Teraz na antenie:
Radio Wnet

Jerzy Woy-Wojciechowski. Lekarz, który pisał przeboje

Jerzy Woy-Wojciechowski to postać, której biografia nie mieści się w jednym zawodzie ani w jednym życiorysie. Profesor medycyny, specjalista chirurgii kostnej i medycyny nuklearnej, autor około 130 prac naukowych i 500 popularnonaukowych, a jednocześnie pianista, kompozytor i twórca Teatrzyku Piosenki Lekarzy Eskulap. To właśnie on napisał muzykę do znanego przeboju „Goniąc kormorany”, a przez ponad trzy dekady prowadził zespół, który wyrósł z potrzeby wspólnego muzykowania lekarzy.

W rozmowie wspomina dzieciństwo, pierwsze lekcje gry, studia medyczne, początki komponowania i czas, kiedy Eskulap występował nie tylko w Polsce, ale też w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Przez cały czas wraca też do jednej myśli: że bez muzyki jego życie i jego praca byłyby po prostu uboższe.

Jak Jerzy Woy-Wojciechowski zaczął grać na fortepianie?

Sam o sobie mówi z charakterystycznym dystansem. „Nazywam się, mam na imię Jerzy, Woy-Wojciechowski. Woy przez Y, potem jest kreseczka i Wojciechowski. No i to wszystko chyba, życie mnie przedstawia” – mówi na początku rozmowy.

Do muzyki trafił wcześnie, choć – jak sam podkreśla – z początku nie był zachwycony takim kierunkiem. „Na fortepianie zacząłem grać późno, bo miałem już sześć lat, koledzy grali w piłkę nożną, a ja patrzyłem w okno, wolałbym kopać piłkę razem z nimi” – wspomina. Z czasem jednak stało się coś, co sam opisuje bardzo obrazowo. „Wpadnę jak pająk w pajęczą sieć, że pokocham tak bardzo muzykę”.

Pierwsze lekcje pobierał jeszcze w Kleczewie, gdzie jego ojciec pracował jako stomatolog. Uczył się u miejscowego organisty, a potem coraz mocniej wchodził w świat muzyki, który miał mu już towarzyszyć przez całe życie.

Bliski Wschód to tylko etap. Ameryka patrzy już na Chiny
Bliski Wschód to tylko etap. Ameryka patrzy już na Chiny

Negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a Iranem są zawieszone, ale konflikt daleki jest od zakończenia – ocenił Szczepa…

Dzieciństwo między Kleczewem a Włocławkiem

Wspomnienia Jerzego Wojciechowskiego są mocno zakorzenione w konkretnych miejscach. Urodził się w Inowrocławiu, ale dzieciństwo i młodość zapamiętał również przez Kleczew i Włocławek. To właśnie we Włocławku uczył się dalej, chodził do renomowanego gimnazjum i coraz bardziej zanurzał się zarówno w naukę, jak i w muzykę.

Opowiadając o tym czasie, wraca nie tylko do instytucji i nauczycieli, ale też do emocji związanych z młodością. W jego relacji widać, że te miejsca do dziś pozostają ważną częścią osobistego krajobrazu. Wspomina kościół św. Jana, promenadę nad Wisłą i szkołę, która została przez niego zapamiętana jako ważny etap dojrzewania.

Studia medyczne i równoległa droga muzyczna

Choć jego życiowa droga zawodowa ostatecznie poszła w stronę medycyny, muzyka nigdy z niej nie zniknęła. Na studia medyczne dostał się z listy rezerwowej, po długim oczekiwaniu i niepewności. „Nagle okazało się, że tych dzieci robotniczo-chłopskich nie stawiło się na studia wielu. I pewnego dnia czytam moje nazwisko, że zostałem z listy rezerwowej przyjęty na studia. No, radość szalona” – wspomina.

Na pierwszym roku medycyny dostał się też do szkoły muzycznej. Jak mówi, nie traktował tego jak ciężaru, ale jak naturalne przedłużenie własnych pasji. „Chodziłem na te zajęcia z wielką ochotą. Połykałem nie tylko wiedzę teoretyczną, ale ćwiczyłem też zapamiętane gamy i etiudy najróżniejsze”.

To właśnie wtedy zaczął też budować środowisko, z którego z czasem wyrośnie coś znacznie większego niż studencki zespół.

