Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

„Przewodnik” czy moralna ingerencja? Co pokazuje retoryka ambasadora Wasyla Bodnara. Felieton Tomasza Wybranowskiego

Opracowanie „przewodnika dla Ukraińców w Polsce”, mającego tłumaczyć, jak reagować na nienawiść lub akty agresji – zostało przedstawione jako gest wsparcia obywateli w trudnej sytuacji.
„Przewodnik” czy moralna ingerencja? Co pokazuje retoryka ambasadora Wasyla Bodnara. Felieton Tomasza Wybranowskiego

 

Jednak zestawienie tej inicjatywy z pełnym kontekstem medialnych wypowiedzi ambasadora Wasyla Bodnara w mediach ukraińskich i polskich, w tym w wywiadzie dla mezha.net z 19 stycznia 2026 roku, rodzi poważne pytania: czy mamy do czynienia z realną pomocą, czy z formą subtelnej presji i moralnego pouczania państwa, które udzieliło największej pomocy Ukrainie?

Tomasz Wybranowski


 

Między ochroną a prowokacją. O odpowiedzialności (?) ukraińskiej narracji w czasach wojny

Prace nad opracowaniem przez ukraińskich dyplomatów i prawników, przy wydatnej pomocy strony polskiej (co może zastanawiać) tzw. „przewodnika dla Ukraińców w Polsce”, który instruuje, jak reagować na przejawy nienawiści i agresji, oczywiście w granicach formalnych mieści się w ramach ochrony obywateli przebywających za granicą.

Takie działania nie są sprzeczne ani z prawem międzynarodowym, ani z wypracowaną przez dziesięciolecia praktyką dyplomatyczną. Państwo ma prawo informować swoich obywateli o przysługujących im środkach prawnych, procedurach zgłaszania przestępstw oraz ochronie przed dyskryminacją.

Ja widzę jednak dysonans i to nie tylko poznawczy. Dlaczego? Już spieszę z odpowiedzią za którą zaraz otrzymam (po raz kolejny) miano ruskiej onucy, choć oświadczam, że jeżeli jestem jakąkolwiek onucą to tylko polską i – z racji miejsca, gdzie mieszkam i pracuję – irlandzką. Ale do rzeczy!

Problem dostrzegam nie w samej idei ochrony, ale w opresyjnej ukraińskiej narracji, w jakiej ramy ta ochrona zostaje osadzona a także w kontekście politycznym, który jej towarzyszy.

Prawo międzynarodowe opiera się na delikatnej i kruchej równowadze. Z jednej strony Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, cytując art. 26 gwarantuje „równość wobec prawa i ochronę przed dyskryminacją”. Idźmy dalej. Europejska Konwencja Praw Człowieka w art. 14 zakazuje „dyskryminacji przy korzystaniu z praw i wolności”.

Państwa mają obowiązek reagować na przemoc, mowę nienawiści i czyny motywowane uprzedzeniami, także wobec cudzoziemców. Z drugiej jednak strony te same instrumenty dobitnie wskazują, że ochrona jednej grupy nie może odbywać się kosztem stygmatyzacji innej ani poprzez budowanie sugestii o systemowej wrogości społeczeństwa przyjmującego.

Tu zadam pytanie, czy w sposób dowolny i przypadkowy art. 20 ust. 2 Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych zakazuje

„jakiejkolwiek propagandy nienawiści narodowej (…) stanowiącej podżeganie do wrogości lub przemocy”. Przepis ten nie dotyczy wyłącznie skrajnych aktów – obejmuje również narracje, które eskalują napięcia społeczne i utrwalają podziały.

 

Wasyl Bodnar, ambasador Ukrainy w Polsce | Fot. P. Bobołowicz

I właśnie na tym cienkim lodzie porusza się narracja towarzysząca inicjatywom ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara.

