Z reguły artystów sceny i filmu pamiętamy przez pryzmat sukcesów, nagród i sprzedanych płyt. Są jednak również i tacy, których historia wykracza daleko poza muzykę. Ich życie staje się opowieścią o talencie, samotności, cenie sławy i kruchej granicy między geniuszem a autodestrukcją. Do tego grona bez wątpienia należała Amy Winehouse – wokalistka, która w kilka lat przeszła drogę od londyńskiej dziewczyny zakochanej w jazzie do światowej ikony, a później stała się symbolem artysty, którego świat zachwycił się talentem, ale nie zawsze potrafił ochronić człowieka.
Tutaj do wysłuchania rozmowa z Sabiną Karwalą:
Najbardziej przejmujące jest jednak to, że sama nigdy nie chciała być wielką gwiazdą. „Nie jestem ‘Amy gwiazda’, jestem ‘Amy dziewczyna z gitarą’” – mówiła. To zdanie jest kluczem do zrozumienia jej fenomenu. Za charakterystycznym makijażem, wysoką fryzurą i sceniczną pewnością siebie kryła się osoba niezwykle wrażliwa, zakochana w muzyce dawnych mistrzów jazzu – Billie Holiday, Sarah Vaughan czy Elli Fitzgerald.






