Gość Poranka Wnet mówi, że po objęciu sterów ministerstwa spraw zagranicznych Radosław Sikorski wyrzucił z pracy wielu przyzwoitych ludzi.
Wielu musiało iść na emerytury, nawet ci, którzy wcześniej dla niego pracowali przed laty. Sikorski wyrzucał ich za sam fakt bycia aktywnym urzędnikiem w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy. Albo ich „dekapitował”, albo zsyłał do tak zwanej piwnicy, albo do archiwum, byleby ich upokorzyć
– demaskuje modus operandi lidera KO Marcin Przydacz.