Jeżeli bowiem ów „przewodnik”, zestawiony z licznymi medialnymi wypowiedziami o „presji”, „radykalizacji” i „prawicowym skręcie” polskiego społeczeństwa, zaczyna kreować obraz naszej Ojczyny Polski z jej obywatelami, jako przestrzeni strukturalnie niebezpiecznej, to przestaje to być neutralna informacja prawna.

Trzeba napisać i powiedzieć to wprost! To już stanowcza forma nacisku politycznego, ubrana w język troski i praw człowieka. Stąd tylko krok do „szczucia”, albo wywołania przeświadczenia, że w Polsce Ukraińcy są bardziej uprzywilejowani niż prawowici obywatele Rzeczpospolitej!

Oczywiście w prawie międzynarodowym nie istnieje pojęcie „szczucia” jako termin normatywny, ale istnieją bardzo jasno określone zakazy podżegania do wrogości narodowej, generalizowania winy zbiorowej oraz eskalowania napięć społecznych poprzez narracje dyplomatyczne.

I tu w sukurs przychodzi mi Konwencja wiedeńska i jej zapisy o stosunkach dyplomatycznych. W art. 41 ust. 1 czytamy:„zobowiązuje się dyplomatów do poszanowania prawa państwa przyjmującego oraz do powstrzymywania się od ingerencji w jego sprawy wewnętrzne.” Koniec! Kropka!

Klimat społeczny, wrażliwość opinii publicznej i równowaga między solidarnością a zmęczeniem wojną niewątpliwie do takich spraw należą.

Również polskie prawo nie pozostawia wątpliwości. Art. 119 §1 Kodeksu karnego Rzeczpospolitej Polskiej penalizuje przemoc lub groźby wobec osób lub grup z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej czy wyznaniowej, natomiast art. 256 §1 kk zakazuje publicznego nawoływania do nienawiści.

Są to przepisy symetryczne: chronią każdą osobę, niezależnie od obywatelstwa, ale nie operują domniemaniem winy zbiorowej społeczeństwa gospodarza. Po co więc jeszcze dodatkowo to nabudowywać z intencją dla Ukraińców przebywających w Polsce?

Polskie prawo nie zna także kategorii „społeczeństwa potencjalnie wrogiego” panie ambasadorze! Zna kategorię konkretnego czynu, konkretnego sprawcy i konkretnej odpowiedzialności karnej.

Narracja, w której miliony obywateli kraju przyjmującego stają się domyślnym źródłem zagrożenia tylko dlatego, że pojawiło się społeczne zmęczenie skutkami wojny, nie znajduje ani oparcia prawnego, ani moralnego. I na to, jako Polak nigdy się nie zgodzę!

 

Polska i Ukraina / Fot. United Nations Cartographic Section, Alex Khristov / Wikimedia Commons

Dlatego ważne pytanie, które należy dzisiaj postawić, nie może brzmieć: czy Ukraińcy w Polsce mają prawo do ochrony, bo to prawo jest oczywiste, zapisane zarówno w prawie międzynarodowym, jak i krajowym; tylko:

czy państwo, które otrzymało bezprecedensową pomoc (logistyczną, finansową, militarną i społeczną) ma prawo prowadzić narrację sugerującą moralną niedojrzałość, radykalizację lub ukrytą wrogość społeczeństwa, które tę pomoc zapewniło?

Zwłaszcza gdy przez lata Polska, w imię geopolitycznego interesu i moralnego imperatywu, rezygnowała z twardej artykulacji własnych granic, własnej pamięci historycznej i własnej wrażliwości społecznej.

Doświadczenie pokazuje, że dyplomacja Ukrainy rozumie język partnerstwa przede wszystkim wtedy, gdy towarzyszy mu stanowczość, a nie jednostronne ustępstwa.

W tym sensie inicjatywy ambasadora Bodnara nie są przyczyną obecnych napięć i niniejszego tekstu mojego autorstwa! Inicjatywa ambasadora Bodnara jest ich symptomem. Symptomem polityki, w której Polska zbyt długo brała na siebie rolę ucznia pouczanego przez beneficjenta własnej solidarności.

