Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Aukcja pamiątek z obozów. Hanna Radziejowska o wstrząsającej skali odkrycia

Hanna Radziejowska z Instytutu Pileckiego w Berlinie ostrzega, że wystawione na niemieckiej aukcji dokumenty z obozów to często ostatnie ślady po polskich więźniach politycznych.
Aukcja pamiątek z obozów. Hanna Radziejowska o wstrząsającej skali odkrycia

Fot. CC A-S 4.0, Wikipedia

Posłuchaj całej rozmowy:

Aukcja w niemieckim domu aukcyjnym wstrząsnęła opinią publiczną zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Wśród wystawionych na sprzedaż przedmiotów znalazły się listy, dokumenty i pamiątki z obozów koncentracyjnych – w wielu przypadkach ostatnie ślady po ludziach zamordowanych przez Niemców.

Jak podkreśla Hanna Radziejowska z berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego, skala tej kolekcji i sposób jej zaprezentowania obnażyły problem, którego w Polsce wciąż nie wypowiedziano do końca. Radziejowska przyznaje, że wiadomości o aukcjach takich materiałów w Niemczech niestety nie są zaskoczeniem.

Ta kolekcja ewidentnie była zbierana przez wiele lat. Było to podzielone starannie na różne obozy: Pawiak, Dachau, Auschwitz, Majdanek. To była gigantyczna kolekcja

– relacjonuje.

Wielu badaczy, z którymi rozmawiała, miało poczucie, że czegoś takiego nie widzieli nigdy w życiu. Najbardziej bolesny okazał się jednak fakt, że – wbrew pierwszym medialnym narracjom – znaczna część tych pamiątek dotyczyła nie osób żydowskich, lecz polskich więźniów politycznych.

Zdecydowana większość tych materiałów, na pewno więcej niż połowa, to są polscy więźniowie polityczni

– podkreśla Radziejowska.

Wiele z tych listów prawdopodobnie nigdy nie trafiło do rodzin. Dla części więźniów mogły być jedynym śladem ich ostatnich dni. Tymczasem cena wywoławcza wielu dokumentów wynosiła zaledwie 500 euro.

Dylemat etyczny i wątpliwa narracja domu aukcyjnego

Dom aukcyjny argumentował, że część materiałów pochodzi od potomków ofiar, a całość miała rzekomo stanowić „projekt badawczy kolekcjonera”. Radziejowska jest sceptyczna wobec takich tłumaczeń.

Oni tak napisali, bo potrzebowali się usprawiedliwić. Mówili głównie, że nie chcieli zranić uczuć. Czy tak jest naprawdę?

– pyta.

Jej zdaniem struktura i sposób zebrania dokumentów sugerują raczej długotrwałe pozyskiwanie obozowych materiałów na rynku kolekcjonerskim. Zwraca uwagę, że w Niemczech właśnie odchodzi pokolenie odpowiedzialne za tworzenie systemu terroru, a w prywatnych domach odnajdują się masowo dokumenty, które nigdy nie powinny trafić do obrotu.

Reakcja Polski i dalsze kroki

Po nagłośnieniu sprawy przez Międzynarodowy Komitet Auschwitz oraz polskie media, a następnie interwencji polityków, aukcja została wstrzymana. Trwają rozmowy o tym, jak trwale uniemożliwić podobny handel. W grę wchodzi nawet mechanizm prawny nakazujący automatyczne przekazywanie takich przedmiotów do Polski lub instytucji pamięci.

Jednocześnie Instytut Pileckiego, mając już kopie części kolekcji, rozpoczął rekonstrukcję losów osób stojących za konkretnymi dokumentami.

Odtwarzamy historię, szukamy informacji, jaka historia kryje się za każdym dokumentem

– zapowiada Radziejowska. Wśród materiałów odnaleziono m.in. listy więźniarek Ravensbrück, członków pierwszego transportu do Auschwitz, dokumenty ofiar Majdanka czy ślady powiązane z działalnością grupy Ładosia.

/fa

Przeczytaj więcej

Polska – Ukraina: solidarność, która musi mieć oczy odważnie otwarte. O fali przestępstw ze wschodu…
Polska – Ukraina: solidarność, która musi mieć oczy odważnie otwarte. O fali przestępstw ze wschodu…
Kto próbuje zrobić z Polaków naród ksenofobów? 1200 przypadków kontra 38 milionów Polaków.
Kto próbuje zrobić z Polaków naród ksenofobów? 1200 przypadków kontra 38 milionów Polaków.
Europa mnoży projekty obronne, Polska potrzebuje własnej strategii. Eksperci: czas na narodową agendę
Europa mnoży projekty obronne, Polska potrzebuje własnej strategii. Eksperci: czas na narodową agendę