Teraz na antenie:
Radio Wnet
Gospodarka

„Krajobraz jak po wybuchu bomby”. Słynne jezioro zniknęło, lokalne biznesy toną

„Jesteśmy po prostu zamknięci, bo nie ma żadnych perspektyw” – przyznaje ze smutkiem Krzysztof Czaplicki, właściciel lokalnego ośrodka. Gdy urzędnicy i inwestorzy planowali remont zapory, nikt na poważnie nie porozmawiał z ludźmi, którzy z turystyki żyją tu od dekad. Dziś zamiast turystów mają przed oknami tony cuchnącego mułu i zamkniętą na kłódkę drogę przez koronę zapory.
„Krajobraz jak po wybuchu bomby”. Słynne jezioro zniknęło, lokalne biznesy toną

fot. Zbiornik Pilchowice, Krzysztof i Tomasz Czapliccy agroturystyka Statek

Kiedyś to miejsce zachwycało filmowców z całego świata. Swoje produkcje kręcił tu Jan Jakub Kolski, a hollywoodzcy producenci przymierzali się do nakręcenia na słynnym moście scen do kultowej serii „Mission: Impossible” z Tomem Cruisem. Dzisiaj po dawnej perle Dolnego Śląska nie ma już śladu.

Zamiast tętniącego życiem akwenu, turyści i mieszkańcy widzą przerażający, postapokaliptyczny krater. Wszystko przez inwestycję, która miała zabezpieczyć region, a na razie doprowadziła go na skraj ruiny. Rozpoczęty niedawno remont zapory i związane z nim spuszczenie wody zniszczyły lokalną turystykę w zaledwie kilka tygodni.

Koszmar nad Jeziorem Pilchowickim. „Zamiast turystów mamy postapokaliptyczny krater”
10.07.2026
16 min
Koszmar nad Jeziorem Pilchowickim. „Zamiast turystów mamy postapokaliptyczny krater”

Prowadzący:

Krajobraz po wybuchu bomby

Dla właścicieli ośrodka szkoleniowego i agroturystyki „Statek Przystań Pilchowice”, którzy budowali swój biznes przez ostatnich 20 lat, decyzja urzędników to finansowy wyrok. Sezon letni, który miał przynieść zyski i pozwolić na oddech po trudnych latach, zaczął się od katastrofy. Obowiązuje całkowity zakaz zbliżania się do brzegów zbiornika oraz rekreacji na rzece Bóbr.

– Niestety nie mogliśmy się otworzyć ani jako agroturystyka, ani jako wypożyczalnia sprzętu pływającego, ani jako gastronomia – tłumaczy Tomasz Czaplicki. – W momencie, kiedy nie ma tej podstawy, czyli jeziora, cały nasz biznes po prostu nie ma sensu. Nikt do nas nie przyjedzie na frytki i kawę w momencie, kiedy nie ma jeziora – dodaje rozgoryczony przedsiębiorca.

Właściciele zostali z ręką w nocniku. Przed rozpoczęciem prac zainwestowali ogromne pieniądze w rozwój infrastruktury. Postawili dwa nowe, luksusowe domki letniskowe, z których każdy kosztował ponad 300 tysięcy złotych. Teraz nowoczesne budynki stoją puste, a wokół nich rozciąga się widok na wyschnięte dno pełne toksycznego osadu.

Komunikacyjne odcięcie od świata

Brak wody to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Kolejnym ciosem dla lokalnej społeczności okazała się decyzja o zamknięciu drogi przebiegającej przez koronę zapory. To kluczowy szlak komunikacyjny łączący Pilchowice z resztą regionu i pobliską Jelenią Górą.

– Zamknięto nam drogę, tę główną drogę, którą dojeżdżamy, którą dojeżdżali nasi turyści do nas przez zaporę – wskazuje Krzysztof Czaplicki. – Teraz, żebyśmy dojechali do Jeleniej Góry, gdzie ciągle jeździmy, bo stamtąd generalnie jesteśmy, tam są wszystkie nasze interesy, to musimy zrobić dodatkowo 10 kilometrów więcej w jedną stronę – wyjaśnia właściciel agroturystyki w Pilchowicach.

