Kiedy sam byłem młodym dziennikarzem, brałem udział w finałach, dokumentowałem akcję i podziwiałem wspólnotową moc ludzi, którzy potrafią zebrać kilkaset milionów w jeden dzień.
To doświadczenie nauczyło mnie szacunku dla idei wspólnoty, spontanicznego zaangażowania obywateli i pasji, która napędza wolontariuszy. Ale dziś, patrząc na skalę działań i liczby, nie sposób nie zauważyć pewnej nadmiernej medialnej narracji – i hipokryzji, która przy tym idzie w parze.
Emocje sięgają zenitu, a w tle rośnie presja: „daj, bo inaczej jesteś nieczuły”. Ale w tym felietonie popatrzę na liczby i realną skalę działań. Bo rzeczywistość często bywa brutalna! Jedna styczniowa niedziela z puszką z nawet najpiękniejszym serduszkiem nie zastąpi codziennej pracy państwa i powtarzalnych organizacji pomocowych z wieloletnią, choć pozbawioną widowiskowości tradycją.
Hipokryzja medialna i puszka pod kościołem
WOŚP krytykuje Kościół, dystansuje się od jego instytucji i wartości, a jednocześnie podczas finałów najwięcej puszek ląduje pod jego drzwiami. Dzieci, często nieświadome polityki i medialnych gier, stoją przy świątyniach, nagabując wiernych o grosze.






