O wytykach słów kilka
Piszę o sprawie z jednej strony błahej, z drugiej szokującej. Chodzi o tak zwany wytyk służbowy w prokuraturze. To coś mniejszego kalibru, niż przewinienie dyscyplinarne, za które w najbardziej skrajnych sytuacjach można nawet wylecieć z zawodu. Wytyk to niby nic wielkiego. Przełożony wytyka coś podwładnemu, gdy ten dopuścił się oczywistego naruszenia prawa, podczas prowadzenia postępowania. Oczywistego, ale nawet nie ze średniej półki, na drabinie bytów naruszeń prawa przez prokuratorów.
Delikwent może się z wytykiem nie zgodzić i wtedy sprawa trafia przed Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym. W trakcie postępowania sąd wysłuchuje „wytykanego”, a także rzecznika dyscyplinarnego, który jednak zajmuje tu jakby pozycję nie tyle oskarżyciela, co opiniującą. Od orzeczenia sądu przysługuje odwołanie.
I właśnie na tym etapie znajduje się sprawa prokurator Iwony Tryfon-Wilkoszewskiej, być może znanej słuchaczom Radia Wnet z występów w moim programie „Prawodajnia”, a także z ofensywnej krytyki „uzurpatorów” w prokuraturze, prowadzonej na portalu X. Tryfon-Wilkoszewska jako jedyna chyba w całej Polsce przedstawicielka „dołów” prokuratorskich zakwestionowała władztwo Dariusza Korneluka.
W środę Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym będzie się pochylał nad sprawą wytyku, który wystosowali wobec niej przełożeni.





