Aeroklubu Warszawskiego, wciąż słychać silniki i czuć atmosferę lotniska w pełni sezonu. Ale ostatnie dni upłynęły tam nie tylko pod znakiem szkolenia i codziennych startów. Tematem rozmowy stał się wyjątkowy rajd lotniczy do Włoch, zorganizowany z okazji 82. rocznicy bitwy o Monte Cassino. Jak opowiadali prezes zarządu Aeroklubu Warszawskiego Michał Krzemiński i dyrektor Piotr Czyż, nie była to zwykła eskapada, lecz wyprawa, która miała połączyć lotniczą pasję z pamięcią o tych, „dzięki którym dzisiaj możemy w wolnej Europie, w wolnym kraju nasze hobby w tej chwili realizować”.

Rajd rozpoczął się 13 maja. W trasę wyruszyło siedem samolotów, a celem było dotarcie na uroczystości rocznicowe 18 maja pod Monte Cassino. Lotnicy chcieli nie tylko być obecni podczas obchodów, ale też złożyć symboliczny znak pamięci — biało-czerwoną szachownicę z pamiątkowym napisem od aeroklubu. „Naszym celem było oczywiście złożenie wieńca, a właściwie biało-czerwonej szachownicy z pamiątkowym napisem od naszego aeroklubu” — mówili.

Rajd Warszawskiego Aeroklubu na Monte Cassino
28.05.2026
29 min
Rajd Warszawskiego Aeroklubu na Monte Cassino

Prowadzący:

Rajd lotniczy na Monte Cassino. Skąd wziął się ten pomysł

Pomysł wyprawy nie narodził się w ostatniej chwili. Jak tłumaczyli goście, plan był dużo starszy i początkowo zakładano realizację rajdu już dwa lata temu, na 80. rocznicę bitwy. Wtedy jednak przeszkodziły okoliczności rodzinne części uczestników. Rok później Aeroklub Warszawski zorganizował inną historyczną wyprawę — do Wielkiej Brytanii, śladami polskich pilotów walczących podczas II wojny światowej. Dopiero w tym roku udało się wrócić do planu lotu na Monte Cassino.

Sama idea miała jednak szerszy sens niż tylko udział w jednej rocznicy. Rajd obejmował także inne ważne punkty na mapie polskiej pamięci wojennej, między innymi Brindisi — miejsce, z którego odbywały się loty z pomocą dla walczącej Warszawy. Widać więc wyraźnie, że była to nie tylko wyprawa rocznicowa, ale świadomie zaplanowana trasa historyczna, rozpisana wokół polskich śladów wojennych we Włoszech.

Kilka miesięcy przygotowań i ponad 15 lotnisk po drodze

Choć dziś podróżowanie samolotami prywatnymi i sportowymi jest — jak podkreślali lotnicy — znacznie prostsze niż jeszcze 10 czy 15 lat temu, organizacja takiego rajdu nadal wymaga dużego przygotowania. Trzeba ustalić możliwość lądowania, tankowania, parkowania samolotów na noc, a przed samym wylotem jeszcze raz wszystko potwierdzić. „To są miesiące przygotowań” — mówił Michał Krzemiński.

W przypadku tej wyprawy skala logistyczna była naprawdę spora. Po drodze znalazło się ponad 15 lotnisk, a trasa prowadziła przez kilka państw. Organizatorzy podkreślali, że dużym ułatwieniem jest dziś Schengen, dostęp do cyfrowych map i elektronicznych narzędzi nawigacyjnych, ale mimo to taki lot wymaga doświadczenia i starannego planu. Piotr Czyż zauważył nawet, że we współczesnych warunkach czasem „latanie samolotem do innych krajów czy na inne kontynenty jest łatwiejsze niż poruszanie się samochodem”.

Monte Cassino z kabiny samolotu

Jednym z najciekawszych wątków całej rozmowy był opis samego przelotu nad rejonem Monte Cassino. Lotnicy przyznawali, że to właśnie ten moment najmocniej zapadł im w pamięć. Nie chodziło wyłącznie o piękno krajobrazu, ale o zderzenie widoku z własną historyczną wyobraźnią. „Dla mnie to był taki moment wzruszający, zobaczenia tego, wyobrażenia sobie ile osób walczyło, zginęło, zostało rannych” — mówił jeden z rozmówców.

Michał Krzemiński dodawał, że mogli oglądać klasztor z perspektywy, której zwykle się nie doświadcza. „Mogliśmy utrwalić i wideo, i zdjęcia piękne klasztoru z góry” — mówił, zastrzegając od razu, że nawet najlepsze ujęcia nie oddają tego, co czuje pilot, kiedy sam wykonuje manewr i obserwuje „dokładnie ten zmieniający się obraz”. To zupełnie inny rodzaj kontaktu z miejscem niż ten znany z telewizji, archiwalnych filmów czy nawet współczesnych dronowych nagrań.

Czerwone maki naprawdę tam są

W rozmowie pojawia się też niemal symboliczny obraz, który dobrze pokazuje emocjonalny ciężar tej wyprawy. Przed samym startem z jednego z włoskich lotnisk lotnicy zobaczyli łąkę porośniętą czerwonymi makami. „Zupełnie jak w tamtych czasach, jak w tamtym maju” — padło w rozmowie. To jeden z tych momentów, gdy historia przestaje być wyłącznie opowieścią z książek i nagle objawia się w realnym krajobrazie, niemal dosłownie.