I to właśnie ten dysonans – nie sam „przewodnik” – budzi dziś uzasadniony sprzeciw. A teraz do rzeczy, punkt po punkcie!

Tu jeszcze jedna glossa. Nie da się też pominąć faktu, że przez lata polska polityka była zbyt miękka wobec Ukrainy, która dyplomatycznie rozumie tylko siłę a obecne wypowiedzi i inicjatywy ambasadora Bodnara są tylko skutkiem tej spolegliwości i ustępstw.

 

„Pomoc” czy moralna lekcja dla Polski?

Polska przyjęła ponad dwa miliony uchodźców z Ukrainy. To jest gest bezprecedensowy w Europie, obejmujący mieszkania, edukację, pracę i opiekę zdrowotną. Tymczasem ambasador Bodnar w wywiadzie dla mezha.net wskazuje:

„Bądźmy szczerzy: głównym powodem zmiany nastrojów w Polsce jest trwająca wojna… W Polsce jest ponad dwa miliony Ukraińców… a to wywołuje wewnętrzną presję na polskie społeczeństwo… Postawy polityczne w Polsce i Europie przesuwają się wyraźnie w prawą stronę. Retoryka antyimigracyjna zaczyna dominować.”

 

Sugestia, że my Polacy „przesuwamy się na prawo i jesteśmy antyimigracyjni”, może, ale i powinna być odbierana jako pouczenie polskich wyborców i polityków, co jest niedopuszczalne w polskiej debacie publicznej. Mało tego, ambasador Bodnar dodaje:

„Często towarzyszy temu mitologizacja pewnych tematów i tworzenie negatywnych stereotypów… Niestety, niektóre siły polityczne również wykorzystują to, aby poszerzyć swoją bazę wyborczą.”

 

W ten sposób krytyka Ukraińców w Polsce zostaje przedstawiona jako narzędzie polityczne do zdobywania głosów przez partie prawicowe, co w praktyce oznacza moralne osądzanie polskiej sceny politycznej. Takie wypowiedzi mogą być odbierane przez Polaków jako dyplomatyczne ostrze ingerujące w wewnętrzne sprawy państwa, które udzieliło ogromnej pomocy humanitarnej.

Dyplomatyczny nacisk czy „subtelny” szantaż polityczny?

Ambasador Bodnar wielokrotnie komentował kwestie polityczne w Polsce, co wykracza poza standardową rolę przedstawiciela dyplomatycznego. Przykłady są wymowne.

Zacznę od moralnego rozliczania polskich polityków. Ambasador Bodnar nazwał wypowiedzi posła Przemysława Czarnka o prezydencie Ukrainy „aroganckimi i niedopuszczalnymi” i stwierdził, że mają one „cechy rosyjskiej narracji agresora”:

„Wypowiedzi Pana Posła @CzarnekP o Ukrainie i jej Prezydencie są aroganckie i niedopuszczalne. Podważanie niepodległości naszego kraju jest świadomym uderzeniem w bezpieczeństwo Polski i Europy. To… retoryka agresora rosyjskiego.” – Wasyl Bodnar, komentarz cytowany przez Polskie Radio

To nie jest zwykła reakcja dyplomatyczna, lecz moralne potępienie polskiego polityka i powiązanie jego krytyki z narracją wroga, co kieruje mocny przekaz do konserwatywnego elektoratu i opinii publicznej.

Były też komentarze wobec debaty wyborczej w Polsce. Wasyl Bodnar ocenił stanowisko jednego z kandydatów prezydenckich, który zapowiedział, że nie poprze wprowadzenia Ukrainy do NATO, jako „nieakceptowalne”:

„…fundamentalną sprawą istnienia Ukrainy… i decyzja o ograniczeniu podstawowych praw Ukrainy jest nie do przyjęcia, ponieważ to fundamentalna kwestia istnienia dla Ukrainy.”


