Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Cieśnina Ormuz i miny „na łupinach”. Bruszewski o ryzyku eskalacji i terroru w Europie

Iran traci potencjał militarny, ale nie widać przełomu politycznego. Michał Bruszewski ocenia, że USA brakuje spójnej strategii i operacji psychologicznej.
Cieśnina Ormuz i miny „na łupinach”. Bruszewski o ryzyku eskalacji i terroru w Europie

Trump ogłasza przełom, Teheran czeka na konkrety

Posłuchaj całej rozmowy:

Michał Bruszewski, korespondent wojenny i ekspert Defense24, opisuje sytuację na Bliskim Wschodzie jako wojskowo jednostronną, ale politycznie nierozstrzygniętą. Jego zdaniem Iran został mocno przetrzebiony militarnie, jednak uderzenia w elity nie doprowadziły do zmiany władzy. Bruszewski krytycznie ocenia też komunikację i konsekwencję strony amerykańskiej oraz ostrzega przed eskalacją wokół cieśniny Ormuz, frontem libańskim i ryzykiem zamachów w Europie.

Iran po ciosach, ale bez przełomu

Bruszewski wskazuje, że operacje prowadzone przeciwko Iranowi przyniosły realne efekty militarne, jednak nie przełożyły się na destabilizację polityczną reżimu.

Pod względem wojskowym potencjał Iranu jest demilitaryzowany. Flota irańska przestała istnieć, zatopiono ponad 40 jednostek pływających, zniszczono muzealne lotnictwo. Prawdopodobnie nadwątlono arsenał rakietowo dronowy, ale to wszystko nie prowadzi do zmian politycznych w samym Iranie

– mówi Bruszewski.

W jego ocenie eliminacja kolejnych osób z elity nie działa jak dźwignia polityczna, bo system jest przygotowany do zastępowania ludzi i utrzymywania ciągłości.

Te ciosy są wycelowane w elitę państwa irańskiego, ale to nie prowadzi do zmian politycznych. Irańskie elity deklarują, że są w stanie zastępować kolejnych zabitych, czyli wykazują determinację do kontynuowania wojny

– zaznacza.

Brak konsekwencji i brak PSYOP

Zdaniem Bruszewskiego problemem jest to, że cele militarne i cele polityczne nie zostały spięte w jedną konsekwentną operację. Krytykuje też amerykańską niespójność komunikacyjną.

Po stronie amerykańskiej brakuje konsekwencji. Jeśli jako główny cel polityczny wybrano eliminację elit, to konsekwentnie trzeba eliminować wszystkich, aż przerwie się łańcuch dowodzenia i ktoś na średnim szczeblu postanowi przejąć władzę i rozmawiać z Amerykanami

– mówi Bruszewski.

Zwraca uwagę na chaos informacyjny, który osłabia przekaz i wiarygodność.

Nie ma strategii medialnej. Codziennie dowiadujemy się, że plan jest inny. Raz operacja ma trwać kilka tygodni, raz do września, raz jest wygrana, raz nie jest wygrana i potrzeba wsparcia sojuszników, a potem nagle wsparcia już nie potrzeba

– podkreśla.

W jego ocenie szczególnie zaskakujący jest brak narzędzi presji psychologicznej, które zwykle stosuje się, by złamać wolę elit.

W tej operacji brakuje amerykańskiego PSYOP, czyli operacji psychologicznej. Jestem zdziwiony, bo to jest pierwsza armia świata, najlepiej dofinansowana armia na globie

– zaznacza Bruszewski.

Cieśnina Ormuz: miny wystarczą, by sparaliżować handel

Bruszewski ocenia, że sytuacja w cieśninie Ormuz jest krytyczna nawet mimo zniszczenia części irańskich zdolności morskich. Kluczowy jest strach i ryzyko minowania, które nie wymaga wielkich okrętów.

Pomimo zniszczenia floty wciąż nawet na łupinach, na małych stateczkach rybackich, można wyrzucać pojedyncze miny. Samo powiedzenie, że cieśnina jest minowana, powoduje strach wśród kapitanów jednostek handlowych, żeby w ogóle wpływać do cieśniny

– mówi Bruszewski.

Dodaje, że taki stan nie może trwać długo bez politycznych konsekwencji, bo uderza w kluczowy szlak energetyczny i presję na gospodarki.

Mamy eskalację i to nie może długo potrwać, bo cały czas jest ryzyko, że do wojny włączy się Chińska Republika Ludowa. No i wtedy co mamy, trzecią wojnę światową?

– zaznacza.

Liban jako front pomocniczy

Ekspert Defense24 widzi działania Izraela w Libanie jako element większej układanki, w której wojna z Iranem tworzy dogodne okno do rozgrywek o strefę buforową.

W Libanie trwa operacja w teorii przeciwko Hezbollahowi, ale w praktyce to wykorzystanie tego, że w Iranie sytuacja jest niejasna. Być może to pretekst, żeby zagarnąć część terytorium libańskiego do Litanii, stworzyć strefę buforową, czyli przesunąć granice i złamać prawo międzynarodowe

– mówi Bruszewski.

Wskazuje też na ryzyko, że lądowa eskalacja uruchomi logikę wojny partyzanckiej i wciągnie ludność.

Czym innym są precyzyjne bombardowania i rajdy, a czym innym inwazja lądowa. Wtedy nawet ograniczone oddziały Hezbollahu mogą przejść na wojnę partyzancką, a ludność będzie wspierała walkę z zagrożeniem egzystencjonalnym

– podkreśla.

Ryzyko zamachów w Europie

Bruszewski ocenia, że po utracie dużej części zdolności militarnych Iran może uruchomić „ostatni arsenał”, czyli siatki wpływu i powiązania z organizacjami terrorystycznymi. W tym kontekście wskazuje na obecność struktur islamistycznych w Europie.

Po wyczerpaniu arsenału rakietowo dronowego zostaje ostatni arsenał, sieć powiązań organizacji terrorystycznych. Iran finansował i dostarczał broń nie tylko szyickim, ale też sunnickim strukturom, a z raportów francuskich wiemy, że Bractwo Muzułmańskie jest mocno obecne w Europie Zachodniej

– mówi Bruszewski.

Zaznacza, że służby w Europie nauczyły się więcej niż dekadę temu, ale zagrożenia nie da się wykluczyć.

W ostatnich latach zrobiono duży postęp, żeby infiltrować te grupy i rozumieć ich taktykę. Jest lepiej niż 10 lat temu, ale nie jesteśmy wolni od zagrożeń. Polska jest mniej narażona, ale nie jest od nich wolna

– podkreśla.

Rosja i karta Moskwy

Bruszewski zwraca uwagę na wątek rosyjski, w tym na potencjalną rolę Moskwy jako gwaranta i zarazem „opiekuna” irańskich elit. W jego ocenie kluczowe jest, czy ważna postać systemu rzeczywiście przebywa w Rosji.

Kluczowa jest informacja, czy Mocdaba Hamenei faktycznie przebywa w Moskwie. Jeśli tak, to stanie się zakładnikiem polityki Federacji Rosyjskiej. Pojawia się pytanie, czy wróci do Iranu, czy będzie najwyższym przywódcą na wygnaniu i kartą przetargową Putina

– zaznacza Bruszewski.

Ukraina i wojna psychologiczna

Ekspert podkreśla, że doświadczenie Ukrainy w walce z dronami i w operacjach psychologicznych działa również jako narzędzie budowy pozycji politycznej i wojskowej.

Ukraińcy w wojnie swoich brońmi się przed Rosją przegrywają, ale od początku konsekwentnie są mistrzami wojny psychologicznej i wykorzystania dronów. Sam fakt, że pomagają państwom Zatoki w obronie przed dronami, winduje Ukrainę jako eksportera taktyki i wiedzy

– mówi Bruszewski.

Dodaje, że właśnie tego rodzaju presja psychologiczna mogła być w tej wojnie użyta znacznie mocniej przez USA.

Amerykanie nie zastosowali podwójną czy potrójną siłą tego, co robili Ukraińcy w wojnie psychologicznej. A przecież mają większe środki i łatwiejszą sytuację, bo wojna nie toczy się na ich terytorium

– podkreśla.

Ormuz a udział Polski: sceptycyzm wobec gestów morskich

Na koniec Bruszewski odnosi się do dyskusji o ewentualnym wsparciu sojuszniczym. Ocenia, że symboliczne deklaracje bez realnych zdolności mogą zostać odczytane niekorzystnie.

Jako kraj, który ma wieloletnie problemy z marynarką wojenną, nie wiem czy taka deklaracja byłaby dobra. Mogłoby to zostać odebrane jako forma kpiny, bo Polska nie ma zdolności do operowania w cieśninie Ormuz. Sojusznicze zobowiązania możemy realizować w inny sposób

– zaznacza Bruszewski.

/ad

Przeczytaj więcej

Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”