Teraz na antenie:
Radio Wnet
Świat

Ugrzeczniony Trump i czerwona linia Xi Jinpinga. Kulisy starcia gigantów w Chinach

Miał być twardy dyplomatyczny reset, a zobaczyliśmy zaskakujące ustępstwa. Wizyta Trumpa w Chinach odsłoniła głębokie różnice między narracją Waszyngtonu a Pekinu. W tle wielkiej polityki toczy się gra o miliardy dolarów i przyszłość Tajwanu, który dla Xi Jinpinga pozostaje nieprzekraczalną „czerwoną linią”.
Ugrzeczniony Trump i czerwona linia Xi Jinpinga. Kulisy starcia gigantów w Chinach

Donald Trump w Chinach, fot. x.com/WhiteHouse

Szekspir pod gwiazdami

Zakończona wizyta Trumpa w Chinach z pewnością przejdzie do historii, jednak obraz tego wydarzenia drastycznie różni się w zależności od tego, kto o nim opowiada. Choć Biały Dom próbuje łagodzić narrację, wypowiedzi samego amerykańskiego prezydenta oraz komunikaty płynące z Pekinu pokazują, że dyplomatyczna gra między dwoma mocarstwami jest niezwykle napięta. O tym, co naprawdę wydarzyło się na linii Waszyngton-Pekin, opowiedział na antenie Radia Wnet Andrzej Zawadzki-Liang ze Studia Szanghaj.

Ugrzeczniony Donald Trump. „Takiego go jeszcze nie widzieliśmy”

To, co najbardziej rzuciło się w oczy uważnym obserwatorom, to drastyczna zmiana tonu amerykańskiego przywódcy. Zamiast twardego negocjatora, zobaczyliśmy polityka, który nie szczędził pochlebstw gospodarzom.

Dla mnie też było pewnym zaskoczeniem […] taki Trump ugrzeczniony. Takiego Trumpa łagodnego to żeśmy jeszcze nie widzieli, właśnie grzecznego, kłaniającego się Xi Jinpingowi – zauważa Andrzej Zawadzki-Liang, relacjonując przebieg bankietów i oficjalnych spotkań. Jak dodaje ekspert, amerykański prezydent ogromnie wychwalał chińskiego przywódcę, nazywając go wspaniałym liderem i „swoim przyjacielem”.

Szekspir pod gwiazdami

Chiny rozegrały tę wizytę po mistrzowsku. Komunikat, który płynie z Pekinu, jest jasny: Chiny i Stany Zjednoczone to równi partnerzy. To dwa globalne mocarstwa, które powinny wspólnie sterować „wielkim statkiem, jakim są stosunki chińsko-amerykańskie”.

Tajwan jako „czerwona linia”. Xi Jinping ostrzega przed konfliktem

Jednak za fasadą uśmiechów kryją się twarde, geopolityczne realia. Gospodarka zeszła na dalszy plan, a na stole negocjacyjnym pojawił się temat, który od dekad rozpala relacje USA-Chiny. Dla Pekinu najważniejszą kwestią jest dziś Tajwan. I tutaj Xi Jinping nie bawił się w dyplomatyczne półsłówka.

Ekspert Radia Wnet przytacza kluczowe, niezwykle ostre słowa chińskiego przywódcy, które padły podczas rozmów: – Jeśli [kwestia Tajwanu] zostanie rozwiązana nieprawidłowo, doprowadzi to do starcia, a nawet konfliktu między obydwoma krajami, co pchnie całe stosunki chińsko-amerykańskie w bardzo niebezpieczną sytuację. Niepodległość Tajwanu i pokój w Cieśninie Tajwańskiej są ze sobą nie do pogodzenia.

Z ust najwyższego chińskiego przywódcy padło wyraźne potwierdzenie, że Tajwan to bezwzględna „czerwona linia”. Jak na te groźby zareagował Donald Trump? Przebywając w Chinach – milczeniem. Amerykański prezydent ignorował zaczepki dziennikarzy na ten temat. Dopiero na pokładzie Air Force One, w drodze powrotnej, rzucił lekceważąco, że Stany Zjednoczone dzieli od Tajwanu „9500 mil”, sugerując, że Ameryka nie ma interesu w tym, aby „pchać się” w ewentualną wojnę.