Choć dodawał, że Ukraina uszanuje wynik wyborów, to jego język i styl oceny polskich decyzji wyborczych jest ingerencyjny i sugeruje próbę moralnego pouczenia polskich wyborców.

Historyczne granice pamięci – polityka czy realna naprawa?

W kontekście pamięci o Wołyniu Bodnar w mediach mówił, że tragedia powinna łączyć, a nie dzielić, co jest poprawne, jednak w innych wypowiedziach sugerował, że część Polaków jest w pełni przekonana o swojej racji i wymaga edukacji. W RBC‑Ukraine stwierdził:

„Stereotypy takie jak ‘Ukraińcy zabierają nam pracę’… ‘Ukraińskie kobiety są atrakcyjniejsze i mogą ukraść wam męża’… Biorą się z emocji, które następnie politycy podsycają…”

Choć cytat odnosi się do stereotypów, to jego forma wskazuje na próbę kierowania polską debatą społeczną i interpretowania jej pod kątem zagrożeń dla Ukraińców, co wykracza poza tradycyjną rolę dyplomaty.

Rodzi to pytanie kardynalne, czy ukraińska narracja historyczna buduje most pojednania, czy staje się narzędziem politycznych interesów, które pomija prawdę historyczną, jaką Polska próbuje wypracować od lat.

 

„Ochrona obywateli” czy jednostronna retoryka?

Tworzenie przewodnika mogłoby być neutralnym działaniem, gdyby nie fakt, że ambasador Wasyl Bodnar w wielu wypowiedziach ocenia polskie przepisy, debatę społeczną oraz działania polityków. W kontekście ochrony Ukraińców w polskich szkołach językowych mówił:

„My nie jesteśmy zagrożeniem, nie jesteśmy wrogami… Jesteśmy pracowitymi, wdzięcznymi i przyjaznymi ludźmi dla Polski, walczącymi o nasze prawo do istnienia.”

Choć brzmi to defensywnie, to jest to jednak pozór i retoryczny wybieg. Taki język ocenia negatywną debatę publiczną jako „zagrożenie”, wpływając na to, co jest uznawane za społecznie dopuszczalne, co wielu w Polsce odbiera jako próbę kształtowania polityki społecznej przez obcego dyplomatę.

 

Ukraińskie budowanie narracji kosztem polskiego partnera

Partnerstwo międzypaństwowe powinno opierać się na wzajemnym szacunku i równoprawnym dialogu. Kiedy jeden partner interpretuje wewnętrzne debaty drugiego jako „fale nienawiści”, „rosyjskie narracje” lub „zagrożenie dla bezpieczeństwa”, nie jest to postawa neutralna, lecz moralna wyższość, ograniczająca prawo drugiego państwa do prowadzenia własnej debaty publicznej.

Napiszę to stanowczo, przewodnik nie może przykrywać zasad partnerskiej współpracy. Inicjatywa przewodnika mogłaby być słuszna, gdyby towarzyszyły jej:

autentyczne uznanie historycznych ran i realne gesty pamięci, systematyczne i wcielane w życie działania na rzecz pojednania z Polską, konstruktywny dialog bez piętnowania konkurencyjnych opinii i wreszcie jasne działania wobec obywateli Ukrainy łamiących prawo w Polsce.

Tymczasem obserwujemy dyplomatyczne wtrącanie się w wewnętrzne debaty Polski, moralne oceny polskich polityków i wyborców, nadinterpretację incydentów w celu budowania narracji własnych interesów.

Polska musi jasno powiedzieć: wdzięczność i pomoc humanitarna nie są zaproszeniem do pouczania ani ingerowania w krajową suwerenność. Współpraca tak, ale oparta na równych prawach, wzajemnym szacunku i bez retoryki moralnej presji.

