Teraz na antenie:
Radio Wnet
Społeczeństwo

Służba zdrowia w zapaści. Miziołek: dziś kolejki, jutro katastrofa… może dociągną do wyborów

– Ten system jakoś sobie dotrwa spokojnie do wyborów, po czym będzie po prostu katastrofa – mówi Joanna Miziołek. Dziennikarka wskazuje na cięcia w zabiegach, dłuższe kolejki i rosnący paraliż szpitali – innymi słowy służba zdrowia jest w pogłębiającym się kryzysie.
Służba zdrowia w zapaści. Miziołek: dziś kolejki, jutro katastrofa… może dociągną do wyborów

Szpital, zdjęcie przykładowe/ fot. adrian vieriu/pexels.com

Służba zdrowia – pogłębiający się kryzys

Joanna Miziołek w rozmowie o sytuacji w ochronie zdrowia stawia bardzo mocną diagnozę: system jeszcze przez jakiś czas będzie funkcjonował, ale coraz wyraźniej widać, że odbywa się to kosztem pacjentów. Jej zdaniem ograniczanie finansowania zabiegów i badań doprowadzi do dalszego wydłużania kolejek, pogarszania stanu chorych i narastającego kryzysu w szpitalach.

– Ten system jakoś sobie dotrwa spokojnie do wyborów, po czym będzie po prostu katastrofa – mówi Joanna Miziołek.

Jak podkreśla, skutki są już widoczne. Ograniczenia dotyczą nie tylko zabiegów planowych, ale też diagnostyki i rehabilitacji. W rozmowie pada przykład zabiegów usunięcia zaćmy, ale lista problemów jest szersza.

– To jest takie postępowanie, które prowadzi do tego, że ludzie będą coraz bardziej chorzy. To znaczy, że nie tylko kwestie zabiegów na zaćmę, tylko też gdzieś tomografii, gdzieś obcinania rehabilitacji. Jak państwo chcieliby teraz zadzwonić, umówić na rehabilitację jakąś osobę chorą, to będziecie państwo czekać zdecydowanie jeszcze dłużej. Nie dość, że to było bardzo długo, to teraz po prostu dostanie się termin za cztery lata – mówi.

Coraz dłuższe kolejki i coraz późniejsze leczenie

Zdaniem Miziołek największy problem polega na tym, że pacjenci nie trafiają na leczenie wtedy, gdy można im jeszcze realnie pomóc szybko i skutecznie. Ograniczenia finansowania sprawiają, że choroba się rozwija, a to później oznacza większe koszty dla całego systemu.

– To wszystko powoduje, że leczenie na pewnym etapie, kiedy ten pacjent może być zdrowy, staje się niemożliwe – mówi.

Ten sam mechanizm, jak zaznacza, dotyczy także onkologii.

– To samo jest w przypadku onkologii. To znaczy, że ci pacjenci, którzy są na początkowej fazie, na to leczenie również zostało obcięte finansowanie. I wtedy im bardziej oni chorują, tym bardziej są kosztowni dla systemu – podkreśla Joanna Miziołek.

W jej ocenie obecne decyzje nie rozwiązują problemu, tylko przesuwają go w czasie, a jednocześnie pogarszają stan pacjentów, którzy później będą wymagać trudniejszego i droższego leczenia.

Szpitale wykorzystują limity i przesuwają leczenie

Rozmówczyni Radia Wnet zwraca uwagę także na mechanizm limitów. Jeżeli placówka wyczerpie środki przewidziane na dany okres, to nawet mając sprzęt, personel i gotowego do leczenia pacjenta, nie może działać normalnie.

– Skoro właśnie szpital wykorzysta ten limit, to wtedy mimo tego, że ma narzędzia, ma ludzi i ma pacjenta, który mógłby zostać przebadany czy zrobiony mu zabieg, to po prostu czeka do następnego roku – mówi Joanna Miziołek.

To właśnie dlatego, jej zdaniem, dyrektorzy szpitali zaczynają otwarcie mówić o protestach i o tym, że system faktycznie „kolejkuje” leczenie na kolejne miesiące i lata. W efekcie pacjent nie trafia do systemu wtedy, kiedy powinien, ale wtedy, kiedy pozwoli na to księgowy limit.