Szekspir pod gwiazdami

Karta przetargowa za 11 miliardów. Co z bronią dla Tajwanu?

Milczenie Trumpa w Pekinie mogło mieć bardzo wymierną cenę. Przed podróżą do Azji, amerykański Kongres zatwierdził potężny pakiet sprzedaży broni dla Tajwanu, warty 11 miliardów dolarów. Jednak dokument nie został podpisany przez prezydenta.

Śmiem twierdzić, że gdyby podpisał to przed tą wizytą, to do tej wizyty by w ogóle nie doszło – ocenia bezkompromisowo Andrzej Zawadzki-Liang.

Pytany na pokładzie samolotu o przyszłość tego kontraktu, Donald Trump wrócił do swojej dobrze znanej retoryki ciągłej niepewności. – Zastanawiam się, może podpiszę, może nie podpiszę – odpowiedział dziennikarzom. Ta kalkulacja błyskawicznie spotkała się z ostrą reakcją władz Tajwanu, które w zdecydowanych słowach przypomniały, że Chiny nie mają do nich praw własności i zaapelowały o dostawy broni, by móc się bronić. Tego typu „buńczuczne zapowiedzi” oznaczają, że napięcie w regionie nie opadnie, niezależnie od tego, czy Trump dokument podpisze, czy też zdecyduje się go wstrzymać na stałe.

Wojna na narracje. Boeingi, rolnictwo i wybory w tle

Poza kwestią militarną, jesteśmy świadkami ogromnej, propagandowej wojny na narracje gospodarcze. Wracający do kraju Donald Trump ogłosił wielki sukces handlowy: zapewnienia o zakupie 200 samolotów Boeing oraz amerykańskich produktów rolnych (od soi, przez drób, po wołowinę) o wartości 17 miliardów dolarów.

Szekspir pod gwiazdami

Problem w tym, że w komunikatach Pekinu tych twardych cyfr… nie ma.

Chińczycy, ustami Komisji Rozwoju i Reform, powiadomili jedynie, że „rozważą możliwość” zakupów, co Andrzej Zawadzki-Liang nazywa mianem zwykłych konsultacji, ponieważ żadne realne umowy nie zostały podpisane. Co więcej, Chiny grają w zupełnie innej lidze technologicznej. O ile mogą kupić amerykańskie silniki czy części lotnicze (które są im potrzebne do operowania w liniach lotniczych), o tyle warto pamiętać, że Pekin intensywnie rozwija własne rozwiązania.

Oczywiście Chiny już w tym roku instalują swój własny silnik do samolotów, na to zwracam uwagę: CJ-1000A, który przechodzi certyfikację – podkreśla ekspert Studia Szanghaj.

Rozbieżności w relacjach z wizyty mają jasne podłoże polityczne. Donald Trump przygotowuje się do wyborów i rozpaczliwie potrzebuje wielkich sukcesów, którymi będzie mógł pochwalić się przed swoimi wyborcami. Chiny doskonale zdają sobie z tego sprawę, dając mu retoryczne zwycięstwa i obiecując pewne „gesty”, przy jednoczesnym twardym trzymaniu „czerwonej linii” w kwestii Tajwanu.

Szekspir pod gwiazdami

Przeczytaj więcej

Kto zarobi na odbudowie Ukrainy? Wojczal: „To nie Kijów będzie rozdawał karty”
Kto zarobi na odbudowie Ukrainy? Wojczal: „To nie Kijów będzie rozdawał karty”
Wielkie trzęsienie ziemi w Londynie. Rząd Keira Starmera runął, krajem wstrząsnęły dymisje
Wielkie trzęsienie ziemi w Londynie. Rząd Keira Starmera runął, krajem wstrząsnęły dymisje
Koziński o błędzie Kijowa: „Za powrót do Polski Ukraińcy zapłacą wysoką cenę”
Koziński o błędzie Kijowa: „Za powrót do Polski Ukraińcy zapłacą wysoką cenę”