Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Prokurator człowiekowi wilkiem

Pozornie nieistotna sprawa tzw. wytyku służbowego wobec represjonowanej przez żurkizm-bodnaryzm prokurator Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej pokazuje jak w soczewce, na jakie manowce zbłądziła dzisiejsza prokuratura. Uzurpatorzy chcą dopaść niepokorną prokuratorkę, nawet kosztem interesu prawnego starszego człowieka, który nie może doczekać się sprawiedliwości.
Prokurator człowiekowi wilkiem

Prokuratura Krajowa/ fot. Jakub Pilarek

O wytykach słów kilka

Piszę o sprawie z jednej strony błahej, z drugiej szokującej. Chodzi o tak zwany wytyk służbowy w prokuraturze. To coś mniejszego kalibru, niż przewinienie dyscyplinarne, za które w najbardziej skrajnych sytuacjach można nawet wylecieć z zawodu. Wytyk to niby nic wielkiego. Przełożony wytyka coś podwładnemu, gdy ten dopuścił się oczywistego naruszenia prawa, podczas prowadzenia postępowania. Oczywistego, ale nawet nie ze średniej półki, na drabinie bytów naruszeń prawa przez prokuratorów.

Delikwent może się z wytykiem nie zgodzić i wtedy sprawa trafia przed Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym. W trakcie postępowania sąd wysłuchuje „wytykanego”, a także rzecznika dyscyplinarnego, który jednak zajmuje tu jakby pozycję nie tyle oskarżyciela, co opiniującą. Od orzeczenia sądu przysługuje odwołanie.

I właśnie na tym etapie znajduje się sprawa prokurator Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej, być może znanej słuchaczom Radia Wnet z występów w moim programie „Prawodajnia”, a także z ofensywnej krytyki „uzurpatorów” w prokuraturze, prowadzonej na portalu X. Tryfon-Wilkoszewska jako jedyna chyba w całej Polsce przedstawicielka „dołów” prokuratorskich zakwestionowała władztwo Dariusza Korneluka.

W środę Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym będzie się pochylał nad sprawą wytyku, który wystosowali wobec niej przełożeni.

Historia Józefa Wódki

By wyjaśnić, o co w niej chodzi, trzeba naszkicować postać Pana Józefa Wódki, który wśród wielu warszawskich prokuratorów uchodzi za etatowego tzw. pieniacza procesowego. Mężczyzna hurtowo składa zawiadomienia na prokuratorów z powodu odmawiania przez nich wszczęcia śledztwa z jego zawiadomień. Zawiadomienia te są rozpoznawane odmownie – i tak w koło Macieju.

O co chodzi Józefowi Wódce? O krzywdę z dość zamierzchłej przeszłości. Sprawę opisywały kilka lat temu media Tomasza Sakiewicza – Republika i Gazeta Polska Codziennie.

Był grudzień 2000 r. Pan Józef od 17 lat pracował w firmie Mostostal Warszawa. Wtedy była to jedna z największych firm budowlanych. To ona m.in. budowała gmach Naczelnego Sądu Administracyjnego przy ul. Gabriela Boduena 3/5 w Warszawie. Pan Józef był robotnikiem pracującym w hałasie. Zachodziło duże prawdopodobieństwo, że doznał uszkodzenia słuchu, lekarze postanowili to zbadać. Pierwsze badanie wykazało, że pan Józef Wódka istotnie słuch ma uszkodzony. Utrata słuchu na poziomie 36 dB w uchu prawym i 46 dB w uchu lewym. To jednak nie wystarczyło, by dolegliwość ta została uznana za chorobę zawodową. Trzeba było, by potwierdził to inny lekarz, który wydałby orzeczenie o chorobie zawodowej

– pisała GPC w 2018 roku.

W kolei Republika na swoim portalu wyjaśniała, że podczas badania lekarskiego Józef Wódka miał się spotkać z propozycją łapówki od medyka. Nie wręczył jej i z tego powodu lekarz wypisał mu niekorzystne dla niego zaświadczenie – po złości.

Następnie w swoich działaniach prawnych, wymierzonych w Głównego Inspektora Sanitarnego, który podejmował decyzję ws. mężczyzny, jako osoba, która nie była profesjonalnym prawnikiem – i którą być może nie było stać na zapłacenie za taką pomoc – Józef Wódka powołał się na przepisy, które w dacie czynu zarzucanego GIS, jeszcze nie obowiązywały.

