Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Marcin Przydacz: Rumuni wybrali swojego kandydata, a nie kandydata Brukseli

W Rumunii odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Największe poparcie wyborców zdobył George Simion. Wydarzenie komentował w Radiu Wnet Marcin Przydacz, były wiceszef MSZ.
Marcin Przydacz: Rumuni wybrali swojego kandydata, a nie kandydata Brukseli

George Simon l fot. x.com

Posłuchaj całej rozmowy:

W Rumunii odbyła się pierwsza tura powtórzonych wyborów prezydenckich po unieważnieniu głosowania z 2024 roku. Najwięcej głosów zdobył George Simion (AUR) – 40,94 proc., wyprzedzając Nicușora Dana (niezależnego) i Crina Antonescu (koalicja rządząca). Frekwencja wyniosła 52,37 proc.. Wyniki pokazują rosnący sprzeciw wobec europejskiego establishmentu. Druga tura odbędzie się 18 maja. Wybory przebiegały w atmosferze napięcia, pod obserwacją międzynarodową, w tle pojawiły się też sygnały o cyberatakach.

Wydarzenie w Poranku Radia Wnet komentował Marcin Przydacz, były wiceminister spraw zagranicznych.

Europa — a raczej część establishmentu europejskiego — miała swoich kandydatów, popieranych w Bukareszcie. A tutaj okazało się, że Rumuni po raz drugi wybrali swojego własnego kandydata, swojego własnego prezydenta. W tym sensie, w pierwszej turze, trochę na zasadzie protestu

– powiedział Przydacz.

Czytaj więcej:

https://wnet.fm/2025/03/07/nie-mozemy-stac-sie-dyktatorami-dla-wyzszego-dobra-wywiad-z-liderem-partii-rumunskiej-opozycji-george-simionem/

Jak stwierdził w  dalszej części rozmowy, to „pokazuje to, że demokracja jednak nie polega na tym, żeby wskazywać konkretnych prezydentów, tylko na tym, by oddać głos wyborcom – w tym sensie rumuńska demokracja się broni. George Simion to jest człowiek z krwi i kości Rumun, polityk tam pracujący”.

Polak, Rumun, dwa bratanki?

Gość Radia Wnet dodał, że Simion to także bliski też sojusznik Mateusza Morawieckiego — jest wiceszefem Europejskiej Partii Konserwatystów i Reformatorów.

Nie jest więc to postać zupełnie nieznana europejskiemu establishmentowi. No ale Komisja Europejska de facto chciała obsadzić tam swojego kandydata — i sromotnie przegrała, po raz kolejny pokazując, że nie ma takiej zdolności. Zresztą nie od tego jest Unia Europejska, aby obsadzać kandydatów — od tego są wyborcy. I wyborcy pokazali

– zaznaczył.

Niewiarygodne sondaże

Przydacz zwrócił tez uwagę na ciekawą rzecz, że rumuńscy wyborcy, „trochę w duchu protestu odmawiali też odpowiedzi sondażowniom, nie chcąc dawać im tej satysfakcji”.

To pokazuje, jak wielkim brakiem zaufania cieszą się dziś w Rumunii tego typu instytucje jak sondażownie. Ludzie nie wierzyli w sondaże, nie chcieli podawać im swoich preferencji, a finalnie pierwszą turę wygrywa kandydat trochę protestu, ale kandydat prawicowy — co mnie, jako centroprawicowego polityka z Polski, oczywiście bardzo cieszy, że w Rumunii, uważanego przez nas za ważnego partnera, wygrywa nasz sojusznik

– tłumaczył.

/ad

Przeczytaj więcej

Afera w Szpitalu Południowym uderza w rząd. Dr Orzeł: to katastrofa w katastrofie
Afera w Szpitalu Południowym uderza w rząd. Dr Orzeł: to katastrofa w katastrofie
Zabójstwo krytyka Putina w Polsce. Ekspert: To bardzo niepokojący sygnał
Zabójstwo krytyka Putina w Polsce. Ekspert: To bardzo niepokojący sygnał
Bogdan Święczkowski pisze do prezesa NSA
Bogdan Święczkowski pisze do prezesa NSA