Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

„Na początku było słowo”. 50 lat od pierwszego powielacza w PRL

50 lat temu do Polski trafił pierwszy powielacz, który zapoczątkował rozwój niezależnego obiegu wydawniczego. Piotr Jegliński opowiada, jak jedno urządzenie przełamało barierę strachu w PRL.
„Na początku było słowo”. 50 lat od pierwszego powielacza w PRL

Piotr Jegliński, fot. fundacjaes.pl

To historia, która zaczęła się od jednego urządzenia, kilku osób i ogromnego ryzyka. Piotr Jegliński – wydawca i działacz opozycyjny – przypomina kulisy przerzutu pierwszego powielacza do Polski oraz narodzin niezależnego ruchu wydawniczego.

Już na początku rozmowy wskazuje moment przełomowy i jego znaczenie dla całej późniejszej działalności opozycyjnej.

– 50 lat temu udało mi się przesłać do Polski pierwszy powielacz, który zaczął pracę w maju 1976 roku. Ten powielacz odegrał ogromną rolę, bo przełamał barierę strachu – mówi Piotr Jegliński.

Powielacz, który zmienił wszystko

Jegliński szczegółowo opisuje, jak wyglądała operacja przerzutu urządzenia do Polski. Powielacz został rozebrany na części i przewieziony w kawałkach, a następnie złożony już na miejscu.

Jak relacjonuje, ani on, ani jego współpracownicy nie mieli doświadczenia technicznego, ale mimo to urządzenie udało się uruchomić. Na nim zaczęto drukować pierwsze ulotki, które trafiły do obiegu jeszcze przed wydarzeniami czerwcowymi 1976 roku.

– Rozebrałem go na części, oznaczyłem, żeby można było go potem odtworzyć. Udało się jakoś złożyć, choć parę części było zbędnych, ale powielacz działał – wspomina.

Pierwsze materiały kolportowano m.in. podczas wydarzenia organizowanego przez władze PRL w Warszawie. Jak podkreśla Jegliński, było to całkowite zaskoczenie dla komunistycznego aparatu.

Pierwsza akcja, która zaskoczyła władzę

Jegliński opisuje moment, w którym niezależne materiały trafiły do przestrzeni publicznej. Ulotki rozdawano pod Pałacem Kultury, a przygotowany tekst miał zostać odczytany podczas oficjalnego wydarzenia.

Reakcja władz była natychmiastowa – wyłączono mikrofony, próbując zablokować przekaz.

– To była pierwsza taka znacząca manifestacja, która całkowicie władzę zaskoczyła – podkreśla.

Dodaje, że właśnie od takich drobnych działań zaczęła się budowa niezależnego obiegu wydawniczego, który z czasem nabierał coraz większego znaczenia.

Strach przed powielaczem większy niż przed bronią

Jegliński zwraca uwagę, że w realiach PRL samo posiadanie powielacza było czymś niezwykle niebezpiecznym. Strach przed tym urządzeniem był – jak mówi – wręcz irracjonalny.

– Powszechnie sądzono, że powielacz to coś bardzo mrocznego i niebezpiecznego. Słowo „pistolet” nie budziło takiego strachu, jak „powielacz” – mówi.

Jak dodaje, właśnie przełamanie tej bariery psychologicznej było jednym z największych efektów pierwszych działań opozycyjnych.

Od ulotek do niezależnej oficyny

Z czasem działalność zaczęła się rozwijać. Początkowo były to ulotki i niewielkie broszury, ale Jegliński dążył do stworzenia bardziej trwałego i rozbudowanego obiegu wydawniczego.

W Dreźnie, podczas spotkania z współpracownikami, zapadła decyzja o powołaniu niezależnej oficyny.

– Ustaliliśmy nazwę „nieocenzurowana oficyna wydawnicza”, później zmienioną na „niezależna”. I tak to się wszystko narodziło – wspomina.

Jak zaznacza, nawet przerzucenie jednej książki do Polski było wówczas ogromnym sukcesem, bo ludzie bali się konsekwencji.

Wsparcie z Paryża i pierwszy powielacz

Jegliński opowiada również, jak zdobył pierwszy powielacz. Zobaczył go przypadkiem w sklepie w Paryżu i od razu dostrzegł jego potencjał.

Nie mając pieniędzy, podjął pracę w restauracji, aby móc go kupić.

– Pracowałem w pizzerii, zarobiłem pierwsze pieniądze i od razu kupiłem powielacz – relacjonuje.

Podkreśla, że początkowo największym problemem nie był zakup, lecz znalezienie sposobu na przerzut urządzenia do Polski.

Wojtyła i początki działalności wydawniczej

Ważnym wątkiem rozmowy jest także rola Karola Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II. Jegliński ujawnia, że jego działalność wydawnicza była związana ze stypendium, które – jak się później dowiedział – pochodziło właśnie od Wojtyły.

Jak opowiada, to właśnie na prośbę kardynała otrzymał do wydania pierwszą książkę – wspomnienia z Kazachstanu księdza Bukowińskiego.

– To była prośba kardynała, żebym ja to wydał. Nie miałem wtedy pojęcia o wydawaniu, ale ta książka zmieniła moje życie – mówi.

Dodaje, że publikacja szybko zwróciła uwagę, także służb sowieckich.

Spotkanie po 50 latach

Rocznica wydarzeń z 1976 roku będzie okazją do spotkania z uczestnikami tamtych wydarzeń. Jegliński zapowiada, że podczas spotkania pojawią się także osoby, które w Polsce odbierały powielacz i zaczynały działalność wydawniczą.

– 6 maja o godzinie 17 w Przystanku Historia w Warszawie odbędzie się spotkanie, gdzie będą też ci, którzy po drugiej stronie odbierali ten powielacz – zapowiada.

Przeczytaj więcej

Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”