Dziś Irlandia znajduje się w stanie, który trudno opisać prostym językiem tak zwanej polityki bieżącej. To nie jest już klasyczny protest, ani nawet seria protestów. To sytuacja, w której Irlandia i jej społeczeństwo zaczynają funkcjonować w dwóch różnych logikach, coraz mniej kompatybilnych ze sobą.
“A Rainy Night in Soho” – Irlandia, która przestała milczeć
Piąty dzień blokad, które rozpoczęły się we wtorek po świętach Wielkanocy, nie jest kontynuacją wydarzeń, lecz ich eskalacją. Napływ nielegalnych emigrantów i zdaniem Irlandczyków „obłaskawianie” ich pieniędzmi z irlandzkiego budżetu to jedno. Kryzys mieszkaniowy, galopujące ceny wynajmu, panoszące się fundusze i korporacje kupujące na pniu nowe apartamentowce, to drugi poziom frustracji Irlandczyków i rezydentów podkreślających, iż sporo irlandzkich deputowanych „dorabia” sobie wynajmem mieszkań.
Do tego nadciągnęła chmura kryzysy z drożyzną i widmem energetycznego blackoutu. W tym momencie nie chodzi już o pojedyncze demonstracje, ale o irlandzkie pospolite ruszenie, które systemowo uderzyło w infrastrukturę, która utrzymuje kraj w ruchu. Drożyzna i widmo beznadziei wezwało na ulice i irlandzkie autostrady rolników, transportowców, przetwórców, małych i średnich przedsiębiorców. Blokowane są porty, terminale paliwowe, główne węzły transportowe, centra miast i irlandzka rafineria. Wszędzie tam, gdzie zaczyna się fizyczna zdolność państwa do funkcjonowania gospodarczego.












