Pierwszy komunikat: nie było zatrzymania
Wejście policji do mieszkania Tomasza Sakiewicza stało się jednym z najgłośniejszych wydarzeń ostatnich dni. W trakcie interwencji rozpoczętej wskutek fałszywego zgłoszenia zagrożenia zdrowia i życia osoby, która miała przebywać pod tym adresem, policja skuła kajdankami asystentkę dziennikarza.
Wobec niej padły słowa, że jest zatrzymana, następnie została wyprowadzona z mieszkania. Dopiero po wyjściu z kamienicy, kiedy podała swoje dane, została przez policję zwolniona.
W świetle tych faktów zaskakująco wyglądała pierwsza informacja policji, przekazana na profilu X Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Zgodnie z tym przekazem nikt nie został zatrzymany.
Zatrzymanie jednak było!
Zwróciliśmy się z pytaniem do Komendy Stołecznej Policji o jej stanowisko w tym zakresie.
– Podstawą faktyczną podjęcia interwencji było zgłoszenie dotyczące możliwości wystąpienia zagrożenia życia lub zdrowia osoby przebywającej w lokalu. Zgodnie z Ustawą o Policji art. 1 ust. 2 pkt 1 i 3, funkcjonariusze mają obowiązek niezwłocznego podjęcia czynności zmierzających do weryfikacji tego rodzaju informacji oraz udzielenia ewentualnej pomocy osobom znajdującym się w stanie zagrożenia. To właśnie informacja o realnym zagrożeniu życia i potrzeba jego ochrony determinowała zdecydowany sposób prowadzenia interwencji przez wysłany na miejsce patrol – odpowiedział nam rzecznik prasowy KSP podkom. Jacek Wiśniewski.
Podkreślił, że policjanci zastosowali wobec kobiety kajdanki w związku z koniecznością doprowadzenia do komendy Policji, celem potwierdzenia tożsamości.
Miało miejsce czasowe ograniczenie wolności w związku z użyciem środków przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek, co potwierdziła sporządzona odpowiednia dokumentacja. Tak, został sporządzony protokół zatrzymania





