„Teraz dopiero zaczniemy się przyjaźnić” – te słowa Stanisława Celińska skierowała do Karoliny Prewęckiej tuż po ukończeniu pracy nad wspólną książką. Dziś, w obliczu śmierci artystki, brzmią one szczególnie poruszająco. Celińska nie była tylko ikoną kina i teatru; dla wielu Polaków stała się symbolem zwycięstwa nad własnymi słabościami i dowodem na to, że z każdego mroku można wyjść ku światłu.
Różowe kapcie i skrócony dystans
Początek znajomości Karoliny Prewęckiej z aktorką był daleki od sztywnej atmosfery wywiadów z wielkimi gwiazdami. Autorka wspomina zimowy dzień, w którym po raz pierwszy przekroczyła próg domu artystki.
– Stasia wyczuła to moje zastanowienie i momentalnie podała mi różowe, pamiętam, bamposze, chyba miały jakieś wzory, może to był wzór typu białe króliczki. Tak równie miękko wskoczyłam w jej życie – wspomina Prewęcka na antenie Radia Wnet.
Ten drobny gest stał się symbolem całej ich relacji. Celińska od pierwszego spotkania otwierała drzwi do swojej prywatności, nie stawiając barier. Dystansu w kontaktach z nią nie było żadnego, co potwierdzali wszyscy, którzy spotykali ją w bibliotekach czy domach kultury na tzw. prowincji.




