Pomysł narodził się pięć lat temu, gdy młodzi rodzice – mieszkający wtedy na polskiej wsi – poczuli, że brakuje im wspólnoty.
Gdzie jest ta wioska? Gdzie są ciocie, babcie, sąsiedzi, inne dzieci?
wspomina Beata Piskadło.
Przygotowania trwały dwa lata. Pandemia zamykała granice, ale oni nie zmienili planów. Wybrali północne wyspy Tonga, w tym maleńką, wulkaniczną Tafahi – miejsce, o którym przewodniki pisały, że „czas zatrzymał się tam kilkaset lat temu”.