„Alif i A” oraz niedźwiedź z małym problemem. Książki, które uczą dzieci uważności
„Alif i A” oraz niedźwiedź z małym problemem. Książki, które uczą dzieci uważności

„Alif i A. Wędrówki wśród alfabetów” oraz „Mam mały problem, powiedział niedźwiedź” pomagają rozmawiać z dziećmi o świec…

Teatrzyk Piosenki Lekarzy Eskulap

Na pierwszym roku studiów Jerzy Wojciechowski założył grupę muzyczną złożoną ze studentów medycyny. Z czasem przyjęła nazwę Teatrzyk Piosenki Lekarzy Eskulap i stała się przedsięwzięciem wyjątkowym w skali kraju. Sam twórca mówi, że nazwa przyszła dość naturalnie. „Chyba najlepiej będzie jednak Eskulap, bo to był przecież znany z historii, z prehistorii człowiek, który nas połączył również”.

Zespół wyróżniał się tym, że był tworzony przez lekarzy i medyków, a jego repertuar często łączył humor, tematykę zawodową i autorską muzykę. „Czym się wyróżnialiśmy? Że były piosenki pisane przez medyków i na tematy medyczne, co się nie zdarzało” – mówi Wojciechowski. Wspomina tu między innymi utwory takie jak „Śpiewający konsyliarze” czy „Wirusowe tango”.

Eskulap był więc czymś więcej niż artystycznym dodatkiem do pracy zawodowej. Stał się osobnym światem i ważną częścią życia jego członków.

„Czym się wyróżnialiśmy? Że były piosenki pisane przez medyków i na tematy medyczne, co się nie zdarzało”

Eskulap za oceanem. Koncerty w USA i Kanadzie

W historii teatrzyku ważne miejsce zajmują zagraniczne wyjazdy. Zespół występował trzykrotnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Dla Wojciechowskiego był to nie tylko sukces artystyczny, ale też ogromne przeżycie emocjonalne związane ze spotkaniem z Polonią.

Wspomina, że początkowo nie chciano im wydać paszportów, bo władze obawiały się, że lekarze nie wrócą do kraju. Ostatecznie jednak wyjazd doszedł do skutku. „Daliśmy 40 koncertów w czasie pierwszego wyjazdu” – mówi.

Najmocniej zapamiętał reakcje publiczności. Podczas koncertów pojawiały się obrazy Warszawy, wspomnienia przedwojennych piosenek i sceny z Polski, których wielu obecnych nie widziało od dziesięcioleci. „Ludzie się tam tak cieszyli naszą obecnością” – wspomina. I dodaje, że widział łzy u widzów, którzy oglądali slajdy z miejsc znanych z młodości.

Koncert pamięci Ormian. Wieczór muzyki, historii i nadziei
Koncert pamięci Ormian. Wieczór muzyki, historii i nadziei

W Kościele Dominikanów przy ul. Freta 10 w Warszawie odbędą się uroczystości związane z rocznicą ludobójstwa Ormian. Po …

Jak powstała piosenka „Goniąc kormorany”?

Wojciechowski opowiada też historię swojego najbardziej rozpoznawalnego utworu. Jak przyznaje, po studiach wcale nie marzył o wielkim mieście. Chciał wyjechać na Mazury. „Powiedziałem, nie jest wszystko jedno, byle tylko na Mazurach” – wspomina.

To właśnie tam, w czasie pracy i pobytu nad jeziorami, wydarzyła się scena, która później przerodziła się w piosenkę. Wspomina moment, kiedy siedział z koleżanką na wyspie, zaskoczeni przez pogodę, i zobaczył duże czarne ptaki. „Pytam się, wiesz może, co to za ptaki? Ona mówi, tak, to kormorany”.

Ten obraz i ten nastrój wróciły później z pełną siłą. „Kiedy wróciłem po wielu miesiącach, przypomniałem sobie ten nastrój, tę wyspę i napisałem piosenkę” – mówi. Pierwszy tekst napisał sam, później powstała druga, bardziej znana wersja słów autorstwa Andrzeja Tylczyńskiego, którą zaśpiewał Piotr Szczepanik. To właśnie ona weszła do historii polskiej piosenki.

fot. Redakcja Wnet ze zbiorów Jerzego Woya-Wojciechowskiego

Medycyna i muzyka. Dwie pasje w jednym życiu

W rozmowie Jerzy Woy-Wojciechowski wielokrotnie wraca do pytania, jak godził dwa tak wymagające światy. Jego odpowiedź jest bardzo prosta: nie chciał z żadnego rezygnować. Po studiach medycznych próbował nawet dostać się do wyższej szkoły muzycznej, ale spotkał się z odmową. Nie porzucił jednak marzeń i dalej uczył się prywatnie, samodzielnie rozwijając warsztat kompozytorski.