 

Dyplomatyczne naciski i aktywistyczne szantaże – Bodnar i Panczenko w jednym szeregu

Nie sposób pominąć paraleli między działaniami ambasadora Bodnara a „interwencjami” Natalii Panczenko. Ambasador Bodnar, oficjalny przedstawiciel Ukrainy w Polsce, w swoich medialnych wypowiedziach wprost ocenia polską scenę polityczną, moralnie poucza polityków i opinię publiczną, a nawet łączy niektóre wypowiedzi z „rosyjską narracją agresora”.

Tego rodzaju retoryka, choć opakowana w dyplomatyczne formułki, w praktyce wywiera presję na demokratyczne decyzje suwerennego państwa.

Z kolei Natalia Panczenko, aktywistka ukraińskiej diaspory z polskim paszportem, idzie o krok dalej.

„…,bo to na terenie Polski zaczną się bójki, bo na terenie Polski zacznie się podpalanie sklepów, domów itd. A to przede wszystkim wpływa na wewnętrzne bezpieczeństwo Polski.”

Choć zabrzmiało to jak ostrzeżenie, to w rzeczywistości był to szantaż, który miał wywrzeć nacisk na polską opinię publiczną i kandydatów w polskich wyborach prezydenckich, aby polityka wobec Ukrainy szła w kierunku, który Panczenko uznała za właściwy. Jak sama mówi w tym samym wywiadzie:

„…,jeśli kandydaci nie zajmą odpowiedniego stanowiska, to mogą w przyszłości prowadzić do poważniejszych problemów.”

Obie postawy, ambasadora Bodnara i Panczenki, wpisują się w ten sam schemat: wywieranie presji politycznej i społecznej pod płaszczykiem troski o Ukraińców, ignorując przy tym realne wysiłki i ofiarność Polski wobec uchodźców.

Polska przez lata była zbyt miękka wobec Ukrainy, która dyplomatycznie rozumie przede wszystkim siłę. Dzisiejsze skutki tej polityki widać w medialnych ostrzeżeniach i moralnych pouczeniach, które, zamiast budować partnerstwo, wprowadzają atmosferę napięcia i strachu.

Dodatkowo Panczenko wprost wskazuje, że napięcia mogą służyć interesom politycznym:

„…muszą mieć na uwadze polscy kandydaci na prezydenta i ci, którzy bawią się tymi kwestiami. Bardzo ważne jest, żeby się w to nie bawili. /…/ To może działać jako strategia mobilizowania elektoratu, który podziela takie obawy, ale jednocześnie może wywoływać napięcia w społeczeństwie, które mogą stać się bardziej widoczne w czasie kampanii wyborczej.”

W efekcie mamy sytuację, w której działania oficjalnych przedstawicieli Ukrainy i aktywistów z polskim obywatelstwem zaczynają podważać suwerenność Polski w debacie publicznej i mogą wpływać na dynamikę kampanii wyborczej, przy okazji rozpalając napięcia społeczne, które w normalnych warunkach byłyby łatwe do opanowania.

To scenariusz, który Kreml z pewnością oglądałby z satysfakcją, liczne akty podziałów, chaosu i wzrost napięcia wewnętrznego, pod płaszczykiem „troski o Ukraińców”.

Polska nie może już pozwalać, aby moralne pouczenia i aktywistyczne ostrzeżenia decydowały o tym, co jest politycznie i społecznie dopuszczalne. Przeszłość pokazuje, że dyplomacja i pomoc humanitarna wymagają twardości i jasnych granic, bo brak stanowczości w polityce zagranicznej i migracyjnej prowadzi do sytuacji, w której ktoś z zewnątrz próbuje nami sterować. Subtelnie, lecz skutecznie.

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Lwów chce ogłosić rok zbrodniarza Szuchewycza. To jawna prowokacja wymierzona w Polskę
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”
Ks. Isakowicz-Zaleski o Wołyniu: „Tym się różnią ludzie od zwierząt, że zwierzęta zmarłych nie chowają”