Teraz na antenie:
Radio Wnet
Społeczeństwo

Katastrofa smoleńska. Brutalna i przerażająca relacja brata ciotecznego Jarosława Kaczyńskiego z miejsca tragedii

Jan Maria Tomaszewski w archiwalnej rozmowie z Radiem Wnet wracał do 10 kwietnia 2010 roku. Jego relacja jest pełna drastycznych obrazów, oskarżeń pod adresem Rosjan i gorzkich słów o tym, że Donald Tusk – jak twierdził – nie złożył na miejscu Jarosławowi Kaczyńskiemu kondolencji.
Katastrofa smoleńska. Brutalna i przerażająca relacja brata ciotecznego Jarosława Kaczyńskiego z miejsca tragedii

Katastrofa smoleńska. Zniszczony Tu-154, fot. wikimedia.org/Bartosz Staszewski

W archiwalnym wywiadzie wyemitowanym przez Radio Wnet 9 września 2010 roku Jan Maria Tomaszewski – brat cioteczny Jarosława i Lecha Kaczyńskich – wrócił do wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Opowiadał o pierwszych godzinach po katastrofie smoleńskiej, locie z Jarosławem Kaczyńskim do Witebska i drodze do miejsca tragedii. Jego relacja jest brutalna, emocjonalna i pełna oskarżeń pod adresem rosyjskich służb. Padają też gorzkie słowa o Donaldzie Tusku.

Katastrofa smoleńska – szok i lot do Witebska

Tomaszewski wspominał, że o tragedii dowiedział się rano od znajomej. Włączył telewizor i zobaczył paski z informacją o katastrofie samolotu Lecha Kaczyńskiego. Jak mówił, natychmiast pojechał do szpitala do matki braci Kaczyńskich, gdzie był już Jarosław Kaczyński. Potem – na jego prośbę – ubrał się w garnitur i ruszył na lotnisko.

To było potworne. Otworzyłem telewizor, na paskach już wszystko latało, że rozwalił się samolot Leszka

– mówił Jan Maria Tomaszewski.

Relacjonował, że delegacja wystartowała po południu i wylądowała w Witebsku. Białorusini – jak oceniał – zachowali się wobec Polaków bardzo dobrze. Mówił o sprawnym przejeździe do granicy rosyjskiej, zamkniętych ulicach i salutujących funkcjonariuszach. Wszystko miało jednak zmienić się po przekroczeniu granicy.

Granica i rosyjski „horror”

W jego opowieści właśnie tam rozpoczął się „cały horror”. Tomaszewski podkreślał, że mimo obecności posłów i osób podróżujących z paszportami dyplomatycznymi Rosjanie urządzili szczegółową kontrolę.

To się zaczął cały już horror, jakiś w ogóle czarny film

– mówił.

Kinga Hałacińska o Smoleńsku i Katyniu: ta rana wciąż się nie zabliźniła
Kinga Hałacińska o Smoleńsku i Katyniu: ta rana wciąż się nie zabliźniła

– Ta przeszłość czasami staje się teraźniejszością – mówi Kinga Hałacińska, przypominając o Katyniu, Smoleńsku i współcz…

Według jego relacji kontrola trwała bardzo długo, a potem autobus z delegacją poruszał się w stronę Smoleńska w skrajnie wolnym tempie. Tomaszewski twierdził, że rosyjski pilot jadący przed kolumną prowadził pojazdy z prędkością około 25 kilometrów na godzinę, a później nawet wolniej. Zapamiętał też moment, gdy kolumna Donalda Tuska miała wyprzedzić autobus z Jarosławem Kaczyńskim.

W pewnym momencie wyprzedza nas kolumna z Tuskiem. Mercedesami nas gonią, przeganiają na sygnałach

– opowiadał.

W jego ocenie cała podróż sprawiała wrażenie celowego przeciągania. Mówił o 60 kilometrach pokonywanych przez dwie i pół godziny, o jeżdżeniu w kółko na skrzyżowaniu i o zamkniętej tuż przed autobusem bramie lotniska w Smoleńsku.

Tusk, Putin i scena na lotnisku

Kiedy delegacja w końcu dotarła na miejsce, zapadał już zmierzch. Tomaszewski zapamiętał dwa kontrastujące obrazy: z jednej strony dziennikarzy i wozy transmisyjne, z drugiej namiot, w którym mieli znajdować się Władimir Putin i Donald Tusk.

„W jednym z namiotów światła. I co tam jest? Pan Putin z panem Tuskiem. Ja to nazwałem, że robią show przed dziennikarzami” – mówił.

W jego relacji nie było później żadnego spotkania Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Tomaszewski podkreślał to bardzo mocno i wracał do tego w dalszej części rozmowy.