Mówi też wprost, że muzyka była dla niego konieczna, by utrzymać równowagę. „Ciągle mi się wydawało, że bez muzyki to moja praca będzie jakaś taka szara” – przyznaje.

To właśnie dlatego przez lata równolegle prowadził pracę lekarza, badacza i twórcy. W jego biografii nie było ostrego rozdziału między tym, co naukowe, a tym, co artystyczne. Jedno dopełniało drugie.

Dlaczego lekarze tak ciągną do muzyki

W jednej z najciekawszych części rozmowy Jerzy Woy-Wojciechowski mówi o tym, że medycyna i muzyka wcale nie są od siebie tak dalekie, jak mogłoby się wydawać. Nie chodzi o jakieś tajemnicze pokrewieństwo dyscyplin, ale o doświadczenie codziennego napięcia, odpowiedzialności i przeciążenia.

„Zawód lekarza, sztuka leczenia jest tak wyczerpująca” – mówi. Opowiada o dyżurach, stresie, odpowiedzialności za chorych i o tym, jak wielu lekarzy szukało później oddechu właśnie w muzyce. „To dawało relaks i poczucie piękna” – podkreśla.

W tej opowieści muzyka nie jest hobby dla prestiżu. Jest realnym schronieniem i przeciwwagą dla ciężaru pracy. Dlatego – jak wynika z jego wspomnień – lekarze tak chętnie pojawiali się na koncertach i tak mocno lgnęli do sztuki.

Jose Carreras i „Senza Ritorno”

Wojciechowski z dużą satysfakcją mówi o jednej ze swoich kompozycji, którą nagrał Jose Carreras z filharmonikami wiedeńskimi. To utwór „Senza Ritorno”, który uważa za jeden z ważnych momentów swojej drogi kompozytorskiej.

Wspomina, że kiedyś zagrał tę melodię Carrerasowi, a później, ku własnemu zaskoczeniu, usłyszał ją od niego zanucaną. „Pamiętasz to? Ja to chętnie nagram” – miał usłyszeć od słynnego tenora. Tak właśnie polska kompozycja weszła na międzynarodową płytę.

Dla człowieka, który uczył się kompozycji prywatnie i przez wiele lat równolegle prowadził życie lekarza, taki moment musiał mieć wyjątkową wagę.

Jerzy Woy-Wojciechowski dziś. „Biedni są ludzie bez pasji”

W całej rozmowie widać, że Jerzy Woy-Wojciechowski patrzy na swoje życie przede wszystkim przez pryzmat pasji. Nie mówi o sukcesie wprost, nie buduje pomników własnej biografii, ale raz po raz wraca do przekonania, że pasja jest czymś, co ratuje człowieka przed przeciętnością i pustką.

„Biedni są ludzie, którzy nie mają pasji” – pada w pewnym momencie rozmowy z ust żony kompozytora – Alicji Woy-Wojciechowskiej. To zdanie dobrze podsumowuje całą jego historię. Medycyna była jego zawodem, muzyka jego drugim życiem, a Teatrzyk Eskulap próbą połączenia obu tych światów w jeden sensowny rytm.

Dlatego ta opowieść jest nie tylko biografią kompozytora „Kormoranów”, ale też historią o tym, jak da się przeżyć życie szerzej, niż podpowiadają zawodowe etykiety.

fot. Redakcja Wnet ze zbiorów Jerzego Woya-Wojciechowskiego

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Kolejna edycja literackiego pikniku Biblioteki Narodowej. O imprezie opowiada dyrektor Tomasz Makowski
Kolejna edycja literackiego pikniku Biblioteki Narodowej. O imprezie opowiada dyrektor Tomasz Makowski
Koniec farm trolli? Miłosz Lodowski: „Wojnę o Wołyń w sieci wygraliśmy dzięki nowej funkcji”
Koniec farm trolli? Miłosz Lodowski: „Wojnę o Wołyń w sieci wygraliśmy dzięki nowej funkcji”
,,Mistyczka”, czyli historia Alicji Lenczewskiej wkrótce w kinach!
,,Mistyczka”, czyli historia Alicji Lenczewskiej wkrótce w kinach!