
Elektrownia węglowa Bełchatów, fot. Morgre/Wikimedia Commons

Energetyka węglowa powinna pozostać jednym z filarów polskiego systemu do czasu uruchomienia pełnoskalowej elektrowni jądrowej – ocenia prof. Stanisław Tokar...
Prowadzący:
Energetyka węglowa powinna pozostać jednym z filarów polskiego systemu do czasu uruchomienia pełnoskalowej elektrowni jądrowej – ocenia prof. Stanisław Tokarski z Akademii Górniczo-Hutniczej. W rozmowie w audycji „Stowarzyszenie Antywiatrakowców im. Don Kichota” ekspert przekonuje, że zbyt szybkie odchodzenie od węgla może osłabić bezpieczeństwo energetyczne kraju.
Prof. Tokarski deklaruje poparcie dla rozwoju energetyki jądrowej, ale zaznacza, że pierwszy duży atom w Polsce może pojawić się później, niż zakładają obecne plany.
„Mam przekonanie, że ona wcześniej czy później powstanie. Bardziej po roku 2040 niż tak jak dzisiaj mamy w polityce energetycznej”
– mówi prof. Stanisław Tokarski.
Ekspert wskazuje, że do tego czasu Polska będzie potrzebowała źródeł, które są w stanie stabilnie dostarczać moc niezależnie od pogody. Właśnie dlatego w jego ocenie nie można dziś planować systemu wyłącznie w oparciu o OZE i gaz.
Najważniejszy wniosek z rozmowy dotyczy elektrowni Bełchatów. Zdaniem gościa audycji jej rola nie kończy się wraz z rozwojem odnawialnych źródeł energii, ponieważ system wciąż potrzebuje dużych, sterowalnych jednostek.
„Do tego czasu nam jest potrzebny Bełchatów i do tego czasu nam są potrzebne elektrownie węglowe”
– podkreśla ekspert, odnosząc się do czasu oczekiwaniu na rozpoczęcie działalności pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.
Prof. Tokarski zwraca uwagę, że OZE mogą dostarczać znaczną część energii, ale tylko wtedy, gdy sprzyjają warunki pogodowe. W miesiącach jesienno-zimowych sytuacja wygląda inaczej, a ciężar pracy systemu przejmują źródła węglowe i gazowe.
„Kiedy przychodzą okresy, głównie listopad, grudzień, zimowo-jesienne, wówczas energetyka węglowo-gazowa dostarcza 90, a nawet 95 proc. energii do sieci”
– mówi prof. Tokarski.

Referendum klimatyczne prezydenta ma dotyczyć kosztów unijnej polityki klimatycznej. W audycji Radia Wnet padają pytania…
Gaz pojawia się w rozmowie jako paliwo mniej emisyjne od węgla, ale nie jako pełne rozwiązanie problemu stabilności. Prof. Tokarski podkreśla, że Polska musi brać pod uwagę nie tylko poziom emisji, lecz także dostępność paliwa, jego cenę i ryzyka geopolityczne.
„Główna przeszkoda, jeżeli chodzi o szersze wprowadzenie gazu, to jest kwestia dostępności paliwa, przewidywalności jego ceny”
– ocenia ekspert.
Różnica między węglem a gazem dotyczy także możliwości magazynowania. Przy elektrowni węglowej można zgromadzić zapas paliwa. Elektrownia gazowa jest znacznie mocniej uzależniona od infrastruktury przesyłowej i centralnych magazynów.
„Przy elektrowni nie mamy magazynów gazu. Elektrownia gazowa opiera się o system”
– mówi prof. Tokarski.
W ocenie prof. Tokarskiego gaz może mieć znaczenie w ciepłownictwie i części energetyki, ale w dużym systemie elektroenergetycznym nie powinien całkowicie wypierać węgla. Szczególnie przed uruchomieniem elektrowni jądrowej.
„W dużej energetyce, gdzie musimy utrzymać moce systemu, ja bezwzględnie opowiadam się za ograniczeniem roli gazu. Tutaj musimy utrzymać węgiel”
– mówi ekspert.
Dlatego prof. Tokarski sprzeciwia się wygaszaniu największych jednostek węglowych przed zbudowaniem stabilnej alternatywy. Najmocniej formułuje tę tezę w odniesieniu do Bełchatowa.
„Nie powinniśmy wygaszać elektrowni Bełchatów do czasu, kiedy nie zbudujemy elektrowni jądrowej pełnoskalowej”
– podkreśla.
Ekspert dodaje, że rozwój OZE powinien być podporządkowany realnym możliwościom sieci i bezpieczeństwu dostaw energii. Węgiel, choć stopniowo ograniczany, ma w jego ocenie pozostać paliwem przejściowym.
„Polską racją stanu jest zachować paliwo węglowe jako paliwo transformacji”
– podsumowuje prof. Stanisław Tokarski.

W programie Stowarzyszenie Antywiatrakowców im. Don Kichota prof. Ludwik Pieńkowski oraz Zbigniew Zieliński krytycznie o…