Drastyczny obraz po katastrofie

Najmocniejszy fragment wywiadu dotyczył tego, co – jak twierdził – zobaczył na miejscu katastrofy. Tomaszewski mówił o szczątkach samolotu rozrzuconych w błocie, o drobnych fragmentach metalu, o zniszczonym lasku brzozowym i o tym, że właściwie nie było już widać maszyny jako całości.

„Właściwie tego samolotu nie ma. To wszystko jest zmieszane, części samolotu zmieszane z błotem” – opowiadał.

Relacjonował też, że ciało Lecha Kaczyńskiego miało zostać odnalezione dzięki chipowi wszytemu w garnitur. Następnie – jak mówił – zaprowadzono jego i Jarosława Kaczyńskiego do miejsca, gdzie leżał prezydent.

Leszek leżał na ziemi. Nawet nie byli łaskawi postawić jakiegoś stołu czy coś. Po prostu na ziemi

– mówił.

W tej samej części rozmowy wspominał również Krzysztofa Putrę. Jak twierdził, rozpoznał go po charakterystycznych wąsach.

„Obok leżał Putra. Poznałem go po tych charakterystycznych wąsach” – mówił.

Dalej relacja staje się jeszcze bardziej drastyczna. Tomaszewski opisywał ciało Lecha Kaczyńskiego jako bardzo zniszczone i podkreślał, że Jarosław Kaczyński zachował w tamtej chwili ogromne opanowanie.

„Zwłoki były w workach na śmieci”

Jeszcze mocniej brzmiała relacja o tym, co Tomaszewski zobaczył wokół miejsca tragedii. Twierdził, że pod betonowym murem leżały worki przypominające te używane na śmieci, a w środku miały znajdować się ludzkie szczątki.

Leżały wory, takie jak my tutaj kupujemy na śmieci, takie niebieskie. I w tych worach prawdopodobnie, nawet chyba jestem pewny, były ludzkie części

– mówił.

To właśnie ten fragment wywiadu należy do najmocniejszych i najczęściej przywoływanych wypowiedzi Tomaszewskiego z tamtego okresu. W jego opowieści rosyjskie działania na miejscu katastrofy jawiły się jako chaotyczne, odczłowieczające i pozbawione elementarnego szacunku.

Brak kondolencji i nocny powrót

W dalszej części rozmowy Tomaszewski mówił, że do żadnego spotkania z Donaldem Tuskiem nie doszło. Używał przy tym bardzo ostrych słów.

Pan Tusk nie raczył podejść. Nie raczył złożyć kondolencji

– mówił.

Podkreślał, że kondolencje składali mu nawet znajomi z Austrii, a tym bardziej oczekiwał podobnego gestu od polskiego premiera wobec Jarosława Kaczyńskiego. Jednocześnie dobrze wspominał zwykłych mieszkańców i pracowników hotelu w Smoleńsku, którzy – jak relacjonował – przynieśli herbatę, jedzenie i zachowywali się życzliwie.

Potem miała pojawić się informacja, że Władimir Putin zgodził się na zabranie ciała Lecha Kaczyńskiego tym samym samolotem. Po kilku godzinach oczekiwania okazało się jednak, że zgody nie ma. Tomaszewski przedstawiał to jako kolejny element niezrozumiałej gry.

„Nie wiem, na czym polegała ta gra” – mówił.

Na tym jednak – według jego opowieści – problemy się nie skończyły. Już po wejściu na pokład samolotu, gotowego do odlotu, Rosjanie mieli jeszcze raz zarządzić kontrolę paszportów, a następnie sprawdzanie wnętrza maszyny.

„Cyrk, następny cyrk” – komentował Tomaszewski.

Do Warszawy delegacja wróciła dopiero nad ranem. Z perspektywy archiwalnego wywiadu z września 2010 roku relacja Jana Marii Tomaszewskiego pozostaje jednym z najmocniejszych i najbardziej emocjonalnych świadectw pierwszych godzin po katastrofie smoleńskiej – świadectwem, w którym osobista trauma miesza się z politycznym oskarżeniem i obrazami, które miały zostać w pamięci na zawsze.

Przeczytaj więcej

Koniec taryfy ulgowej. Pakt migracyjny i twarda rzeczywistość na Odrze
Koniec taryfy ulgowej. Pakt migracyjny i twarda rzeczywistość na Odrze
ZUS przelał Ci mniej niż 4781,44 zł? Możesz natychmiast przestać płacić. Wielu seniorów o tym nie wie!
ZUS przelał Ci mniej niż 4781,44 zł? Możesz natychmiast przestać płacić. Wielu seniorów o tym nie wie!
Czego poszukuje młody człowiek w Kościele, co sprawia że dzieci i młodzież pozostają we wspólnocie wiernych? Badanie Fundacji Instytut Dom na Skale
Czego poszukuje młody człowiek w Kościele, co sprawia że dzieci i młodzież pozostają we wspólnocie wiernych? Badanie Fundacji Instytut Dom na Skale