Odcięcie drogi oznacza, że turyści, którzy chcieliby dotrzeć do lokalnych biznesów, zostają po drugiej stronie zapory. Dla wielu z nich konieczność szukania skomplikowanych objazdów i nadrabiania kilometrów jest barierą nie do pokonania. Region został po prostu wykluczony komunikacyjnie.

Śnięte ryby i walka z czasem. Zapora Pilchowice w remoncie, a w tle gigantyczna awantura
Śnięte ryby i walka z czasem. Zapora Pilchowice w remoncie, a w tle gigantyczna awantura

„Gdyby ta zapora runęła, nikt dzisiaj nie pamiętałby o rybach” – mówi twardo Artur Zych. Trwający remont zapory Pilchowi…

Apartamentowce bez oczyszczalni ścieków

Przedsiębiorcy zwracają uwagę na jeszcze jeden, głęboki problem strukturalny, który uderza w Karkonosze i Dolny Śląsk. Miejscowości takie jak Karpacz, Szklarska Poręba, Sosnówka czy Kowary przeżywają gigantyczny boom budowlany. Powstają tam setki ogromnych apartamentowców, jednak lokalna infrastruktura nie nadąża za tak dynamicznym rozwojem.

Podczas ulewnych deszczy i lokalnych podtopień, wszystkie brudy i ścieki z tych rozbudowujących się kurortów spływają bezpośrednio do rzeki Bóbr, a następnie akumulują się w Jeziorze Pilchowickim. Przez lata na dnie zbiornika osadzały się metale ciężkie i toksyny z dawnych, PRL-owskich zakładów przemysłowych z Jeleniej Góry. Gdy gwałtownie spuszczono wodę pod remont zapory, osady te ruszyły i zanieczyściły rzekę, niszcząc tamtejszy ekosystem.

– Należy zadać pytanie władzom, które wydają pozwolenia na przyłączanie się, na pozwolenia na budowę wielkich apartamentowców: a kiedy wydano decyzję o zwiększeniu pojemności oczyszczalni ścieków? Albo na modernizację infrastruktury tej, która służy temu celowi? – pyta retorycznie Krzysztof Czaplicki.

Dwa lata bez dochodu

Przedsiębiorcy z Pilchowic mają żal do urzędników i inwestorów o całkowity brak dialogu. O planach remontu wiedzieli z pism, ale nikt nie chciał z nimi rozmawiać o stratach. Pytania o rekompensaty finansowe przez cztery miesiące spotykały się z jedną i tą samą odpowiedzią ze strony odpowiedzialnej spółki: „nie przewidzieliśmy takiej możliwości”.

Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ według oficjalnych planów, ponowne napuszczanie wody do zbiornika ma nastąpić dopiero wiosną 2028 roku. Oznacza to co najmniej dwa lata całkowitego paraliżu i braku jakichkolwiek przychodów dla ludzi, którzy całe swoje życie związali z tym miejscem.

– Najpierw mieliśmy COVID, później mieliśmy powódź. Teraz mamy to opuszczenie wody i to bardzo długie. My jeszcze żeśmy się nie podnieśli po powodzi, jeszcze żeśmy się nie odbudowali – kończy Krzysztof Czaplicki. Bez systemowego wsparcia i odszkodowań, kultowa agroturystyka w Pilchowicach i inne lokalne biznesy mogą nie doczekać końca remontu.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE!

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Dług Polski rośnie w błyskawicznym tempie. Prof. Elżbieta Chojna-Duch ostrzega: koszt może być bardzo wysoki
Dług Polski rośnie w błyskawicznym tempie. Prof. Elżbieta Chojna-Duch ostrzega: koszt może być bardzo wysoki
Polska ma najmniej wolności gospodarczej w Unii Europejskiej. Andrzej Sadowski: „To efekt decyzji kolejnych rządów”
Polska ma najmniej wolności gospodarczej w Unii Europejskiej. Andrzej Sadowski: „To efekt decyzji kolejnych rządów”
Rząd zablokował miliony dla Polski. Chodzi o egzekucję kary od Gazpromu
Rząd zablokował miliony dla Polski. Chodzi o egzekucję kary od Gazpromu