Nie tylko brak pieniędzy, ale też brak decyzji

W rozmowie wybrzmiewa też druga mocna teza: problem nie polega wyłącznie na tym, że system jest drogi i niewydolny, ale również na tym, że od dawna brakuje politycznej odwagi, by naprawdę go zmienić.

– Czy ktoś ma pomysł? Myślę, że są jacyś ludzie, którzy już pewnie pracowali też trochę w rządzie, już wiedzą, jak ten system zdrowia wygląda. To nie jest tak, że po prostu system jest niewydolny, więc wszyscy nad tym zapłaczmy. Na pewno da się to zrobić – mówi Joanna Miziołek.

Wskazuje przy tym, że możliwe są różne kierunki zmian – zarówno po stronie finansowania, jak i organizacji opieki nad pacjentem. Wspomina choćby pomysł silniejszej roli lekarza pierwszego kontaktu, który prowadziłby chorego dalej przez system i koordynował kontakt ze specjalistami.

– Są też jakieś pomysły, żeby taki lekarz pierwszego kontaktu prowadził pacjenta na tyle, żeby to on kontaktował go z lekarzem specjalistą i tak dalej, żeby to było takie holistyczne – mówi.

Zarazem dodaje, że od lat nikt nie chce naprawdę „dotknąć” ochrony zdrowia, bo każda większa zmiana budzi lęk polityczny i ryzyko krytyki.

– Nikt nie jest na tyle odważny, żeby w ogóle reformować służbę zdrowia, bo każdy się boi jej dotykać – ocenia.

System działa coraz gorzej

Miziołek mówi wprost, że przez lata ochrona zdrowia funkcjonowała źle, ale jednak działała. Dziś – w jej ocenie – widać już wyraźnie, że system nie jest nawet porządkowany, tylko coraz bardziej pozostawiany sam sobie.

– Przez 30 lat ten system jakoś kulawo funkcjonował. A teraz mam wrażenie, że puściliśmy to sobie samopas, co po prostu zmierza do tego, że my się nie będziemy leczyć, że będzie ta sytuacja naprawdę dramatyczna – mówi.

W jej ocenie problem dotyczy nie tylko pieniędzy, ale też braku jasnych zasad odpowiedzialności i organizacji całego systemu. Pada również krytyczna uwaga wobec obecnego kierownictwa zdrowia.

– Jestem zaskoczona, bo pani Sobierajska-Grenda przecież zarządzała szpitalem. Dlaczego ona się boi każdej decyzji? Pani Leszczyna podejmowała złe decyzje, ale ona je podejmowała. Natomiast pani Grenda nie robi zupełnie nic – mówi Joanna Miziołek.

I dodaje: – O tym mówi środowisko lekarskie, pielęgniarskie, środowisko ochrony zdrowia, że od dziewięciu miesięcy nie wydarzyło się w służbie zdrowia dosłownie nic.

Zdrowie może stać się tematem politycznym

Zdaniem rozmówczyni obecny kryzys może mieć także polityczne konsekwencje. Jak zauważa, przez lata służba zdrowia nie była dla wyborców głównym kryterium oceny rządzących, ale to może się zmieniać, bo problemy są coraz bardziej odczuwalne w codziennym życiu.

– Wydaje mi się, że pierwszy raz, jeżeli rząd Donalda Tuska nic nie zrobi, a wydaje mi się, że nic nie zrobi, bo dziura do zasypania jest ogromna, to 2027 rok będzie pod znakiem też służby zdrowia – mówi Joanna Miziołek.

Dodaje, że ludzie coraz częściej widzą, iż bez prywatnych pieniędzy nie są w stanie szybko uzyskać pomocy.

– Ludzie zobaczyli, jak mocno się pogorszyła służba zdrowia, że oni nie są w stanie korzystać ze służby zdrowia i muszą uciekać do służby prywatnej. Jak nie mają pieniędzy, to czekają w tych kolejkach i po prostu umierają – mówi.

Przeczytaj więcej

Prof. Krzysztof Bielecki o kryzysie w służbie zdrowia: „Zrobili ze szpitali drugą Biedronkę”
Prof. Krzysztof Bielecki o kryzysie w służbie zdrowia: „Zrobili ze szpitali drugą Biedronkę”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Rada Warszawy i polityczny teatr. Radna ujawnia: „Chcieli znudzić media i mieszkańców” [WIDEO]
Rada Warszawy i polityczny teatr. Radna ujawnia: „Chcieli znudzić media i mieszkańców” [WIDEO]