To zresztą dobrze współgra z inną obserwacją rozmówców. Zwracali uwagę, że dzisiejsze Monte Cassino wygląda zupełnie inaczej niż podczas wojny. Wzgórza są dziś zalesione, zielone, pełne życia. Tymczasem w 1944 roku był to teren „poryty pociskami”, skalisty, zniszczony, pełen śladów walki. Przelot nad tym miejscem pozwala więc jednocześnie zobaczyć jego współczesne piękno i spróbować wyobrazić sobie, czym naprawdę była ta bitwa.

Amerykański koszykarz zamieszkał w Tajlandii. „Nie planowałem tego”
Amerykański koszykarz zamieszkał w Tajlandii. „Nie planowałem tego”

Miała być krótka podróż po Azji po śmierci matki. Dwa tygodnie w Tajlandii, Kambodży i Wietnamie. Zamiast powrotu do Sta…

Dwie pasje — lotnictwo i historia

W odpowiedzi na pytanie, czy Monte Cassino po tej wyprawie rysuje się im inaczej w głowie, lotnicy odpowiadali bardzo jasno: tak. Ich zdaniem samo przyjechanie tam drogą lądową zostawiłoby pewien niedosyt. To właśnie lot, spojrzenie z góry i możliwość podejścia do miejsca z perspektywy pilota sprawiły, że pamięć o tej bitwie nabrała dla nich nowego wymiaru. „Było to jak gdyby uzupełnienie dwóch pasji. Pierwsza rzecz to lotnictwo, a druga to jest nasza pasja związana z historią” — powiedzieli.

Ta wypowiedź właściwie streszcza sens całego rajdu. Nie chodziło o sportową przygodę dla samej przygody ani o mechaniczną obecność na rocznicowej uroczystości. W tym locie ważne było spotkanie dwóch porządków: współczesnego latania i historycznej świadomości. Dla ludzi związanych z aeroklubem to nie jest dodatek, ale naturalna część ich tożsamości.

Aeroklub Warszawski — 99 lat historii

Rozmowa szybko zeszła też na historię samego Aeroklubu Warszawskiego, który za rok będzie świętował stulecie istnienia. Jak przypominali goście, organizacja powstała w 1927 roku jako klub akademicki, a później rozwinęła się w Aeroklub Warszawski. Przez lata była silnie związana z Warszawą i zmieniającą się geografią miasta. Najpierw działała na Polach Mokotowskich, później przeniosła się na Gocław, a od lat 80. funkcjonuje na Bemowie, na lotnisku Babice. „Mamy 99 lat. W przyszłym roku obchodzimy naszą okrągłą rocznicę stulecia” — przypomniał Piotr Czyż.

To nie jest więc tylko klub pasjonatów, ale instytucja z bardzo długą tradycją, wpisana w historię miasta i polskiego lotnictwa cywilnego. Jak zaznaczali rozmówcy, przez lata z aeroklubu wywodziło się wiele osób, które później trafiały do linii lotniczych, do wojska lub kontynuowały lotniczą karierę w innych obszarach. W tym sensie to miejsce nie tylko przechowuje tradycję, ale wciąż realnie kształci nowe pokolenia.

Syn weterana strzeże pamięci o 2. Korpusie
Syn weterana strzeże pamięci o 2. Korpusie

Ojciec walczył pod Monte Cassino i po wojnie budował polski cmentarz. Syn dziś prowadzi muzeum, które przypomina o żołni…

Skąd bierze się zainteresowanie lotnictwem?

Goście podkreślali, że aeroklub nie jest miejscem zamkniętym dla wąskiej grupy wtajemniczonych. Przeciwnie — prowadzi działalność od najmłodszych grup wiekowych, od modelarstwa po szkolenie szybowcowe, samolotowe i spadochronowe. Do hangarów przyjeżdżają nawet przedszkolaki, które później często wracają już jako młodzi adepci modelarstwa czy lotnictwa. A dalej ścieżka bywa podobna: szybowiec, samolot, a potem dla części osób także zawodowa droga do linii lotniczych.

Piotr Czyż mówił, że aeroklub ma dziś ponad tysiąc członków i jest prawdopodobnie największym takim ośrodkiem nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Rocznie szkoli kilkaset osób. To pokazuje, że lotnictwo wcale nie jest dziś niszową pasją kilku zapaleńców, ale środowiskiem, które nadal przyciąga młodych ludzi i daje im bardzo konkretną drogę rozwoju.

Latanie jako wolność

Pod koniec rozmowy padło pytanie najprostsze i być może najważniejsze: dlaczego właściwie oni latają? Odpowiedź była natychmiastowa i bardzo jednoznaczna. „My po prostu kochamy latać” — powiedzieli zgodnie obaj rozmówcy. Zaraz potem pojawiło się słowo, które w całej rozmowie wracało wielokrotnie: wolność. „Z lataniem wiąże się wolność” — zaznaczył Piotr Czyż.

Michał Krzemiński dodał jeszcze jedno zdanie, które brzmi niemal jak motto całej tej opowieści: „Wystarczy kawałek prostej ziemi, żeby można było osiągnąć cały świat z tego miejsca”. I właśnie to zdanie najlepiej tłumaczy, dlaczego lot do Monte Cassino nie był tylko wyprawą techniczną ani pamiątkową. Był czymś znacznie większym — próbą połączenia wolności nieba z pamięcią o tych, którzy o wolność walczyli na ziemi.

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”