Podczas gdy delegacje USA i Chin wymieniają dyplomatyczne uprzejmości, w tle toczy się bezwzględna walka o gospodarczą dominację. Światowe potęgi trzymają w rękach potężne argumenty siłowe. Jak zauważa na antenie Radia Wnet Radosław Pyffel, publicysta i ekspert Instytutu Sobieskiego, Chiny po raz pierwszy publicznie użyły szantażu surowcowego, pokazując, że mogą zablokować eksport kluczowych dla nowoczesnej gospodarki metali ziem rzadkich. Stany Zjednoczone mają jednak własne, równie potężne narzędzia nacisku.
Ropa za chipy. Kto ma lepsze karty?
Głównym orężem Waszyngtonu pozostaje blokada półprzewodników. Amerykanie odcinają Państwo Środka od najnowocześniejszych technologii, których Chiny – mimo ogromnego postępu w innych dziedzinach – wciąż nie potrafią same wyprodukować.
– Amerykanie mają inny lewar. Mają dostęp do tych najnowocześniejszych półprzewodników – tłumaczy Radosław Pyffel. Jak wyjaśnia, kluczem jest tu powstrzymanie m.in. holenderskiej firmy ASML czy firm tajwańskich przed transferem technologii do kontynentalnych Chin. – Gdyby to zrobili, byliby technologicznie uniezależnieni.
Z drugiej strony, miękkim podbrzuszem chińskiej gospodarki pozostają surowce energetyczne. Ewentualne odcięcie szlaków dostaw przez zablokowanie cieśniny Ormuz, a w skrajnym scenariuszu także odcięcie od dostaw z Wenezueli i Rosji, mogłoby pozbawić Pekin nawet 65% importowanej ropy. I to właśnie ten strach napędza niesamowity rozwój chińskich samochodów elektrycznych.