„Czeski film” w sprawie prokurator Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej
„Czeski film” w sprawie prokurator Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej

W piątek Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym przedłużył zawieszenie prokurator Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej. S…

Prokurator pochyla się nad krzywdą obywatela

I właśnie dlatego prokuratura konsekwentnie odmawiała zajęcia się tą sprawą. Na każdą odmowę wszczęcia mężczyzna składał kolejne zawiadomienie na prokuratora. Było ich łącznie około 200!!! Aż wreszcie sprawa trafiła do Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej, która nie założyła z góry, że mężczyzna jest „pieniaczem procesowym” czy „wariatem”, tylko, że być może w sposób niezbyt udolny prawnie, usiłuje uzyskać sprawiedliwość, która mu się należy.

Tryfon-Wilkoszewska postanowiła dotrzeć do istoty zagadnienia. Było jasne, że nawet, jeżeli u zarania sprawy doszło do przestępstw, to były one już przedawnione. Ale by stwierdzić, że czyn jest przedawniony, trzeba najpierw go ustalić. To dlatego prokuratura prowadzi takie postępowania. Oczywiście nie było też mowy o przestępstwach prokuratorów, których odmowy wszczęcia były w granicach prawa.

Jednak prawdziwą intencją Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej było coś innego. Chciała zbadać sprawę w aspektach dotychczas niedostrzeganych, które mogłyby być podstawą do wznowienia postępowania administracyjnego. Tak by stan prawny wreszcie był zgodny ze stanem zdrowia Józefa Wódki.

Ale że prokuratorka, jak każdy w prokuraturze rejonowej, była zawalona robotą, to nie udało jej się zmieścić w terminie instrukcyjnym 30 dni na wszczęcie postępowania karnego. Przekroczyła ten termin o wiele miesięcy. Sęk jednak w tym, że przez okres zajmowania się sprawą Iwona Tryfon-Wilkoszewska przez wiele miesięcy przebywała na zwolnieniach lekarskich. A usprawiedliwiona nieobecność nie może być zliczana w okres, który obejmują jakiekolwiek zarzuty służbowe.

Zwolnienia? – nieważne, świadkowie? – niepotrzebni

Jak się jednak okazuje, nie jest to jasne dla nowych kadr bodnarowsko-żurkowskiej prokuratury. Wytyk przedstawiony Iwonie Tryfon-Wilkoszewskiej obejmuje bowiem ciurkiem cały okres od wpłynięcia sprawy Józefa Wódki do referatu prokuratorki, aż do jej odsunięcia od spraw karnych, za kwestionowanie Dariusza Korneluka.

„Wytykający” mieli też za nic, że Tryfon-Wilkoszewska swoje działanie konsultowała ze swoim przełożonym w Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Znał on jej motywacje i aprobował sposób działania. Robił tak, bo było jasne, że chodzi o próbę pomocy biednemu człowiekowi.

Sąd dyscyplinarny w I instancji nie zgodził się na przesłuchanie prokuratora w charakterze świadka, uznając, że jest to postępowanie bez czynności dowodowych. Ale sam już pewne kroki w tym obszarze wcześniej podejmował. Wykazał więc niekonsekwencję. (Swoją drogą, cóż to byłoby za postępowanie, w którym nie można się bronić poprzez pokazywanie faktów?).

Jedno z pism Józefa Wódki, złożone do prokuratury w czasie sprawy zostało zinterpretowane jako rodzaj skargi na Iwonę Tryfon-Wilkoszewską. Sam Wódka w późniejszej korespondencji wynosił prokuratorkę pod niebiosa, jako jedyną, która realnie pochyliła się jego sprawą. To też nikogo nie przekonało.

Ukaranie Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej wytykiem poparła rzeczniczka dyscyplinarna Katarzyna Szeska, kiedyś w stowarzyszeniu Lex Super Omnia, dziś rozczarowaną bodnarowsko-żurkowską rewolucją w prokuraturze. To jednak nie wystarczyło, by stanąć za nękaną prokuratorką.

Na początku wspomniałem, że sprawa ta jest i błaha, i szokująca. Tak. Błaha, bo przecież ciężar gatunkowy zarzutów jest niewielki. Ale szokuje ona moralnie. Bo Tryfon-Wilkoszewska za swoje działanie w tej sprawie powinna dostać nagrodę. Jako jedyna z 200 prokuratorów, którzy pochylali się nad tą sprawą zadała sobie trud, by pomyśleć o sprawiedliwości, a nie tylko zamknięciu postępowania i statystyce.

Przeczytaj więcej

Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”