Teraz na antenie:
Radio Wnet
Społeczeństwo

Rowiński: chrześcijańska Afryka została wymazana przez islam

Afryka Północna była kiedyś jednym z najmocniejszych ośrodków chrześcijaństwa, ale po ekspansji islamu niemal całkowicie utraciła swoją dawną tożsamość – mówi Tomasz Rowiński. Redaktor naczelny „Christianitas” przypomina, że ziemia, po której dziś stąpa papież Leon XIV, to także ziemia św. Augustyna, Kartaginy i wielkich wspólnot chrześcijańskich.
Rowiński: chrześcijańska Afryka została wymazana przez islam

Wielki Meczet w Algierze, fot. Rachid Hamatou/wikipedia

Ziemia św. Augustyna

Rowiński podkreśla, że z perspektywy chrześcijańskiej historię tej ziemi trzeba zacząć od epoki starożytnej. To wtedy Afryka Północna była jedną z najmocniejszych prowincji chrześcijańskiego świata.

To była najmocniejsza chrześcijańska prowincja świata starożytnego

– mówi Tomasz Rowiński.

Nie chodziło wyłącznie o samego św. Augustyna. Jak zaznacza, w miastach takich jak Tagasta czy Kartagina działały silne wspólnoty i wybitni autorzy, którzy ukształtowali dziedzictwo starożytnego chrześcijaństwa.

Leon XIV w Algierii. Papież przyjechał z przesłaniem pokoju
Leon XIV w Algierii. Papież przyjechał z przesłaniem pokoju

Papież Leon XIV rozpoczął wizytę w Algierii. Do stolicy kraju przybył rano i – jak relacjonowaliśmy w specjalnym wydaniu…

Islam szedł jak walec

Późniejsza historia tego regionu to jednak historia gwałtownego załamania. Rowiński zwraca uwagę, że od VII wieku islam zaczął zmieniać cały basen Morza Śródziemnego, a chrześcijańska Afryka Północna została przez tę falę po prostu zmieciona.

„Islam szedł jak walec” – mówi.

W jego ocenie dzisiaj wielu chrześcijan patrzy na ten proces ze zdziwieniem, zastanawiając się, dlaczego tak silne i gorliwe wspólnoty uległy presji islamizacji. Odpowiedź nie jest prosta, ale jedno – jak podkreśla – jest pewne: nie była to historia łagodnego współistnienia.

Chrześcijanie stali się obywatelami drugiej kategorii

Rowiński przypomina, że muzułmańskie podboje oznaczały nie tylko militarne zwycięstwo, ale też trwałą zmianę statusu chrześcijan. Owszem, nie zawsze byli oni fizycznie eliminowani, ale systemowo spychano ich na margines życia społecznego i politycznego.

Chrześcijanie stali się obywatelami drugiej kategorii

– podkreśla.

Według niego formuła dimmi, często przedstawiana jako przejaw tolerancji, w rzeczywistości oznaczała trwałe upokorzenie: wyższe podatki, wykluczenie z życia publicznego i ciągłą presję, by porzucić własną wiarę. Taka sytuacja, nałożona na osłabione już wcześniej struktury Kościoła, prowadziła do stopniowego zaniku chrześcijaństwa.

Afryka Północna została odcięta od Zachodu

Rowiński zwraca uwagę, że chrześcijaństwo w Afryce Północnej nie upadło wyłącznie wskutek przemocy zewnętrznej. Region był już wcześniej osłabiony politycznie i religijnie. Wojny końca Cesarstwa Rzymskiego, wewnętrzne konflikty oraz obecność licznych sekt chrześcijańskich rozbijały jedność Kościoła.

Do tego doszło postępujące odcięcie od świata zachodniego. „To nie był czas internetu” – zauważa z przekąsem.

Słabły więzi z Rzymem i z chrześcijańską Europą, a kiedy islam narzucił nowe warunki życia, wspólnoty północnoafrykańskie były już zbyt słabe, by skutecznie się bronić. Część z nich przetrwała jeszcze przez stulecia, być może nawet do XII wieku, ale ostatecznie zanikły.

Francuzi nie tylko kolonizowali

W rozmowie pojawia się również wątek dużo bardziej złożony niż prosty podział na kolonizatorów i ofiary. Rowiński zaznacza, że francuska obecność w Algierii była kolonizacją, ale zarazem przyniosła głęboką westernizację tej części Afryki.

Ta obecność francuska też bardzo zoksydentalizowała, uzachodniła tę kulturę algierską

– mówi.

Jego zdaniem część Algierczyków w czasie walk o niepodległość opowiadała się po stronie Francji nie tylko z powodów politycznych, ale także dlatego, że widziała w tej obecności szansę na uczestnictwo w kulturze Zachodu. Dlatego – jak sugeruje – historia francusko-algierska nie powinna być opowiadana wyłącznie w czarnych barwach.

Islam przejmował i wymazywał

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest refleksja Rowińskiego nad samą naturą cywilizacji islamskiej. Jego zdaniem potrafiła ona skutecznie inkorporować to, co zastała – miasta, kulturę, architekturę, filozofię – ale równocześnie wymazywała pamięć o dawnym źródle tych zjawisk.

„Islam zawsze inkorporuje do swojej kultury i nie cytuje” – mówi.

W jego ocenie dotyczy to zarówno tekstów filozoficznych, jak i całych przestrzeni cywilizacyjnych. Dawne miasta chrześcijańskie stawały się nowymi miastami islamu, a pamięć o ich wcześniejszej tożsamości znikała. To właśnie dlatego dziś tak niewielu pamięta, że wiele miejsc Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu miało niegdyś wyraźnie chrześcijański charakter.

Wschód, który zaczął fascynować Europę

Rowiński zauważa zarazem, że relacje Zachodu z islamem nie sprowadzały się wyłącznie do konfliktu. Z czasem Europa zaczęła fascynować się Wschodem – jego muzyką, architekturą i estetyką. Ta fascynacja szczególnie silnie rozwinęła się w XVIII i XIX wieku.

Nie zmienia to jednak jego zasadniczego wniosku: historia relacji chrześcijańsko-muzułmańskich w Afryce Północnej nie była historią niewinnej tolerancji, lecz długiego procesu podporządkowania, marginalizacji i wymazywania chrześcijańskiej obecności.

Przeczytaj więcej

Witt: Co ukrywa telefon sekretarki? Kulisy monakijskiego raju
Witt: Co ukrywa telefon sekretarki? Kulisy monakijskiego raju
Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę