Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Kontakty z niemieckim lobbystą i książka o Polsce bez polskich źródeł. Kulisy sprawy Ruchniewicza

Kontakty przez Niemcy do Polski – tak Rosjanie próbują docierać do elit, mówi w Radiu Wnet Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, opisując sprawę byłego szefa Instytutu Pileckiego.
Kontakty z niemieckim lobbystą i książka o Polsce bez polskich źródeł. Kulisy sprawy Ruchniewicza

Posłuchaj całej audycji:

W dniu specjalnym „Rosja bez iluzji” w Radiu Wnet pojawił się wątek dotyczący polskich instytucji i prób docierania przez Rosjan do europejskiego życia publicznego. Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, komentował sprawę prof. Krzysztofa Ruchniewicza, który przestał kierować Instytutem Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego.

Parafianowicz podkreślał, że jego tekst (pt.: „Niebezpieczne związki: polski historyk i przyjaciel Grupy Wagnera. Kulisy odwołania szefa Instytutu Pileckiego”) nie jest – jak mówił – „opowieścią o samym Ruchniewiczu”, ale o mechanizmie, w którym Rosjanie próbują oddziaływać na opinię publiczną „okrężnymi drogami”.

To jest opowieść o pewnym modus operandi Rosjan, którzy próbują docierać do przedstawicieli niemieckiego życia publicznego, a poprzez nich do Polaków

– powiedział.

Wstęp do książki i „podejrzana postać” po stronie niemieckiej

W tym kontekście pojawia się postać Ursa Unkaufa – jak opisywał Parafianowicz: analityka i lobbysty, zajmującego się tematami od historii po energetykę, gaz, ropę i rurociągi pod Bałtykiem. Wątpliwości po stronie polskiej miało wzbudzić to, że prof. Ruchniewicz napisał wstęp do jego książki o stosunkach polsko-niemieckich.

Wątpliwości to fakt napisania wstępu do książki pana Unkaufa przez profesora Ruchniewicza

– mówił Parafianowicz.

Dziennikarz zwracał uwagę na dwa elementy: jego zdaniem kontrowersje wokół samego autora oraz jakość publikacji.

Po pierwsze autor jest dość szemrany, a po drugie ta książka jest po prostu złej jakości. Ona opisuje tysiąc lat stosunków polsko-niemieckich i nie ma na tych 400 stronach odwołania do ani jednego polskojęzycznego źródła

– powiedział.

„Nikt nie zarzuca agenturalności”, ale błąd działa na niekorzyść

Parafianowicz zaznaczył, że po polskiej stronie nie padają zarzuty o uwikłanie agenturalne.

Jemu nikt po polskiej stronie nie zarzuca uwikłania agenturalnego, nie zarzuca nawiązania jakichś złych relacji

– podkreślił.

Jego zdaniem problemem była raczej nieostrożność i brak sprawdzenia tła osoby, dla której powstawało słowo wstępne.

Nawet „niewygooglanie” tego, dla kogo pisał słowo wstępne, jest argumentem, który działa na jego niekorzyść

– ocenił.

Jak dodał, rozpoznanie przeszłości Unkaufa nie wymagało dostępu do służb, a jedynie podstawowego researchu.

Wystarczy jakiś krótki research internetowy, przejrzenie niemieckich gazet… Jak rozumiem, profesor Ruchniewicz takiego trudu sobie nie zadał, nie sprawdził, co pisało „Die Zeit”, o czym informowała telewizja ARD

– mówił.

Zainteresowanie służb i spór o kierunek działań Instytutu

Parafianowicz relacjonował również, że – według jego rozmów z pracownikami Instytutu Pileckiego – w czasie kierowania instytutem prof. Ruchniewicz miał podważać sens programów dotyczących Ukrainy i Białorusi, uznając je za potencjalnie niezgodne z ustawą regulującą działalność instytutu.

Próbował udowodnić tezę, że wszelkie programy dotyczące Białorusi i Ukrainy są niezgodne z ustawą… i należy je poddać kontroli, audytowi i ewentualnie doprowadzić do wygaszenia

– powiedział.

Zastrzegł jednak, że nie chce budować daleko idących tez o motywacjach.

Ja nie jestem w stanie tego udowodnić. Natomiast wiem na podstawie rozmów z pracownikami… że pan profesor nie sprzyjał programom… dotyczącym spraw ukraińskich czy białoruskich

– dodał.

„Czerwona lampka” kontrwywiadu

W dalszej części rozmowy Parafianowicz tłumaczył, dlaczego – jego zdaniem – służby mogły uznać sprawę za wartą sprawdzenia.

Jeżeli pojawia się informacja, że istotny przedstawiciel polskiego państwa […] ma wśród znajomych kogoś, kto brał udział w przedsięwzięciach finansowanych przez firmy powiązane z grupą Wagnera, to w naturalny sposób zapala się czerwona lampka

– powiedział.

Powtórzył przy tym, że w jego ocenie chodzi o „błąd urzędniczy”, a nie dowód na świadome uwikłanie, ale aparat państwa „ma pełne prawo zainteresować się” tego typu relacjami.

Daleki jestem od stawiania tezy o uwikłaniu… natomiast z drugiej strony polski aparat… ma pełne prawo zainteresować się takimi kontaktami

– podsumował.

/ad

Przeczytaj więcej

Cztery partie po jednej stronie sceny. Piotr Matczuk ostrzega przed skutkami rozłamu
Cztery partie po jednej stronie sceny. Piotr Matczuk ostrzega przed skutkami rozłamu
Śledztwo w sprawie działania Clifford Chance przy przejmowaniu mediów publicznych jest nadal w toku
Śledztwo w sprawie działania Clifford Chance przy przejmowaniu mediów publicznych jest nadal w toku
Około 30 posłów odchodzi z PiS. Kaczyński zapowiada twarde decyzje
Około 30 posłów odchodzi z PiS. Kaczyński zapowiada twarde decyzje