Po 1989 roku pustka, grill, antyklerykalne memy i może leniwe wspomnienie o „klasie robotniczej”. Ale Kościół, trochę pod prąd czasu, przypomina dziś o św. Józefie Robotniku. Nie o ideologu, nie o karierowiczu, ale o cieśli z Nazaretu. O człowieku pracy. Tym facecie, który w milczeniu pokornie wychowywał Boga.
Z narzędziami w dłoniach, nie z segregatorem w ręku czy ekranem pełnym giełdowych wykresów. Z odciskami na rękach a nie z grantem dla NGO’sów. Z honorem, pokorą i dumą z pracy, którą wykonuje.
Tutaj wersja dźwiękowa felietonu:







