Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Dwa lata bez ks. Isakowicza-Zaleskiego. Przyjaciel mówi o jego prawdziwym powołaniu

Nie szukał tematów – to tematy przychodziły do niego. Jan Abgarowicz wspomina w Poranku Radia Wnet ks. Isakowicza-Zaleskiego jako człowieka Ewangelii i prawdy.
Dwa lata bez ks. Isakowicza-Zaleskiego. Przyjaciel mówi o jego prawdziwym powołaniu

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

Posłuchaj całej rozmowy:

W drugą rocznicę śmierci Tadeusz Isakowicz-Zaleski na antenie Radia Wnet padły słowa szczególne. Jan Abgarowicz – Ormianin, bliski przyjaciel i daleki kuzyn duchownego – mówił nie o legendzie medialnej, lecz o człowieku, który „zawsze zachowywał się tak, jak należy”.

„Wszyscy starzy Ormianie są spokrewnieni”

Jak podkreśla Jan Abgarowicz, więź z ks. Isakowiczem-Zaleskim była czymś więcej niż przyjaźnią.

Byliśmy nawet dalekimi kuzynami. Wszyscy starzy Ormianie są ze sobą spokrewnieni

– mówił na antenie.

Ale był też moim duszpasterzem. I to jest chyba najważniejsze

– dodał.

Dla środowiska ormiańsko-katolickiego jego odejście było stratą szczególną. Jak zaznacza Abgarowicz, to właśnie Ormianie w Polsce odczuli ją najmocniej.

Kapłaństwo jako centrum wszystkiego

Wbrew uproszczonym narracjom, ks. Isakowicz-Zaleski – jak podkreśla jego przyjaciel – nie był „człowiekiem od tematów”, lecz kapłanem, dla którego wszystko inne było konsekwencją Ewangelii.

On nie był tylko księdzem. On był kapłanem. Kiedy odprawiał Eucharystię, zmieniał mu się głos, zmieniało się zachowanie. To było jego największe powołanie

– mówił Abgarowicz.

Fundacja – najważniejsze dzieło życia

Największym, najbardziej trwałym dziełem ks. Tadeusza pozostaje Fundacja Świętego Brata Alberta.
Jak przypomina Abgarowicz, to właśnie praca z osobami z niepełnosprawnościami była drogą, na którą wszedł wbrew własnym planom – po tym, jak w czasach PRL nie otrzymał paszportu na wyjazd do Rzymu.

To było najważniejsze dzieło jego życia. Wszystko inne przyszło później

– podkreśla.

Dziś fundacja nadal działa i opiekuje się ponad tysiącem dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Sam ks. Isakowicz-Zaleski kilka lat przed śmiercią przekazał zarządzanie zespołowi współpracowników, dbając o ciągłość dzieła.

Lustracja i Wołyń: „temat przyszedł do niego”

Zaangażowanie ks. Isakowicza-Zaleskiego w lustrację Kościoła oraz sprawę ludobójstwa na Wołyniu – jak zaznacza Abgarowicz – nie wynikało z ambicji ani chęci konfrontacji.

On nie szukał tematów. To tematy przyszły do niego

– mówił.

Dopiero w 2005 roku, po emisji filmu z archiwów IPN pokazującego brutalne pobicie księdza przez SB w 1985 roku, Isakowicz-Zaleski zajrzał do swojej teczki. Zobaczył tam skalę inwigilacji – także ze strony duchownych. To wtedy poczuł imperatyw mówienia prawdy.

Podobnie było z Wołyniem: nie chodziło o zemstę, lecz o pamięć, godny pochówek ofiar i nazwanie zbrodni po imieniu.

Poeta z wojska

Mało kto pamięta, że ks. Isakowicz-Zaleski był także poetą. Abgarowicz przytoczył na antenie wiersz „Nocna rozmowa”, napisany przez dwudziestoletniego kleryka w czasie przymusowej służby wojskowej – formy szykany za wstąpienie do seminarium.

Już wtedy był moralnie i etycznie tym samym Tadeuszem

– mówił jego przyjaciel.

Dziedzictwo, które zobowiązuje

Był dla mnie wzorem moralnym i etycznym. Jego działanie było przepojone ewangelicznym duchem prawdy

– podsumował Jan Abgarowicz.

Na zakończenie zaapelował o pamięć – nie tylko symboliczną, ale i konkretną: poprzez wsparcie Fundacji Świętego Brata Alberta oraz modlitwę.

/ad

Przeczytaj więcej

„Zełenski poczuł się silniejszy”. Co stoi za ostatnimi decyzjami Kijowa?
„Zełenski poczuł się silniejszy”. Co stoi za ostatnimi decyzjami Kijowa?
Koziński: Sprawa Kraskowskiego może stać się problemem dla Tuska
Koziński: Sprawa Kraskowskiego może stać się problemem dla Tuska
Dziennikarz za kratami. Coraz więcej pytań o polityczne tło sprawy
Dziennikarz za kratami. Coraz więcej pytań o polityczne tło sprawy